Nieszczęśliwy Sudan Południowy
Czwartek, 2 października 2014 (10:14)Na portalu NaszDziennik.pl zaprezentowana została szokująca informacja dotycząca nowej rzeczywistości w Sudanie Południowym.
Kraj stoczył się na dno dyktatury, a miał być wzorcowym państwem wolności i demokracji Czarnego Lądu. Takie przynajmniej były nadzieje mieszkańców nowego Sudanu. Wielkie nadzieje Sudańczyków, którzy w lipcu 2011 roku masowo wybrali suwerenność swojej ojczyzny została zaprzepaszczona przed niespełna rokiem, gdy w połowie grudnia 2013 roku ludy Nuerów i Dinka, dotychczas walczące ramię w ramię z islamskim reżimem w Chartumie, powróciły do dawnych etnicznych animozji i rozpaliły płomienie wojny domowej o władzę, wpływy z ropy naftowej i pieniądze.
Reżim islamski z Chartumu może teraz tylko cierpliwie czekać, aż chrześcijańskie i animistyczne ludy najmłodszego państwa świata osłabia się i wykrwawią w bratobójczych walkach, aby potem swobodnie wkroczyć do Dżuby. Jak zawsze, gdy dyktatura niszczy godność człowieka, to nie kto inny, ale Kościół katolicki staje się oazą wolności i demokracji. Nie jest to przecież wyłącznie przypadek Polski walczącej z komunizmem, ale dzisiejsza sytuacja w Wietnamie i w Republice Sudanu Południowego.
Wojna domowa niestety nie osłabła. Od końca września, na nowo rozgorzały walki między armią rządową prezydenta Salva Kiira a rebeliantami byłego wiceprezydenta Rieka Machara. Ospale toczące się rozmowy pokojowe spełzły na niczym. Giną cywile, uchodźcy apelują do stron konfliktu, aby przestały walczyć i bardziej zaangażowały się w proces pokojowy, Kościół pomaga i informuje o tragicznej sytuacji humanitarnej. Instytucją najbardziej zaangażowaną w budowę pokoju jest Kościół katolicki. Nie dziwne, że stał się on wrogiem walczących stron.
Rząd w Dżubie nie pozwala nazywać rzeczy po imieniu. Rebelianci napadają na parafie i kościoły. Akty ludobójstwa mają być rozmywane i zredukowane do konsekwencji działań wojennych prowadzonych przez obie zwaśnione strony. Dziennikarze oraz aktywiści, którzy ośmielą się skrytykować władze znikają w więzieniach, a wraz z nimi rozgłośnie radiowe. Radio Bakhita z diecezji Dżuby już zostało zamknięte, a Radio Głos Nadziei z diecezji Wau zostało, jak na razie ostrzeżone.
„Nasz Dziennik” pisał o aresztowanym w połowie sierpnia Ochanie Davidzie Nicholasie, redaktorze naczelnym największej katolickiej rozgłośni radiowej w Sudanie Południowym. Wprawdzie Nicholas jest już na wolności, ale władze wstrzymały nadawanie programów radia katolickiego i zamknęły redakcję tej rozgłośni. Jak informuje z kolei Radio Watykańskie, rozgłośnie katolickie to jedna z nielicznych przestrzeni wolnego słowa w Sudanie Południowym. W pozostałych środkach przekazu obowiązuje surowa cenzura. Nie wolno wspominać o opozycji ani dociekać, kto ponosi odpowiedzialność za niedawne zbrodnie wojenne.
Właściwie powinienem napisać „reżim”, definiując w ten sposób rządy Kiira, bo z demokratycznym Sudanem Południowym możemy się już pożegnać. Wszystko to toczy się nie bez winy Zachodu, który zapomniał o Sudanie (a przypomniał sobie o nim, gdy polała się krew, czyli było już za późno). Pozostawił go na pastwę niedojrzałości, zamiast wykorzystać tkwiący w Sudańczykach potencjał. Dał go na zmarnowanie chciwości, żądzy władzy, biedy i niesprawiedliwości. Zazwyczaj tylko katolickie środowiska apelują jeszcze o pomoc, ale kto usłyszy ten głos?
Cenzura brutalnie się panoszy, a reżim knebluje swobodę wypowiedzi. Tego chrześcijanie przez długie dekady doświadczali pod islamskim dyktatem Chartumu, zniewolenie, przemoc, wojna miały być upiorami przeszłości. Zamiast tego, jak podaje ONZ, w Sudanie Południowym rośnie liczba dzieci-żołnierzy. Zamiast uczyć się w szkole, a po szkole bawić, dzieci i młodzież otrzymują do rąk karabiny i noże, i są zmuszane do mordowania swoich chrześcijańskich rówieśników, tylko stojących po drugiej stronie barykady. Jest to niewątpliwie klęska, która prowokuje pytanie, czy tak miało być? Czy do takiej katastrofy dążyli mieszkańcy tego nieszczęśliwego kraju łez? Podczas działań wojennych zginęło już kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ponad 30 tys. uciekło do sąsiednich państw. Oni już zostali pozbawieni marzeń.
Dr Tomasz M. Korczyński