Gdzie jest Kim?
Niedziela, 12 października 2014 (16:09)Od czasu, gdy dyktator totalitarnej Korei Północnej Kim Dzong Un zniknął, dosłownie zniknął z pola widzenia i nie wiadomo od ponad miesiąca (od 3 września), co się z nim właściwie dzieje, w Korei Północnej dokonują się dziwne rzeczy. Najmniej dziwna jest może militarna prowokacja reżimu wobec sąsiada z Południa i odwracanie uwagi od problemu znikającego dyktatora, bo do gróźb ewentualnego ataku militarnego Koreańczycy z Południa już się prawie przyzwyczaili. Gorzej, jeśli nuklearna puszka Pandory otworzyłaby się z hukiem, do czego, moim zdaniem, jednak nie dojdzie.
W pobliżu granicy Korei Południowej spadła wprawdzie ostatnio rakieta, a po tym incydencie Korea Południowa odpowiedziała natychmiast, strzelając ze swojej artylerii, jednak nie po raz pierwszy zdarza się taka sytuacja. W ubiegłych latach było więcej i dużo groźniejszych kryzysów, żeby wspomnieć listopad 2010 roku, gdy Korea Północna ostrzelała wyspy Yeonpyeong. Widmo wojny było wówczas bardzo realne. Gdy Kim Dzong Un po śmierci ojca Kim Dzong Ila przejął władzę w kraju, pokazał swoją determinację i kilkakrotnie napinał mięśnie.
Dziwniejszą sytuacją byłoby natomiast „przejęcie” władzy po Kimie (oficjalnie jest on nadal przywódcą) przez Kima Jo Dzonga. Spekuluje się, że w zastępstwie Kima występuje jego młodsza siostra, która stała się ostatnio centrum zainteresowania międzynarodowej opinii publicznej. Zagadką pozostaje tylko, na jakiej mocy i z czyjego nadania pojawiłaby się ona nagle na scenie politycznej?
Na razie wiemy, że Kima nie ma od ponad miesiąca, stolica jest odcięta od świata, obserwuje się również aktywizację północnokoreańskich dyplomatów, którzy zintensyfikowali swoje podróże, odwiedzając na przykład południowego sąsiada w ramach dwustronnych rozmów o perspektywach zjednoczenia półwyspu, i strzelanie na wiwat rakietami w okolicach granicy z Koreą Południową.
Pojawiają się spekulacje, że Kim Dzong Un jest chory, że przeszedł operację kostki lub kolana, a nawet, że już nie żyje. Na ostatnich filmach z jego udziałem Kim wyraźnie kuleje, a zatem historia o operacji może być rzeczywiście faktem. Rehabilitacja pooperacyjna może trwać długo, nawet u 31-latka, a zatem trochę czasu minie, żeby powrócił on do żywych i to w takim stanie, jaki przystoi wielkiemu wodzowi. Niestety, ponieważ w tym kraju wszystko jest tajemniczo groźne i możliwe, nie można wykluczyć zgonu, na przykład w wyniku nieudanej operacji lub dopomożenia wodzowi przez zbuntowanych oficjeli, aby podążył on drogą dziadka i ojca, w zaświaty. Niezależnie od losu Kim Dzong Una, jak na razie egzystencja ponad 70 tys. chrześcijan zamkniętych w obozach koncentracyjnych pozostanie bez zmian. Śmierć Kima, gdyby była faktem, czy też jego odsunięcie od władzy lub po prostu niezdolność do rządzenia państwem nie oznaczałyby jednocześnie upadku dyktatury. I bez lidera reżimu totalitaryzm może trwać w najlepsze i dalej dławić wolność, czego najlepszym przykładem jest tak zwana odwilż po śmierci Józefa Stalina. Na upadek ZSRS trzeba było czekać niemal cztery dekady. Ile będzie trwać proces schyłku dynastii Kimów, nie wiem, ale możliwe, że właśnie się on zaczął i jesteśmy tego świadkami.
Dr Tomasz M. Korczyński