Kubica już wrócił
Środa, 19 września 2012 (06:08)Z Michałem Kościuszką, czołowym polskim kierowcą rajdowym, rozmawia Piotr Skrobisz
Robert Kubica po długiej przerwie wrócił za kierownicę, wystąpił w dwóch rajdach we Włoszech. Jakie można wyciągnąć z tego wnioski?
– Pierwszy i najważniejszy już pan wymienił – Robert wrócił. Jak sam wspominał, miał już okazję robić treningi zarówno na torach, jak i na trasach odcinków specjalnych, w samochodach wyścigowych, jak i rajdowych, ale nie pokazywał się publicznie. Pierwszy raz uczynił to przed kilkunastoma dniami. Wybrał mądrze: małe, krótkie lokalne zawody i samochód idealnie dopasowany do jego potrzeb. Pamiętajmy, że subaru impreza, którym podróżował, ma pięć-sześć lat, czyli pochodzi z czasów, gdy przepisy dopuszczały elektroniczne sterowanie skrzynią biegów za pomocą łopatki. Co więcej, można ją było przenieść na lewą stronę, by kierowca mógł używać do tej czynności lewej ręki. W dzisiejszych autach specyfikacji wrc jest to zakazane.
Podobała się Panu jazda Kubicy?
– Szczerze? Myślałem, że będzie gorzej, trudniej, a tymczasem Robert pojechał naprawdę bardzo dobrze. Jestem w stanie ocenić go z perspektywy kibica, na podstawie kilku ujęć filmowych, ale dostrzegłem, że prowadził płynnie, pewnie, wybierał doskonałe tory jazdy. Wychodziło doświadczenie i nawyki zdobyte w Formule 1, które cały czas ma we krwi. Do tego bardzo ładnie hamował: mocno, zdecydowanie, obierając odpowiednie punkty. Niektórzy kierowcy, ci mniej pewni siebie, niekiedy zwalniają zbyt wcześnie, by tuż przed zakrętem dodawać gazu. Robert wszystko robił wtedy, kiedy było trzeba, co świadczyło o jego pewności. Co ważne, nie zaczął od zera. Nie znajduje się co prawda na poziomie, który prezentował półtora roku temu, ale już jest nieźle. Obecne starty wciąż są jednak tylko – lub aż – formą rehabilitacji, a nie rzeczywistą rywalizacją. Na tę jest zdecydowanie zbyt wcześnie. Szkoda tylko, że ostatni występ zakończył się kraksą. Wypadki, nawet te niegroźne, mogą wpłynąć negatywnie na psychikę zawodnika wracającego na trasy po długiej przerwie.
Zatrzymajmy się zatem na chwilę przy psychice – od strony mentalnej, jakie znaczenie dla Kubicy miał powrót za kierownicę?
– Gigantyczne. Robert cały czas przechodzi rehabilitację ruchową, ale może ją robić na sali treningowej. Dla kierowcy, czy to rajdowego, czy wyścigowego, równie ważnym aspektem jak umiejętności jest głowa, która musi idealnie współgrać z ciałem. Nie jest tak jak w przypadku piłkarzy, którzy po kontuzji muszą po prostu wrócić do formy fizycznej. Kierowcy muszą odbudować psychikę, poradzić sobie ze stresem i strachem towarzyszącym każdemu z nas. Po wypadku pojawia się jakaś niepewność, którą najlepiej zwalczyć szybkim powrotem do ścigania. Im dłuższa przerwa, tym trudniej, tworzy się dodatkowa bariera. Robert nie jeździł od lutego ubiegłego roku. Zawsze był niesamowicie mocnym człowiekiem, o żelaznej psychice, ale pewnie i na nim ten okres bezczynności i walki o powrót do zdrowia odcisnął piętno. Kilkanaście dni temu, w małym włoskim rajdzie, zaczął pisać nowy rozdział swej historii. Jest typem wojownika, zmierzył się ze swymi słabościami.
Dlaczego wybrał rajdy jako pierwszą formę powrotu do sportu?
