Zmartwychwstanie Pana Jezusa
Sobota, 4 października 2014 (14:55)Drodzy Czytelnicy
Zachęcamy do odprawienia nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Wynagradzajmy za obelgi i bluźnierstwa, jakimi znieważane jest Niepokalane Serce Maryi.
Dzisiaj, w pierwszą sobotę października, zamieszczamy rozważanie pomocne w wypełnieniu jednego z warunków nabożeństwa – 15-minutowej medytacji, o którą prosiła Maryja w Fatimie.
Jakże trudny był Twój powrót z Golgoty w ten straszny wieczór wielkopiątkowy, Matko. Ty jedna na świecie wierzyłaś wówczas, że wkrótce Twój Syn zmartwychwstanie, a jednak…
Spotkanie z Nim na drodze krzyżowej, krwawa kaźń, stukot młotów wbijających gwoździe w Ciało Twego Syna, straszne podnoszenie krzyża i trzy godziny konania w tropikalnym skwarze, w promieniach palącego słońca. Obojętność katów, którzy wykonywali tylko swoją robotę, szyderstwa tłumu i starszych ludu, złorzeczenie drugiego łotra – to byłoby za dużo dla Matki, która każdy paroksyzm bólu Syna odczuwała swym Niepokalanym Sercem. Za dużo, gdyby nie Twoja wiara wydoskonalona przez doświadczenia i cierpienia całego życia, gdyby nie Twoje „fiat” wypowiedziane w chwili zwiastowania, a powtarzane bezustannie i ostatecznie wypowiedziane w chwili, gdy włócznia żołnierza przebiła Najświętszy Bok. W Twoich uszach brzmiały jeszcze słowa testamentu, słowa ostatniej woli Zbawiciela: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19,26). Cóż za zamiana: w miejsce Jezusa – Jan. W miejsce Boga – człowiek. Płakało Twoje Serce, słysząc te słowa, lecz wiedziałaś z natchnienia Ducha Świętego, którego byłaś pełna, jakie jest ich znaczenie. Z woli umierającego Syna zostałaś Matką wszystkich ludzi: złych i dobrych, kochających i nienawidzących, tych wszystkich, którzy będą miłować Twojego Syna i życie dla Niego oddawać, ale też tych, którzy Go będą znieważać, którzy by chętnie zabili Go po raz wtóry, gdyby mogli. Zostałaś Matką Kościoła, który będziesz musiała tyle razy ratować, wstawiać się za Nim, prosić ze łzami w oczach o nawrócenie, bo tak często objawiałaś się ludziom płacząca. Zaprawdę, słusznie prorokował starzec Symeon, że Twoją duszę miecz przeniknie.
Jakże trudny był Twój powrót z Golgoty w ten straszny wieczór wielkopiątkowy, Matko. Zapewne szłaś podtrzymywana przez Jana i przez kobiety, które Ci towarzyszyły. Szłaś, potykając się na tych samych kamieniach, na których wcześniej potykał się Jezus niosący swój krzyż. Trudny był to powrót, a przecież pomimo tego wszystkiego, co przeżyłaś – radosny i pełen nadziei. Wszystkim wokół, nawet wiernemu Janowi, wydawało się, że Twój Syn poniósł ostateczną klęskę, że wspaniała przygoda ich życia zakończyła się tak tragicznie. Tylko Ty wiedziałaś, że to, co się stało, było z woli Boga, z woli Twojego Syna, a więc było czymś najlepszym, co mogło się wydarzyć. Wiedziałaś o tym i radowałaś się w głębi duszy, choć Twoje oczy i Twoje Serce jeszcze płakały.
