Katakumby Tadżykistanu
Wtorek, 14 października 2014 (11:26)W Tadżykistanie chrześcijanie stanowią zaledwie 1 proc. populacji (liczba katolików wynosi od 200 do 300 osób!). Była republika Związku Sowieckiego zamieszkiwana jest głównie przez sunnickich muzułmanów. To tradycyjne społeczeństwo niechętnie przyjmuje do wiadomości fakt, że ktoś nawrócił się na chrześcijaństwo. Każdy konwertyta musi się liczyć z ostracyzmem społecznym, zaczynając od zerwania kontaktów z najbliższą rodziną. Wydziedziczenie, pozbawienie praw rodzicielskich, rozwody, utrata pracy to standardowe zalecenia w takiej sytuacji. Członkowie rodziny zmuszani są także do wyrażenia swojego gniewu i ukarania apostaty. Sądy honorowe także i tutaj obowiązują. Dlatego podążanie drogą Chrystusa w Tadżykistanie należy do wyzwań XXI wieku.
Oprócz plemiennych relacji, obowiązującego islamu Tadżykistan to dyktatura. Panujący od 1992 roku prezydent Rahmon jest komunistą, i dobrze pojmuje jego wytyczne wobec chrześcijaństwa. Dawno już nakazał inwigilowanie wszelkich działalności chrześcijańskich Kościołów i wspólnot. Od 10 lat nie zarejestrowano w Tadżykistanie żadnej nowej społeczności chrześcijan. Zabronione są również kontakty z Kościołami za granicą. Oficjalnie panuje tu oczywiście wolność religijna, legitymizowana konstytucyjnie, ale to fikcja. Odejście od islamu, jak wspomniałem, skutkuje atakami ze strony miejscowych władz, a także rodzin i lokalnych mułłów. Za wychowywanie nieletnich w chrześcijaństwie również przewidziane są wysokie kary więzienia.
„Moja rodzina zaczęła mnie nienawidzić”
Międzynarodowe dzieło chrześcijańskie Open Doors przybliżyło niedawno historię konwertytki Layli, która w wieku 16 lat podjęła decyzję kroczenia za Jezusem. W pierwszych latach rodzina wspierała ją w tym, „jednak potem doświadczyłam nienawiści z każdej strony”. Brat Layli pobił ją, matka krzyczała na nią, a kuzynka zamykała w domu, aby nie mogła chodzić na nabożeństwa. Gdy to wszystko nie zniechęciło dziewczyny do chrześcijaństwa, jej brat i kuzynka porwali ją, zamknęli w domu i ogolili na łyso.
„Chcieli mnie upokorzyć i pokazać, że kobieta z Tadżykistanu, która zostaje chrześcijanką, staje się hańbą dla swojej kultury. Po tej sytuacji uciekłam i już nigdy więcej nie wróciłam do domu. Moja rodzina ciągle nalega, abym wyrzekła się Jezusa”.
Layla bierze obecnie udział w programie dla kobiet, które doświadczyły przemocy domowej. Kobieta pracuje w przedszkolu i jest pełna wdzięczności: „Bóg jest moją tarczą i ucieczką. Nigdy mnie nie opuści, nawet gdyby cały świat był przeciwko mnie”.
Oprócz zagrożenia ze strony rodziny i państwa chrześcijanie muszą się liczyć z niebezpieczeństwem radykalnego islamu. Zagrożenie ekstremizmem muzułmańskim istnieje szczególnie na wschodzie kraju, w Górnobadachszańskim Okręgu Autonomicznym.
Tamtejszy ekstremizm nie zdążył na szczęście odcisnąć piętna na chrześcijanach, gdyż jest zwalczany przez reżim. Nie muszę przy tym dodawać, że nie wynika to z dobrej woli Rahmona i jego siepaczy broniących nagle chrześcijan, ale dlatego, iż ta formuła islamu jest ewidentnym zagrożeniem dla dyktatora, bo ma na celu jego obalenie.
Większe prześladowanie dotyka zatem chrześcijan ze strony społeczeństwa. Ogromna presja wywierana jest przez rodzinę, przyjaciół i dalsze otoczenie, stąd chrześcijanie dokładają wszelkich starań, by nie zostać zdemaskowanymi i tym samym próbują unikać problemów. Można powiedzieć, że konwertyci z islamu na chrześcijaństwo w Tadżykistanie rzeczywiście tworzą Kościół katakumbowy i potrzebują wsparcia modlitewnego i finansowego.
Dr Tomasz M. Korczyński