• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Tak się rodzą bohaterowie

Środa, 19 września 2012 (12:19)

Robert Lewandowski znów na ustach Niemiec i całej piłkarskiej Europy. W pierwszej kolejce Ligii Mistrzów gol Polaka strzelony na trzy minuty przed zakończeniem meczu dał jego Borussii Dortmund zwycięstwo nad holenderskim Ajaxem Amsterdam.

 

Skromne 1:0 wystarczyło, aby mistrz Bundesligi zainkasował na swoje konto ważne trzy punkty w grupie śmierci. Potyczka z mistrzem Holandii była jednak dopiero rozgrzewką przed prawdziwymi pojedynkami; na swojej drodze „polski team” spotka bowiem jeszcze najlepsze drużyny z zeszłego sezonu Anglii i Hiszpanii.

I pomimo że nasz najlepszy obecnie napastnik nie zaczął sezonu wyjątkowo błyskotliwie (swoją pierwszą bramkę zdobył dopiero w trzecim meczu), to jednak dzięki golowi w tych prestiżowych rozgrywkach, jakimi jest Liga Mistrzów, stał się wczoraj bohaterem całego Dortmundu. To właśnie dzięki takim akcjom, kiedy jeden zawodnik bierze na siebie ciężar gry w decydującym momencie i nie bojąc się odpowiedzialności, decyduje się na strzał, rodzą się historie poszczególnych graczy. Być może sam Robert powiedziałby, że zwyczajnie zrobił to, co do niego należało – przyjął piłkę, zrobił zwód i strzelił. W końcu za to płacą napastnikom. Zupełnie jednak inaczej wyglądałyby komentarze w niemieckiej i polskiej prasie, gdyby tą decydującą akcję Lewandowski zmarnował.

Dziś Polak jest zwycięzcą i do nadchodzących meczów ligowych będzie mógł podchodzić z większym spokojem. Na prawdziwy sprawdzian jego umiejętności przyjdzie czas w następnych meczach LM, kiedy to Borussia Dortmund zmierzy się z Manchesterem City i Realem Madryt. Wtedy grając przeciwko bogaczom z Anglii czy też kolektywowi pod wodzą José Murinho, z Ramosem i Pepe na czele, będzie mógł udowodnić swoją rzeczywistą wartość.

Będąc przy mistrzu Hiszpanii, wczorajszych meczach i tytule niniejszego komentarza, należy wspomnieć także o Christiano Ronaldo, który na status bohatera swojego klubu zapracował już dawno. W meczu z City udowodnił po raz kolejny, że mu się on w pełni należy. To dzięki bowiem jego trafieniu Królewscy pokonali angielski klub 3:2. Portugalczyk w odróżnieniu od Lewandowskiego wystawił cierpliwość swoich kibiców na jeszcze większą próbę. Zwycięskie trafienie zaliczył bowiem dopiero po upłynięciu regulaminowych 90 minut, po błędzie bramkarza gości Joe Harta. Bramka ta wlała radość w serca kibiców, którzy momentalnie zapomnieli Portugalczykowi wszystkie jego ostatnie dąsy i fochy na madrycki klub. CR7 znów schodził z boiska w glorii chwały.

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami narodzin, a w zasadzie ponownych narodzin, kolejnego bohatera w sporcie. Jak feniks z popiołów powstaje bowiem Robert Kubica. Polak, któremu po wypadku przed dwoma laty nie dawano szans na powrót do ścigania, zasiadł ponownie za kółkiem wyczynowego auta. W ciągu ostatnich dwóch weekendów wystąpił w dwóch rajdach we Włoszech, w których udowodnił, że jest bardzo szybki. Pomimo tego, iż drugiego z nich nie zdołał ukończyć, już zapowiada starty w kolejnych. W swoim stylu nie zdradza, kiedy i gdzie to nastąpi, jednak powtarza, że zamierza startować w jak największej liczbie tego typu zawodów. Ostatecznym celem tych jazd jest odzyskanie jak największej sprawności w kontuzjowanej ręce, lecz jak wierzą jego kibice, tym celem jest także powrót do Formuły 1.

Bez względu jednak na to, czy Robertowi Kubicy uda się wrócić do królowej sportów motorowych, dla swoich fanów na zawsze pozostanie bohaterem. Nie tylko ze względu na fakt bycia pierwszym Polakiem w F1, ale właśnie ze względu na to, jak podnosił się po ciężkich wypadkach i kontuzjach, szczególnie tej ostatniej z lutego 2011 roku.

Łukasz Sianożęcki