Studenci kontra prowokatorzy
Niedziela, 5 października 2014 (18:28)Gaz łzawiący i pałki zostały użyte do rozpędzenia protestów w Hongkongu.
Kolejne starcia wybuchły wczoraj w Hongkongu, gdzie policja użyła pałek i gazu pieprzowego, aby rozpędzić prodemokratycznych demonstrantów oskarżających funkcjonariuszy o współpracę z chińską mafią. Dziesiątki tysięcy ludzi napłynęły do dzielnicy Admiralty, gdzie mieści się siedziba władz, by wziąć udział w pokojowym prodemokratycznym zgromadzeniu. „Pokój! Precz z przemocą!” – skandował tłum. – Nie dążymy do rewolucji. Chcemy po prostu demokracji – mówił 17-letni Joshua Wong, jeden z liderów ruchu. W czasie trwającego kilka godzin zgromadzenia do zebranych zwracało się wielu mówców, a muzycy ze scen wykonywali popularne przeboje. Starcia wybuchły jednak w gęsto zaludnionym obszarze Mong Kok. Manifestanci otoczyli policjantów, oskarżając ich o współpracę z członkami triady – chińskiej mafii. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem pieprzowym i użyli pałek.
Wcześniej studenccy liderzy demonstracji oświadczyli, że są gotowi wznowić dialog z władzami pod pewnymi warunkami. Jednakże po weekendowych wydarzeniach Federacja Studentów Hongkongu (HKFS) oznajmiła, że nie weźmie udziału w negocjacjach z rządem na temat reformy wyborczej, ponieważ policja – zdaniem federacji – dopuściła do ataku triady na demonstrantów. Jednocześnie hongkońska policja poinformowała o zatrzymaniu co najmniej 20 osób, w tym ośmiu podejrzewanych o powiązania z chińską mafią. Do zatrzymań doszło po starciach uczestników demonstracji i ich przeciwników; wśród nich są mieszkańcy zmęczeni blokadą ulic i innymi niedogodnościami. Demonstranci oskarżyli swoich przeciwników o wynajmowanie bandytów, którzy mieli wywoływać niepokoje i dyskredytować prodemokratyczny ruch.
Znakiem rozpoznawczym przeciwników demonstracji – zwolenników silnych więzi z Chinami kontynentalnymi – są niebieskie wstążki. Uczestników prodemokratycznego ruchu można poznać po żółtych wstążkach. Demonstracje, najpoważniejsze od czasu, kiedy Pekin przejął kontrolę nad byłą brytyjską kolonią w 1997 roku, rozpoczęły się w Hongkongu pod koniec września. Protestujący domagają się nie tylko odwołania szefa lokalnej administracji, ale także zmian w prawie wyborczym.
Hongkońscy zwolennicy demokracji ostrzegają, że Pekin stara się stopniowo zacieśniać kontrolę polityczną nad regionem. Jednym z przejawów tego ma być – ich zdaniem – sposób wybierania szefa lokalnej administracji w 2017 roku. Po raz pierwszy w historii mieszkańcy Hongkongu będą mogli wyłonić szefa administracji w wyborach powszechnych. Wybór ma być jednak zawężony do 2-3 kandydatów zatwierdzonych uprzednio przez lojalny wobec władz w Pekinie komitet nominacyjny.
Łukasz Sianożęcki