• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Módlmy się o ludzi sumienia

Niedziela, 16 września 2012 (21:53)

Arogancję, dyskryminację katolickich mediów, szerzące się bezrobocie, rozpad państwa i marnotrawienie majątku państwowego – wytknął rządzącym w homilii ks. bp Antoni Dydycz, biskup drohiczyński. Podczas 30. Pielgrzymki Ludzi Pracy zaapelował  o zaangażowanie ludzi sumienia, którzy odwrócą ten proces upadku państwa.

Uroczystej Mszy św. przewodniczył ks. kard. Henryk Gulbinowicz, kardynał senior z Wrocławia, a koncelebrował ks. bp Kazimierz Ryczan, biskup kielecki, Krajowy Duszpasterz Ludzi Pracy, homilię wygłosił ks. bp Antoni Dydycz, biskup drohiczyński.

W kazaniu ks. bp Antoni Dydycz nawiązał do sierpniowych postulatów robotniczych z 1980 roku, w których domagali się oni utworzenia wolnych związków zawodowych, przestrzegania konstytucyjnych praw i wolności, zniesienia przywilejów partyjnych oraz poprawy warunków bytowych.

- Nawet tam, gdzie jest mowa o podwyżkach – nie chodziło przecież o nadzwyczajne sumy, strajkujący zabiegali jedynie o godniejsze życie, a do tego potrzebna jest godziwa zapłata. A dzisiaj wielu przyznaje się do solidarnościowego rodowodu. Ale jak to rozumieć, skoro przed laty zabiegali o wolne soboty, o przejście na emeryturę w wielu lat 50 dla kobiet i 55 dla mężczyzn? A czego domagają się obecnie? I do tego nie oferując żadnej pracy? - pytał ks. bp Dydycz.

- Jest w dawnych postulatach mowa o pełnej wolności przestrzeni medialnej. A czym wytłumaczyć to obstrukcyjne działanie samozwańczych właścicieli przestrzeni medialnej w odniesieniu choćby do Telewizji Trwam? Dlaczego lekceważy się te dwa miliony przeszło ludzkich głosów? A przecież to trzeci postulat mówi, że należy udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli różnych wyznań. I można by przytaczać wiele innych odstępstw od tego, o co rzekomo dawniej współcześni rządcy naszego państwa walczyli. Naliczylibyśmy 14 postulatów, które nie są zachowywane obecnie. A więc, kochani tzw. solidarnościowcy z ekip rządzących, jak to jest z waszą pamięcią, jak to jest z wiernością słowu? – dodał kaznodzieja.

- Kiedy widzimy, jak pustoszeją nasze wioski i miasta, jak nasi rodacy zmuszani są do opuszczania Ojczyzny (…) W odpowiedzi na tego rodzaju pytania, pytania o niesprawiedliwość, o marnowanie majątku publicznego, o rozkradanie przedsiębiorstw, odpowiedzią są cyniczne kpiny, kpiny z człowieka, obywatela, Polaka – stwierdził biskup drohiczyński.

- Straszliwe kłopoty mamy z prawem. Stałe nowelizacje pogmatwały jeszcze bardziej i tak mało jasne przepisy. A cóż dopiero, gdy weźmiemy pod uwagę egzekucję praw, kto jest za nią odpowiedzialny? – pytał.

– Sejm powinien w tej materii kontrolować rząd. A jest całkiem odwrotnie. Sejm nie wypełnia swojej podstawowej misji. Tak czyni większość. Opozycja jest totalnie torpedowana. Wychodzi na to, że to nie Sejm kontroluje rząd, ale rząd steruje wbrew Konstytucji Sejmem. A nawet może nie rząd, może to robi jedna partia. Czy można sobie wyobrazić większe zagrożenie dla demokracji? Czy można sobie wyobrazić, jak to się stało, że cofnęliśmy się w tej dziedzinie 30 lat do tyłu? – mówił biskup w homilii skierowanej do pielgrzymów. 

- Czy dziwią nas te potworne nadużycia, ta wzrastająca odległość, dystans pomiędzy bogacącymi się na koszt innych, a biedniejącymi obywatelami? – pytał ksiądz biskup.

– Parę dni temu jeden z prominentnych posłów partii rządzonej chwalił się, że w Polsce wynagrodzenie średnio wynosi ok. 3 tys. zł na jednego. Tylko chyba udawał, że nie wie, że ta średnia bierze się stąd, iż jeden otrzymuje 110 tys. miesięcznie, a 50 dostaje zaledwie po tysiącu? To wcale nie oznacza rozwoju społecznego, to ciągłe cofanie się. Ale inaczej być nie może, jeśli się przepłaca wykonawców? (…) Wystarczy Euro – to nic, że nawet minimalnego sukcesu nie odnieśliśmy, ale trzeba się pokazać, a po jakimś czasie drogi się rozłażą, swoim podwykonawcom nie ma czym płacić, upadają przedsiębiorstwa, wzrasta bezrobocie. Książęce gesty mają nasi ministrowie. Tylko jeśli nie są one oparte na własnym dorobku, uczciwie zgromadzonym, to przestają być gestem, są pospolitą kradzieżą, są największym grzechem, bo dotyczą okradania swoich obywateli, zwłaszcza najbiedniejszych. Nie tędy prowadzi droga do rozwoju, autentycznego, jakiegokolwiek dobrobytu. (…) Panowie, chciałoby się powiedzieć, zwracając się do rządzących – to nie ta droga, to hańba i wstyd dla rządzących – zaznaczył ks. bp Dydycz.

- Trzeba myśleć o nawróceniu, o poprawie, nie można patrzeć beztrosko na to, co się dzieje. Gdzie się dotkniemy, to zaraz smród: i sądownictwo, i prokuratura, i oświata, i służba zdrowia, i administracja! Z boleścią to mówimy, żal nam naszej Ojczyzny. Zgromadzeni tutaj, przed Tronem naszej Matki, wołajmy: Duchu Święty, daj nam, daj Polsce ludzi sumienia! A jak trzeba, umiejmy wyruszyć na ulice, wziąć udział w manifestacjach – z pokorą, z kulturą, z cichością, z chrześcijańską pieśnią, z patriotycznymi wezwaniami. Jeszcze ten przywilej nam pozostał! Nie docierają nasze głosy do urzędów, do różnych osób odpowiedzialnych, dlatego twórzmy tę wspólnotę, która publicznie śle modły do Pana, aby nam dopomógł – zakończył homilię kaznodzieja.

W Pielgrzymce Ludzi Pracy uczestniczyło ok. 30 tys. osób.

MM