• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

„Zagubiona″ Ewa Kopacz

Piątek, 10 października 2014 (16:52)

Kompromitacja to słowo, które najlepiej podsumowuje wczorajsze spotkanie premier Ewy Kopacz z kanclerz Angelą Merkel. I nie chodzi tylko o chwiejny i niepewny krok na czerwonym dywanie, ale przede wszystkim o nieadekwatne do rangi wizyty deklaracje polskiej premier.

Nakierowywanie polskiej premier przez niemiecką kanclerz, wręcz szarpanie, by nie oddawała honorów w niewłaściwych miejscach, niepewny krok i zaskakujacy wyraz twarzy Kopacz oraz irytacja niemieckiej kanclerz - tak właśnie wyglądała pierwsza wizyta w Berlinie polskiej premier po zaprzysiężeniu rządu.

– Niestety, po tej wizycie wszyscy zwrócili uwagę na ogromne zagubienie pani premier, zupełnie, jakby nie została poinstruowana przez przedstawiciela protokołu dyplomatycznego, jak ma się zachować. Każdy polityk zawsze jest informowany: w którym kierunku ma iść, gdzie się zatrzymać, gdzie się odwrócić. Niestety, na tym szczeblu do takiej sytuacji nie powinno dojść – zaznaczył w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Witold Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych.

Rzecznik rządu Iwona Sulik kompromitujący przemarsz polskiej premier tłumaczy w rozmowie z nami nieobecnością szefa protokołu dyplomatycznego. – Z panią premier był szef korpusu dyplomatycznego i powiedział, że pani premier ma ustawiać się albo po prawej, albo po lewej stronie kanclerz Merkel, a okazało się na miejscu, że wygląda to zupełnie inaczej – wyjaśniła rzecznik rządu, dodając jednocześnie, że nieobecność szefa protokołu spowodowana była tym, iż towarzyszył on prezydentowi podczas wizyty w Lipsku.

Rzeczywiście Kopacz zastosowała się do rady szefa korpusu i ustawiała się raz po prawej, raz po lewej stronie poirytowanej Merkel. Przyjmując tłumaczenia rzecznika rządu, zastanawia niepewny krok premier i honory oddawane nie wiadomo komu.

Nie tylko zagubienie podczas przemarszu wydało się zaskoczyć niemiecką kanclerz, ale także huczne deklaracje polskiej premier. Podczas wizyty w Berlinie zadeklarowała, że będzie broniła ceny polskiej energii elektrycznej. Zostały także omówione sprawy dotyczące polityki bezpieczeństwa w kontekście sytuacji na Ukrainie.

– Tego typu spotkania mają zwykle charakter kurtuazyjny i zapoznawczy, a tymczasem polska premier ku niemałemu zaskoczeniu Angeli Merkel próbowała na siłę wyrwać z tej wizyty jakieś huczne deklaracje. To z pewnością zaskoczyło niemiecką kanclerz. Takie zapowiedzi, że będzie broniła ceny polskiej energii elektrycznej w polskich domach, powinny zostać uzgodnienie w kuluarach, a ogłoszone po rozmowach z drugą stroną – wyjaśnił Witold Waszczykowski, który podkreślił jednocześnie, że takie zachowanie Ewy Kopacz było kolejną próbą udowodnienia, że będzie ona silnym premierem. – Niestety, nie jestem pewny, czy takie zachowanie rzeczywiście przyniesie taki rezultat – dodał Waszczykowski.

A zatem pierwszy blamaż w Berlinie premier Kopacz ma już za sobą.

Marta Milczarska