Dżihadyści u wrót NATO
Środa, 8 października 2014 (09:46)Początkowo media głównego nurtu przedstawiały Turcję jako aktyw militarny w konflikcie z wojującym islamem, ale szybko okazało się, że to ofensywa islamistów z Państwa Islamskiego postawiła „niezwyciężoną” armię turecką na nogi. Gotowość tureckiej armii jest zatem wyłącznie reakcją i do tego lękliwą, która może przynieść nieoczekiwany zwrot w tej barbarzyńskiej kampanii, jeżeli islamiści przekroczą jej granicę.
Siła dżihadystów (nie twierdzę, że potęga) zaskoczyła nawet Zachód. Przyznał to sam prezydent USA Barack Obama. Naloty, o których dużo się mówiło i pisało, nie przynoszą dotąd żadnych sukcesów, oprócz wyniszczania kraju. Ten konflikt zamiast ustawać będzie się zatem nasilać. Wraz z nim wzrastać będzie agresja islamistów przeciwko chrześcijanom i innym mniejszościom religijnym.
Jak podawał Portal NaszDziennik.pl w nocy, 5 października islamscy bandyci z Frontu Al-Nusra uprowadzili franciszkanina o. Hanna Jallufa z parafii w Knajeh wraz z grupą dwudziestu chrześcijan. Wieś Knajeh leży w pobliżu granicy z Turcją, w prowincji Idlib, gdzie terroryści powiązani z Al Kaidą prowadzą swoje działania przeciwko wojsku rządowemu prezydenta Asada. To dodaje dramaturgii całej rozgrywającej się tam sytuacji, ponieważ owa sytuacja przy tureckiej granicy, gdzie islamiści grają na dwa fronty (Al Kaida i Państwo Islamskie) wskazuje jasno, że czas ostatecznie zakończyć sen Turcji o wstąpieniu do Unii Europejskiej.
Wraz z tym muzułmańskim koniem trojańskim, taranem islamskiego dżihadu będziemy mieli u granic UE – Syrię, Irak i Iran. Dziś ten fakt jest jeszcze bardziej godny rozważenia jako argument przeciwko kandydaturze Turcji do struktur unijnych. Jej obecność jeszcze bardziej naraziłaby nasz kraj na działalność terrorystów, którzy bez przeszkód przy wsparciu sunnickich fanatyków tureckich infiltrowaliby obszar Unii Europejskiej. Turcja nie powstrzyma islamistów, chociaż jej armia z zewnątrz wygląda imponująco, a członkostwo w NATO dodaje animuszu. Nie powstrzyma ich, ponieważ na rękę jej niszczenie zarówno Syrii, jak i Iraku (autonomicznej części Kurdów). Im więcej zniszczeń im przyniesie, tym słabszy będzie wróg turecki. Nie zapominajmy, że sunnickiej ekipie Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), de facto fundamentalistom z Państwem Islamskim dobrze się negocjuje i współpracuje.
Wolność dla zakładników przetrzymywanych przez IS, konkretnie tureckich dyplomatów, żołnierzy i przedsiębiorców (bo nie amerykańskich i brytyjskich) jest tego dowodem. Epoka Erdogana nie minęła. Mentalność prezydenta, mentalnością narodu, a że mniejszość kurdyjska zamieszkała w Turcji dzisiaj protestuje na ulicach? Cóż, im więcej teraz wypłynie kurdyjskich reakcjonistów i buntowników, tym szybciej się z nimi uporamy – zdaje się myśleć reżim. Turcy sprytnie tę wojnę rozgrywają, także wewnętrznie.
Tymczasem sytuacja chrześcijan w Iraku pogarsza się, a rząd iracki nie zrobił nic, absolutnie nic dla 120 tys. wypędzonych wyznawców Chrystusa, co powiedział wprost i bez poprawności politycznej Pomocy Kościołowi w Potrzebie chaldejsko-katolicki arcybiskup Erbilu ks. abp Baszar Warda. Nie tylko, że chrześcijanie, prawowici mieszkańcy tego regionu nie zostali obronieni, ale także nie otrzymali jak dotąd humanitarnej pomocy. Ksiądz arcybiskup oskarżył rząd w Bagdadzie, że po tym jak otrzymał międzynarodową pomoc dla wypędzonych z Niniwy, nie dotarł z darami do poszkodowanych.
Podsumowując tę fatalną sytuację, skoro rząd iracki nie myśli o swoich chrześcijańskich obywatelach, tym bardziej nie będzie o nich myślała Turcja. Powiedzmy to sobie szczerze, chrześcijanie zostali zdradzeni, a wróg u bram zacznie teraz szybko wykazywać każdą słabość Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Dr Tomasz M. Korczyński