• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Biskup upomniał się o człowieka

Wtorek, 18 września 2012 (06:07)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem, wykładowcą w WSKSiM, rozmawia Sławomir Jagodziński



Ksiądz biskup Antoni Dydycz, przemawiając w niedzielę do ludzi pracy na Jasnej Górze, nazwał po imieniu zjawiska, które niszczą dziś naszą Ojczyznę. Taki głos Kościoła jest bardzo ważny dla Narodu, dla ludzi, którzy czują się pozostawieni sami sobie...
- Głos ks. bp. Antoniego Dydycza to głos pasterza upominającego się nade wszystko o godność człowieka. Ksiądz biskup rozpoczął swoją homilię od pięknej (bo wspartej Norwidem) analizy pracy, jej trudu odczytanego w perspektywie krzyża i wolności ludzkiego działania. To w gruncie rzeczy spojrzenie na ludzką godność. Można chyba powiedzieć, że praca ludzka jest kluczem do zrozumienia godności człowieka. Praca, która jest twórcza, która jest sprawiedliwa, która tworzy więzi solidarności, jest pracą objawiającą godność człowieka. Przypomina o niej. Natomiast wyzysk pracy, pozbawianie pracy, przymusowe bezrobocie jawne czy ukryte - to wszystko godzi w godność człowieka. Nie było przypadku w tym, że protest solidarnościowy ludzi pracy był odczytany nie jako protest tylko o chleb, nawet nie jako protest przede wszystkim o chleb. Ale był to protest i walka o godność człowieka.


Ordynariusz drohiczyński w ostrych słowach skrytykował działania władzy, niszczenie instytucji państwa i działanie na szkodę Polski. Niektórzy jednak odmawiają biskupom, księżom prawa do wypowiadania się w takich kwestiach. Czy Kościołowi wolno jednak milczeć, gdy widzi krzywdę ludzi?
- Oczywiście, takie głosy i teraz się pojawiają. Prawdopodobnie kazanie księdza biskupa też zostanie odczytane jako przekroczenie kompetencji Kościoła. Rzecz w tym, że takie granice praw ludzi Kościoła wyznaczają chyba ci, którzy nie uświadamiają sobie tego, że chrześcijaństwo wyrasta z Ewangelii. A Ewangelia jest dobrą nowiną o Słowie Bożym, które stało się człowiekiem i zamieszkało między nami. Jeśli Kościół zamilknie wobec spraw ludzkich, wobec krzywdy człowieka tu i teraz, to znaczy, że nie jest już Kościołem. Jest być może instytucją społeczną, szeptem wśród szumu medialnego, ale nie jest Kościołem. Nie byłby też chrześcijaństwem. Bo chrześcijaństwo, jak zdefiniował je pięknie i genialnie bł. Jan Paweł II, jest głębokim zdumieniem nad godnością człowieka. Kto choćby próbuje zrozumieć Kościół, nie może powtarzać takich sloganów.


Wobec sytuacji, w której znalazła się Polska, ks. bp Dydycz wołał o ludzi sumienia. Jaki jest dziś stan polskich sumień?
- Stan polskich sumień jest taki, jak pokazuje to skład parlamentu polskiego. Stan polskich sumień jest taki, jak pokazuje to przyzwolenie na korupcję władzy i poparcie dla skompromitowanych polityków. Ten stan jest taki, jak odsłania to zamiana autorytetów na celebrytów. Ale też trzeba powiedzieć mocno i wyraźnie - ten stan jest także taki, jak pokazał to tydzień narodowych rekolekcji po 10 kwietnia 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu. Jest także taki, jak pokazuje to sprzeciw tysięcy i setek tysięcy ludzi wobec tego, co lansuje oficjalna propaganda. Te sumienia reagują na parodię sprawiedliwości, która karze za wolność słowa krytyczną wobec władzy, a wypuszcza na wolność po kilku latach oczekiwania na odgórną decyzję "niewinnych" członków mafii. Co to znaczy? To znaczy, że trwa walka o sumienia. Że te sumienia są też zdezorientowane. Potrzebują więc autorytetów, a zatem potrzebują głosu Kościoła.


Do czego może doprowadzić arogancja władzy i decydentów - przykładem są choćby wspomniane przez ks. bp. Dydycza blokowanie przez większość rządową każdej inicjatywy obywatelskiej czy ignorowanie protestów w sprawie Telewizji Trwam.
- Jeśli powiem, że może prowadzić do zakłócenia bezpieczeństwa wewnętrznego lub do anomii państwa, do niszczenia przekonania o roli państwa wśród obywateli, to być może usłyszę znów - pośrednio lub bezpośrednio - zarzut nawoływania do buntu. Ale pewnych prawideł i logiki korupcji i destrukcji działań społecznych nie da się powstrzymać. Sytuacja, która powstaje z woli i na skutek działania władzy, po pierwsze, opozycjonuje naród, społeczeństwo i państwo. Coraz mocniej chcemy czuć się społeczeństwem, coraz mniej - państwem (zresztą, cóż to za państwo w quasi-federacyjnym tworze eurolandu?). Po drugie, tracąc zaufanie do państwa, tracimy je do instytucji, zwłaszcza do prawa. To zaś wyzwala w niektórych poczucie bezkarności i tworzy patologie. Więcej, legalizuje patologie. Dlatego ks. bp Dydycz tak mocno apelował w swoich słowach o dobre prawo i o czyn. Rozumiem, że słowa "obudź się, Polsko" są dziś zakazane. Ale może słowa papieskie "Wstańcie, chodźmy" nie zostaną ocenzurowane.


Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński