Rząd bryluje, dzieci głodują
Piątek, 17 października 2014 (16:19)Z poseł Elżbietą Rafalską, członkiem sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, rozmawia Marta Milczarska
Ponad pół miliona dzieci w Polsce jest głodnych lub niedożywionych. Tymczasem rząd zapowiada monitoring w szkołach czy darmowe podręczniki. Nie ma jednak reakcji współmiernej do ogromnej biedy wśród dzieci?
– Ponad pół miliona niedożywionych dzieci, a raczej 700 tys. dzieci żyjących w rodzinach mających problemy z zaspokojeniem elementarnych potrzeb, stanowi największy wstyd ekipy rządzącej. Takie dane powinny postawić na nogi nie tylko pracowników społecznych w całym kraju, ale przede wszystkim rządzących. Nie jesteśmy krajem Trzeciego Świata, a tymczasem te dane są zatrważające. Rząd chwali się wzrostem gospodarczym, ogłaszane są rzekome sukcesy, a tymczasem jesteśmy nieporadni wobec najsłabszych grup społecznych: dzieci, osób niepełnosprawnych oraz emerytów i rencistów. Takie dane świadczą o tym, że działania pomocy społecznej, rządowe programy i inne działania są nieefektywne, nieskuteczne i rozproszone. Miejmy nadzieję, że wreszcie ktoś się obudzi i przemodeluje pomoc dla najbiedniejszych tak, by rzeczywiście trafiała ona tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
Jak zatem powinna być przemodelowana ta pomoc?
– Przede wszystkim trzeba zwiększyć nakłady na programy dożywiania dzieci w szkole, ponieważ te finanse od lat utrzymują się na tym samym poziomie i – jak widać – są niewystarczające. Przypomnijmy, że jeszcze Donald Tusk w swoim exposé obiecywał, że dożywianiem będą objęte także dzieci poza kryterium dochodowym. Niestety, nieskuteczna pomoc dla najbiedniejszych to także efekt złego rozpoznania środowiskowego. Konieczne jest rozpocznie przyczyn ubóstwa i efektywne działanie w celu jego przeciwdziałania. Niech wreszcie rząd rozpocznie radykalne działania, by przeciwdziałać biedzie w Polsce, a nie raz do roku przy ogłoszeniu takich zatrważających danych wzruszają się nad losem niedożywionych dzieci, a nie idzie za tym żadne działanie. Niestety, zdarza się i tak, że posłowie Platformy Obywatelskiej w odpowiedzi na ponad pół miliona głodnych dzieci proponują mirabelki i szczaw.
Ubóstwo bardzo często wcale nie jest związane z bezrobociem. Według Głównego Urzędu Statystycznego, biedni pracujący to około jednej czwartej Polaków...
– Oczywiście, że tak. Polskę dotyka także problem bardzo niskich zarobków. Ponad 12 proc. pracujących zarabia za mało, aby zaspokoić swoje najbardziej podstawowe potrzeby. Niestety okazuje się, że praca w Polsce nie gwarantuje wyjścia z ubóstwa. To bardzo niepokojący sygnał. To pokazuje, że przyczyn ubóstwa należy szukać głębiej, że są one bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Wracając do tematu niedożywionych dzieci, chciałabym przypomnieć, że prawidłowy sposób żywienia, rozpoczęty dopiero w późniejszym okresie życia, nie jest w stanie zniwelować utraconych w dzieciństwie możliwości rozwoju psychicznego i fizycznego. Dlatego też te 700 tys. dzieci, które dziś jest niedożywione, w przyszłości może borykać się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Konsekwencje tego będą dużo bardziej „kosztowne” dla społeczeństwa niż przeznaczenie w tym momencie większych nakładów na programy mające na celu dożywianie dzieci w szkołach.
Dodam jeszcze, że w tym roku nie został w Polsce wdrożony europejski program pomocy żywnościowej, dzięki któremu banki żywności miały produkty, które mogły dodatkowo rozdysponowywać. Jeśli zaistniała taka sytuacja, to rząd powinien w jego miejsce zaproponować inny program, który mógłby choć w części zapewnić ciągłość pomocy dla najbardziej potrzebujących.