Brak poprawy
Czwartek, 16 października 2014 (17:03)Stan dwóch górników leczonych po wypadku w kopalni „Mysłowice-Wesoła” na oddziale intensywnej terapii Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich był dzisiaj bardzo ciężki, a jednego – jak podali lekarze – „ekstremalnie ciężki".
Jak poinformował podczas briefingu dr hab. Marek Kawecki z CLO, chodzi o chorego, którego lekarze wczoraj nie zdecydowali się operować ze względu na pogarszający się stan ogólny. Mieli jeszcze nadzieję na poprawę. – Niestety, nie poprawia się, nawet pogarsza. Tutaj rokowanie jest złe. [...] Budzi to nasze największe obawy o jego dalsze życie – mówił lekarz.
– Walczymy bardzo o niego, jak i o pozostałych górników – dodał.
Dzisiaj specjaliści z CLO nadal mówili o niewielkiej poprawie stanu trzech pozostałych górników z intensywnej terapii. Dzień wcześniej sygnalizowali poprawę u czterech poszkodowanych z tego oddziału, jednak u jednego z nich monitorowane parametry pogorszyły się i zaczęły być niestabilne.
Łącznie w szpitalu nadal leczonych było 21 poszkodowanych w wypadku w kopalni „Mysłowice-Wesoła”, wśród nich sześciu na oddziale intensywnej opieki medycznej. Pozostałych 15 przebywało na oddziałach chirurgicznych. Z tej grupy jednak u trzech pacjentów zaczęły pojawiać się następstwa ciężkiej choroby oparzeniowej i ciężkiego oparzenia dróg oddechowych. Specjaliści nie wykluczali, że może zajść konieczność przeniesienia ich na intensywną terapię.
– Działalność terapeutyczna skoncentrowana jest w tej chwili na walce z zakażeniem, na walce z następstwami zakażenia dróg oddechowych. Prowadzona jest rehabilitacja tych chorych – zaznaczył Kawecki. W czwartek lekarze przeprowadzili u poszkodowanych w katastrofie górników trzy operacje, na piątek zaplanowali trzy kolejne.
Dyrektor szpitala dr Mariusz Nowak, który we wtorek przestrzegał, że w razie braku przyspieszenia finansowania drogiego leczenia dużej grupy rannych z „Mysłowic-Wesołej” szpital w perspektywie kolejnych tygodni może stanąć przed groźbą utraty płynności finansowej, w czwartek mówił już o rozwiązaniu problemu.
Dyrektor CLO podziękował personelowi śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. – Jesteśmy po rozmowach i myślę, że to, co się zgodnie z prawem da zorganizować i zapłacić za nasze nadwykonania, będzie zrobione. To nam na dzień dzisiejszy zabezpieczy bieżące działanie – wskazał dr Nowak. – Bardzo istotne jest również podejście Ministerstwa Zdrowia, gdzie uzyskaliśmy pełne zrozumienie i jesteśmy w trakcie formalności – dodał.
Zaznaczył jednocześnie, że leczenie dużej grupy górników po katastrofie z 6 października nie wpływa na leczenie innych pacjentów w tym szpitalu. Opieka nad pozostałymi pacjentami nie powoduje „żadnego uszczerbku pod względem opieki medycznej” – zapewnił. Podkreślił przy tym wysiłek całego personelu CLO, który od dziesięciu dni od katastrofy „pracuje na najwyższych obrotach”.
W poniedziałek wieczorem minął tydzień od katastrofy w mysłowickiej kopalni. Na poziomie 665 m doszło prawdopodobnie do zapalenia bądź wybuchu metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. 36 wyjechało na powierzchnię, 31 trafiło pierwotnie do szpitali. 42-letniego kombajnisty dotąd nie odnaleziono. W poniedziałek rano w CLO zmarł jeden z najciężej rannych, 26-letni górnik.
W kopalni ratownicy prowadzący akcję poszukiwawczą zaginionego górnika w czwartek rano zostali po raz kolejny wycofani ze względu na wzrost stężenia niebezpiecznych gazów. W nocy weszli w blokujące im drogę rozlewisko, jednak konieczne okazało się dalsze pompowanie. Będzie ono możliwe, gdy wyrazi na to zgodę kierownictwo akcji – po tym jak stężenia gazów spadną i ustabilizują się.
MPA, PAP