Rano niewiasty, które towarzyszyły Ci pod krzyżem, poszły, by namaścić martwe ciało i w ten sposób ustrzec je przed rozkładem. Ty jedna pozostałaś w domu, oczekując radosnej nowiny: „Matko, Syn Twój żyje! Zmartwychwstał!”. Po cóż było chodzić do pustego grobu? Ty wiedziałaś, że grób jest pusty. Ty jedna, pełna Ducha Świętego, który na Ciebie zstąpił w dniu zwiastowania, właściwie rozumiałaś słowa Jezusa o Jego zmartwychwstaniu. Wszyscy inni też słyszeli słowa Jezusa, że trzeciego dnia powstanie z martwych, niektórzy z uczniów oglądali nawet własnymi oczami Jego chwałę na górze Tabor, ale nic nie rozumieli i gdy stanęli wobec twardej rzeczywistości śmierci – zwątpili.
„Czemu zwątpiłeś, człowieku małej wiary?” (Mt 14,31) – powiedział kiedyś Jezus do Piotra, gdy ten zaczął tonąć w wodach Jeziora Galilejskiego. „Czemu zwątpiliście, ludzie małej wiary?” – chciałaś wołać do uczniów, do Jana, do niewiast, do Marii Magdaleny. Przecież słyszeliście, przecież wiecie! Czy dla Boga jest coś niemożliwego? Ale, jak zawsze, milczałaś, byłaś cicha i pełna radosnego oczekiwania. Zostałaś w domu. Tobie nie był potrzebny żaden znak, żaden pusty grób, nawet nie było potrzebne spotkanie ze Zmartwychwstałym. Innym tak, ale Tobie nie. Wiedziałaś pewnością wiary.
Twoje Niepokalane Serce cierpiało, widząc niedowiarstwo uczniów, niewiast, nawet wiernej Marii Magdaleny. Im były potrzebne spotkania z Jezusem, osobiste spotkania, by uwierzyć. Nawet świadectwo pustego grobu im nie wystarczyło. Po spotkaniu z domniemanym Ogrodnikiem Maria Magdalena pobiegła do uczniów, by im zanieść tak zdumiewającą nowinę: „Widziałam Pana!” (J 20,18). Nie uwierzono jej. Wreszcie Jan z Piotrem biegną, wchodzą do środka, widzą zwinięte chusty, ale ciała nie znajdują. Wtedy uwierzyli. Ale w co uwierzyli? Tylko w to, że grób jest rzeczywiście pusty, lecz w zmartwychwstanie nadal nie wierzyli, bowiem gdy sam Pan stanął wśród nich, przerazili się, myśląc, że widzą ducha. Ileż razy musiał się im Pan ukazać, pokazywał im ręce, nogi, bok, jadł z nimi, pozwalał się dotykać. Z jak wielkim trudem docierała do nich zdumiewająca, a zarazem zachwycająca prawda, że On żyje.
Tobie nie trzeba było tych dowodów. Ty wiedziałaś mocą wiary to, czego oni by nigdy nie pojęli, gdyby Jezus nie ukazał się im po zmartwychwstaniu. Bolałaś, cierpiałaś nad ich niedowiarstwem. Ci ludzie wahający się, wątpiący, to był fundament przyszłego Kościoła. Wiedziałaś o tym dobrze, ile trudu, ile cierpień będzie Cię kosztowało podtrzymywanie ich słabej wiary, ile łez, ile próśb i wstawiennictw u Twego Syna, by wytrwali w wierze, by wobec burz miotających łodzią Kościoła dochowali wierności. Tyle razy ukazywałaś się ludziom płacząca. Zaiste, rola Matki ludzi, Matki Kościoła nie jest łatwa, a Ty wiedziałaś, że to właśnie Ty jesteś tego Kościoła Matką.
Ewangelie nic nie wspominają o Twoim spotkaniu ze zmartwychwstałym Synem. A jednak rodzi się nieśmiałe pytanie: czy w głębi Twego matczynego Serca nie było Ci po ludzku przykro, że inni Go widzieli, że do innych przyszedł, a nie do Ciebie? To prawda, że Jezus nie musiał podtrzymać Twojej wiary, bo była ona dostatecznie silna, że do Ciebie również odnosiły się Jego słowa: „Błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29), a brak osobistego spotkania z Nim był najwspanialszym świadectwem i hołdem złożonym Twej bezprzykładnej wierze. To wszystko prawda. A jednak?