– Z prostej przyczyny. Za kierownicą samochodu rajdowego może lepiej dopasować swoją pozycję za kierownicą. Jest mu najzwyczajniej w świecie wygodniej, może bardziej pod siebie ustawić fotel i kierownicę, ma większą swobodę ruchów i, co zrobił, wybrać auto z systemem zmiany biegów po lewej stronie. Robert cały czas ma problem z prawą ręką, widzieliśmy, że się nią nie wita, nawet autografy składał lewą. W kokpicie bolidu Formuły 1 miejsca praktycznie nie ma, łokcie są dużo bliżej ciała, zakres ruchu jest zdecydowanie mniejszy, przez co bardziej istotna jest precyzja, no i trzeba być idealnie sprawnym.
Słyszałem głosy, że Robert wybrał rajdy, bo są łatwiejsze. Absurd. Gdyby tak było, to Kimi Raikkonen, były mistrz świata Formuły 1, po przesiadce do auta rajdowego zdeklasowałby konkurentów. A tymczasem tylko sporadycznie plasował się w czołowej dziesiątce imprez mistrzowskiej rangi, a miejsce w szóstce już poczytywał sobie za gigantyczny sukces. Obu dyscyplin, rajdów i Formuły 1, nie sposób porównać pod względem trudności i skali wyzwań. Nie chciałbym gloryfikować tych pierwszych, ale wydaje mi się, że to rajdy są bardziej złożone, a kierowcy zasiadający za kółkiem samochodów muszą być bardziej uniwersalni. Proszę zobaczyć, na ilu nawierzchniach rywalizujemy: na asfalcie, szutrze, śniegu, lodzie. Do tego dochodzi umiejętność współpracy z pilotem, słuchania notatek, nieustanne reagowanie na stale zmieniające się warunki. W rajdach coś może nas zaskoczyć na każdym zakręcie, w Formule 1 zawodnicy znają na pamięć każdy centymetr toru. Gdy podczas wyścigu spadnie deszcz, zmagania są przerywane, my cały czas rywalizujemy. Nie ma mowy, abyśmy się zatrzymali i zmienili slicki na inne opony. Mamy sobie radzić. Nie opowiadam o tym, by się chwalić, tylko by oddać Robertowi należny mu szacunek.
Spekuluje się, że rajdy mogą być docelowym miejscem sportowej przyszłości Kubicy, o ile oczywiście nie odzyska sprawności na tyle, by móc na nowo rywalizować w F1. To realny scenariusz?
– W chwili obecnej jest w stanie prowadzić samochód z dominującą jedną ręką, lewą. To możliwe, gdy odcinki specjalne liczą góra 10 kilometrów, na mniejszych imprezach. Proszę sobie wyobrazić rajdy mające po 450-500 kilometrów oesów, na których poszczególne próby mają nawet po 60 kilometrów, biegnących po nierównych nawierzchniach szutrowych. Gdy je kończymy, nie czujemy rąk, nie mamy sił, jesteśmy wykończeni. Robert jest jednostką wybitną, nieprzeciętną, ale bez pełnej sprawności i jemu będzie niezwykle ciężko. Historia zna jednak niezwykłe przypadki. Włoch Alex Zanardi, były znakomity kierowca Formuły 1, w wypadku stracił obie nogi. Po kilku latach wrócił do ścigania w Mistrzostwach Świata Samochodów Turystycznych (WTCC), radził sobie doskonale, wygrywając nawet kilka wyścigów. Jego przykład pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście głęboko wierzę, że Robert nie będzie musiał podejmować trudnych decyzji, że w odpowiednim czasie znów zawita do Formuły 1.
I będzie tak samo szybki jak przed laty?
– Jeśli ciało pozwoli, to tak. Na razie jednak dyskutowanie o przyszłości Roberta nie ma sensu, bo on sam nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytania. My żałujemy, że nie bardzo wiemy, w jakiej znajduje się formie fizycznej, jak postępuje rehabilitacja, co jeszcze można zrobić, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że i Robert nie wie, co wydarzy się za kilka miesięcy. Ostatnie starty z pewnością dodatkowo go zmotywowały i zdopingowały, jednak nie wszystko od niego zależy. Miejsce Roberta jest w Formule 1, nie mam co do tego wątpliwości, ale gdyby okazało się, że zostanie „skazany” na rajdy, chyba nie padnie z rozpaczy. On przede wszystkim uwielbia się ścigać, a i sam kiedyś powiedział, że Formuła jest jego zawodem, a rajdy pasją. Myślę zatem, że to, gdzie wróci, jest sprawą drugorzędną, najważniejsze, by w ogóle wrócił. Tego mu życzę z całego serca.
Dziękuję za rozmowę.