To dar z Nieba
Poniedziałek, 17 września 2012 (09:24)Z Roweną Ghoc, młodą Libanką z Dżunii, rozmawia Anna Bałaban
Jak Libańczycy, szczególnie młodzi, przeżyli spotkania z Papieżem?
– Słowa nie wystarczą, by opisać to, co przeżyliśmy i w dalszym ciągu jeszcze przeżywamy. Benedykt XVI jest skarbem danym nam z Nieba po to, by na nowo wlać w serca pełne leku nadzieję. Żyjemy w rejonie, gdzie tak wiele pogardy, w świecie, gdzie panuje cierpienie. Ufam, że od tej wizyty Papieża my, młodzi, zaczniemy żyć prawdziwie, uwierzymy, że pozbawiony przemocy świat, w który nikt już chyba nie wierzy, jest jednak możliwy. Ojciec Święty powiedział nam, że na zawsze pozostaniemy w jego sercu. On poniesie nas w swoich modlitwach, tak jak nam to obiecał, i z mocą naszego Pana będziemy owymi młodymi chrześcijanami zakorzenionymi na naszym kochanym Wschodzie.
Było coś, co w sposób szczególny Panią poruszyło?
– Byłam bardzo wzruszona, kiedy Ojciec Święty skierował słowa do Syrii, mówiąc jej mieszkańcom, by zawsze pamiętali o tym, że Papież się za nich modli, że nosi ich w swoim sercu, że się smuci z powodu ich cierpień i bólu. Benedykt XVI mówił o trudnościach, z jakimi borykają się młodzi w Libanie. To niesamowite, z jaką precyzją je ukazał. Jak doskonale orientuje się w autentycznych problemach, jakie przeżywają młodzi Libańczycy – bezrobocie, beznadzieja, uzależnienia, powierzchowność... Wszystkie kwestie, które wymienił, świetnie odpowiadają trudnościom, jakim musimy stawiać czoła. Podobnie w przypadku sytuacji całego Orientu. To naprawdę poruszające i dla nas bardzo ważne. Papież na nowo wlał w nas energię i dał poczucie, że nie jesteśmy sami, że nie trzeba ulegać zniechęceniu.
Muzułmanie również uczestniczyli w spotkaniu w Bkerké?
– W zasadzie to na wszystkie spotkania, także podczas spotkania z młodymi, przybyło wielu muzułmanów. Co prawda nie miałam okazji być w ich gronie, ale obserwując ich, widziałam i czułam, że byli bardzo otwarci, przyjmujący słowa Papieża, radośni. Nawet z nami śpiewali i wspólnie odmawiali modlitwy. To było bardzo ożywcze i budujące. Trochę tak jak przed wojną. Bo chociaż dzisiaj niby nie ma żadnych zatargów między nami, to jednak coś między nami się od tego czasu zmieniło. Oczywiście, każdy jest tutaj wolny i bez problemu może nosić symbole swojej wiary pod warunkiem, że nie godzą one w wolność drugiej osoby. Ale kiedyś było tak, że wszyscy żyli razem i nikt nie pytał: jesteś chrześcijaninem czy muzułmaninem? Dziś niestety wygląda to trochę inaczej, żyjemy jednak w pewnym rozdzieleniu.
Dziękuję za rozmowę.