A jednak istnieje starożytna tradycja, że byłaś pierwszą, której Jezus się ukazał. Mówił o tym przypuszczeniu św. Jan Paweł II na audiencji generalnej w maju 1997 roku. Milczenie ewangelistów nie musi prowadzić nas do wniosku, że takie spotkanie nie nastąpiło. Jakże by mogła Maryja, pełniąca tak szczególną rolę we wspólnocie uczniów, być wykluczona z grona tych, którzy spotkali się z Jej Boskim Synem powstałym z martwych? – zapytuje Jan Paweł II. Zresztą jedyny i specjalny charakter Twojej obecności na Kalwarii i Twa doskonała jedność z Synem w cierpieniach krzyża zdają się sugerować najszczególniejsze Twoje uczestnictwo również w tajemnicy zmartwychwstania. To może właśnie dlatego zabrakło Cię, Matko, w gronie niewiast, które w poranek wielkanocny przyszły namaścić martwe ciało. Może dlatego zostałaś, ponieważ już się wcześniej spotkałaś ze zmartwychwstałym Synem?
Ewangelia zdaje się przeczyć tym przypuszczeniom, ale zarazem nie mówi kategorycznie: nie. Przypuszczenie, że Jezus Zmartwychwstały spotkał się ze swą Matką jako pierwszą, znalazło odzwierciedlenie w pismach starochrześcijańskich już w V wieku. Potem poszły dzieła malarskie ukazujące tę scenę. Wspominają je również współcześni nam autorzy. Może święty Papież poszedł za tą intuicją kierowany gorącym sercem i szczególną miłością do Ciebie, Matko? Może powodowany tą miłością dojrzał, przeczuł w Twej nieobecności wśród niewiast idących namaścić Najświętsze Ciało to, czego inni nie potrafili dojrzeć i przeczuć? Przecież serce widzi lepiej, widzi to, czego nie widzą oczy. On, który był cały Twój, Totus Tuus, razem z Tobą przeżywał to spotkanie, czy było ono rzeczywiste, czy tylko domniemane. Przeżywał i radował się.
Matko, tajemnica zmartwychwstania była trudna i dla późniejszych pokoleń, jest trudna i w naszych czasach. Iluż ją odrzucało i odrzuca! Już św. Paweł doznał swej porażki apostolskiej w Atenach, na Areopagu, gdy wśród mędrców tego świata wspomniał o zmartwychwstaniu. Jedni go zlekceważyli, drudzy go wyśmiali. „Posłuchamy cię o tym innym razem” (Dz 17,32) – odpowiedzieli mu i odprawili z niczym i zaledwie kilku spośród ateńczyków zdołał on nawrócić. A rzecz poszła właśnie o zmartwychwstanie. A dziś? Dzisiaj wielu ludzi też nie chce przyjąć tej prawdy wiary mimo tego, że uważają się za chrześcijan. I płacze Twoje Serce, Matko, wobec tego niedowiarstwa. Ile cierpień sprawiają Ci Twoje dzieci zarówno poprzez obelgi, bluźnierstwa, obojętność wobec Twej Matczynej miłości i Twego Niepokalanego Serca, jak i przez niedowierzanie w różnych sprawach wiary, poprzez wybieranie sobie spraw, w które chce się wierzyć, inne zaś się odrzuca, a wśród których znajduje się również wiara w zmartwychwstanie ciał nas wszystkich, zapowiedziane i zapoczątkowane przez chwalebne zmartwychwstanie Twojego Syna. A przecież bez wiary w zmartwychwstanie próżna jest nasza wiara (por. 1 Kor 15,14).
Matko, módl się za nami, aby nie ustała nasza wiara. Módl się za Kościołem Twego Syna, który On sam powierzył Ci w opiekę, powierzył Twemu wstawiennictwu. Tobie, która objawiając się ludziom, tak często płaczesz.
Ks. Andrzej Gładysz SAC