Euroland w ekonomicznej otchłani?
Piątek, 17 października 2014 (12:40)To, przed czym ostrzegają europejscy ekonomiści, wciąż nie jest dostrzegane przez polskich euroentuzjastów. Eurolandowi grozi katastrofa gospodarcza. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale jeden zasadniczy: wadliwa konstrukcja eurostrefy.
Zadłużenie państwowych budżetów strefy euro, gigantyczne bezrobocie na południu Europy, złe widoki koniunkturalne, kursy akcji giełdowych pikujące w dół, wojna embargowa z Rosją – to tylko niektóre z czynników, które mają wpływ na pogarszającą się sytuację w strefie euro. „Jeżeli nie będzie się temu przeciwdziałać, eurolandowi grozi katastrofa” – ostrzegają eksperci.
Wielu ekonomistów podziela to zdanie: groźba, że Europa może pogrążyć się w gospodarczej otchłani, wciąż jeszcze nie jest zażegnana – podaje portal Deutsche Welle.
– Eurokryzys przybrał teraz inną formę. Po kryzysie zadłużenia obecnie nastąpił kryzys eurokoniunktury – twierdzi analityk Robert Halver z Baader Bank, który zauważa także niepokojącą bierność w reformach.
– W wielu państwach eurostrefy nie realizuje się żadnych reform dla poprawy warunków ekonomicznych. Ale tylko poprzez reformy można zachęcić przedsiębiorstwa do inwestycji i stworzyć trwałe miejsca pracy – zaznacza ekonomista. Obawia się on, że państwa UE popadną znowu w tryb „barbarzyńskiego zadłużania się” w przekonaniu, że zaciągając długi, będzie można ustabilizować gospodarkę.
Ekonomista Max Otte z Worms uważa, że obecne spowolnienie gospodarki może być jeszcze groźniejsze niż w czasie bankructwa Lehman Brothers w 2008 roku.
– W kryzysie finansowym sprzed 6 lat wszystkich ogarnęła panika, że może rozlecieć się globalny system finansowy. Uporano się z nim za pomocą gigantycznych, „tanich” pieniędzy. Ale potem nie nastąpiły żadne reformy strukturalne; nikt nie wziął się za rozwiązanie zasadniczych problemów – twierdzi ekonomista, zwracając jednocześnie uwagę, że do tego wszystkiego dochodzi także aktualne spiętrzenie negatywnych trendów gospodarczych w Europie: rosnące zadłużenie państwowych budżetów, gigantyczne bezrobocie na południu Europy, nieskuteczna polityka wspierania wzrostu gospodarczego oraz rosyjskie embargo.
Hans-Werner Sinn, dyrektor monachijskiego Instytutu Badań nad Gospodarką Ifo, obawia się, że europejska gospodarka jeszcze przez wiele lat nie podniesie się z kolan. Tym bardziej że nie ma żadnego prostego wyjścia z kryzysu, w jakim utknęły południowe kraje eurostrefy. – Końca kryzysu w ogóle jeszcze nie widać – podkreślił Hans-Werner Sinn, którego cytuje Deutsche Welle.
Rozwiązanie: wyjście ze strefy euro
Jak zauważają eksperci, w ostatnim czasie państwa eurolandu mogły zaciągać kredyty na bardzo korzystnych warunkach, co było zachętą do dalszego zadłużania się. Taka polityka doprowadziła do tego, że ich problemy są tylko tuszowane, a nie rozwiązywane, bo kiedyś kredyty te trzeba będzie przecież spłacić, a będzie to coraz trudniejsze.
– Obecnie niektóre państwa eurostrefy zaciągają nowe kredyty, by jako tako obsłużyć stare – zaznacza Robert Halver.
Hans-Werner Sinn wciąż nawołuje, by państwom nękanym kryzysem bezwarunkowo umorzyć długi, których i tak nie byłyby one w stanie spłacić. – Wszelkie małe kroczki nie pomogą eurostrefie – podkreśla Sinn.
Ekonomiści domagają się rzeczywistych, ostrych kroków. – Trzeba coś zmienić w całej konstrukcji euro, to niesłychanie ważny punkt – twierdzi Max Otte z Worms. – W tym celu konieczne byłoby natychmiastowe wystąpienie z eurogrupy niektórych krajów jej obrzeża – zastrzega Otte.
Oczekiwanie w nadziei, że kryzys kiedyś rozwiąże się sam, nie jest żadną poważną opcją; sytuacja jest zbyt niebezpieczna.
MM