Radwańska na ostrym zakręcie
Wtorek, 30 września 2014 (17:04)Konsekwencją porażki Agnieszki Radwańskiej w drugiej rundzie turnieju w Pekinie będzie spadek na co najmniej siódme miejsce w rankingu tenisistek. Nie to jednak jest najgorsze, bardziej niepokoi fatalna seria naszej reprezentantki i prezentowany przez nią ostatnio styl. Mizerniutki.
Radwańska rozpoczynała sezon jako trzecia „rakieta” świata. Tradycyjnie – z dużymi nadziejami. Marzyła o pierwszym w karierze zwycięstwie w Wielkim Szlemie, o sukcesach. Nic z tego nie wyszło, a wczoraj, w najnowszym notowaniu rankingu WTA, znalazła się na szóstej pozycji. Po dzisiejszej porażce z Robertą Vinci w Pekinie spadnie jeszcze niżej. Przed rokiem w tym turnieju Polka dotarła do półfinału, zatem straci mnóstwo punktów. Będzie na siódmym miejscu, a może jeszcze niżej, bo mogą ją jeszcze wyprzedzić Dunka Caroline Wozniacki i Serbka Ana Ivanović. Co prawda na pewno nie wypadnie z dziesiątki, a bycie wśród dziesięciu najlepszych tenisistek globu jest powodem do chwały, ale bądźmy szczerzy: z krakowianką źle się dzieje.
Pod koniec sierpnia odpadła już w drugiej rundzie US Open, ostatniego w roku turnieju Wielkiego Szlema. W Nowym Jorku nigdy nie spisywała się rewelacyjnie, więc po wszystkim ogłosiła, iż „nie wie, co ją tam hamuje”. Włosów z głowy nie rwała, nie wyglądała na specjalnie przybitą. Ok, można i tak. Potem trochę od tenisa odpoczęła, przynajmniej tego na poziomie turniejowym i wybrała się do Azji. Tamtejszy klimat zawsze jej służył, choć nigdy nie ukrywała, że pod koniec sezonu odczuwa już ogromne zmęczenie. Rok temu wygrała imprezę w Seulu, w Pekinie dotarła do półfinału. Teraz miało być podobnie, szczególnie że wciąż nie może być pewna występu w WTA Championships w Singapurze. Chciała go sobie „zaklepać” jak najszybciej. Tymczasem doznała samych bolesnych, by nie rzec upokarzających porażek. W Seulu odpadła w ćwierćfinale, przegrywając z Amerykanką Varvarą Lepchenko. Potem miała nadzieję odkuć się w Wuhan, ale tam wypadła jeszcze słabiej. W drugiej rundzie poległa w boju z Francuzką Caroline Garcią. Wreszcie teraz w Pekinie, także w drugiej rundzie, nie sprostała Vinci. Wszystkie te trzy tenisistki są dużo niżej notowane od Polki, z żadną z nich nie powinna mieć problemów. A jednak miała i przegrywała.
Co się zatem dzieje z Radwańską? Wpadła w dołek, i to jedyny pewnik. Prawdopodobnie odczuwa zmęczenie, podobnie zresztą jak wszystkie jej konkurentki. Tenis to wyczerpujący sport, kalendarz startowy jest wypełniony po brzegi, a człowiek to nie maszyna, którą można zaprogramować. Tyle że choćby w ubiegłym roku w analogicznym okresie roku krakowianka spisywała się o wiele lepiej. Kontuzje? Drobne urazy pojawiają się zawsze, ale obecnie nie słychać, by Radwańskiej coś poważnego dolegało. Dziś gra źle, a jak brakuje formy, to od razu pojawiają się pytania odnośnie do „bossa”, czyli trenera. Z Tomaszem Wiktorowskim Agnieszka zawsze rozumiała się świetnie, zawsze go broniła, z wzajemnością zresztą, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu się nie rozwija. A wręcz cofa.
Nieoficjalnie mówi się, że w „teamie Radwańska” nie panuje już sielanka, ale nieoficjalnie, zatem nie mając potwierdzenia, tematu nie wypada drążyć. Od dawna wielu krytyków Polki wypominało jej brak odpowiedniej motywacji i zaangażowania. Zwracali uwagę na jej reakcje – wygra, jest fajnie, przegra, nic się nie stało, będą kolejne mecze. Fakt: trudno dostrzec Radwańską wściekłą po porażce. Rwącą włosy, pałającą żądzą rewanżu. Można za to zobaczyć, jak na portalach społecznościowych chwali się nowymi zakupami, prezentami od sponsorów. Uważni wyszukali, że w poniedziałek zamieściła zdjęcie w efektownej sukience z informacją, że „wychodzi na players party”. Dzień później przegrała ważny mecz z Vinci. Przypadek? Może nie. Może Radwańska jest już zadowolona i usatysfakcjonowana tym, co ma. Milionami dolarów, które zarabia, lukratywnymi kontraktami sponsorskimi, wystawnym i beztroskim życiem. Może jest już zmęczona harówką, może nie potrafi i nie chce wykrzesać z siebie nic więcej. Może.
Piotr Skrobisz