Skutki reform poza zasięgiem wyobraźni rządu
Niedziela, 16 września 2012 (10:32)Z prof. Józefą Hrynkiewicz, socjologiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Marta Milczarska
Mimo że w wiek produkcyjny wchodzi obecnie wyż demograficzny, Polska znajduje się na skraju zapaści demograficznej...
- Może używanie takich określeń, jak „zapaść” jest zbyt mocne. Mamy trudną, wręcz kryzysową sytuację demograficzną, jeśli chodzi o urodzenia. Współczynniki urodzeń należą obecnie w Polsce do najniższych w Europie (1,3). Prostą zastępowalność pokoleń uzyskujemy wówczas, gdy współczynnik kształtuje się na poziomie 2,1 (tzn. gdy 100 kobiet w całym okresie prokreacyjnym urodzi 210 dzieci). Niski poziom urodzeń mamy w pewnym sensie na „własne życzenie”; w Polsce w okresie transformacji większość młodego pokolenia nie ma warunków do zakładania rodziny i wychowania dzieci; młodzi nie mają pracy, dochodu i mieszkania. Bez tego odpowiedzialny młody człowiek nie podejmie decyzji o założeniu rodziny, a na pewno o większej liczbie dzieci (choćby bardzo chciał większej rodziny). Problem pojawia się szczególnie przy drugim dziecku. Trudno przecież do ciasnego mieszkania, gdzie mieszkają rodzice i często jeszcze rodzeństwo, wprowadzić się z kilkorgiem dzieci… W dodatku nie ma też perspektywy na zmianę sytuacji mieszkaniowej. W Polsce, jak to przyjęto na początku transformacji, wszystkie problemy społeczne ma rozwiązać „wolny rynek”. Ale coraz lepiej widać, że nie rozwiązuje, lecz komplikuje i gmatwa.
Kolejny problem to rosnący udział dzieci, które rodzą się w związkach pozamałżeńskich (co piąte dziecko). To dowodzi procesów, których konsekwencje będą odczuwane bardzo dotkliwie i długo. Wzrost urodzeń pozamałżeńskich jest cechą charakterystyczną dla współczesnych zachowań demograficznych. W Polsce jeszcze w roku 1990 wynosił 6,2%, ale w roku 2009 wynosił ponad 20% (dokładnie 20,24%). Jest on wyższy w miastach (22,92%) niż na wsi (16,39%). Urodzenia pozamałżeńskie bardzo komplikują sytuację rodzin, a przede wszystkim sytuację dzieci urodzonych w związkach pozamałżeńskich.
Na sytuację rodzin z dziećmi znaczny wpływ mają też rozwody. Niestety, ich liczba rośnie. W latach 2000-2009 liczba rozwodów wzrosła z 42 770 do 65 345. Współczynnik rozwodów na 1000 nowo zawartych małżeństw wzrósł w wymienionych latach z 202,5 do 260,6. To, co może cieszyć, to spadek rozwodów po ich bardzo wysokim wzroście w latach 2004-2005 (jako skutek działania przepisu, który stworzył uprzywilejowaną sytuację w dostępie do świadczeń samotnym matkom). Rozwodów jest zdecydowanie więcej w mieście (336,7 na 1 tys. nowo zawartych małżeństw) niż na wsi (137,1) – dane z 2009 roku.
Jakie będą w najbliższej przyszłości konsekwencje obecnego wskaźnika dzietności na poziomie 1,3.
- Niski wskaźnik dzietności oznacza: zmiany w strukturze ludności: pokolenie dziadków i rodziców będzie liczniejsze niż pokolenie ich wnuków i rodziców. W dalszej perspektywie oznacza niższy poziom urodzeń w kolejnym pokoleniu. Jeśli chcielibyśmy uzyskać prostą zastępowalność pokoleń, to dziewczynki urodzone w roku 2003 (urodzenia ogółem 351 tys.) powinny mieć każda po czworo dzieci! W 1983 roku urodziło się 723,6 tys. dzieci. W konsekwencji niski poziom urodzeń oznacza spadek liczby ludności. W Polsce tym bardziej znaczący, ponieważ w okresie transformacji na emigrację zarobkową udało się według oszacowań od ok. 1,5 mln do ponad 2 mln osób będących w wieku prokreacyjnym. Emeryci raczej rzadko emigrują.
Dodatkowym czynnikiem - jak już Pani Profesor wspomniała - który prowadzi do zapaści demograficznej, jest masowa emigracja zarobkowa młodych Polaków?
- To logiczna konsekwencja braku pracy, mieszkań i dochodu. A skutek wiadomy…
Niski poziom urodzeń plus emigracja młodych w konsekwencji prowadzą do spadku liczby ludności Polski oraz do wzrostu udziału w strukturze ludności w starszych grupach wieku. Gdy w Polsce trzeba było na przełomie wieków tworzyć nowe miejsca pracy, to polski rząd (Włodzimierza Cimoszewicza, potem Marka Belki, wreszcie Jerzego Buzka) zafundował nam reformę emerytalną, która pogrążyła nasz kraj (i czyni to nadal) w wielkich długach. 56 proc. całego przyrostu zadłużenia od 1999 roku to koszt wprowadzenia reformy emerytalnej – otwartych funduszy emerytalnych. Stało się to w czasie, gdy Polska powinna była stworzyć miejsca pracy i warunki do rozwoju rodziny dla całego pokolenia tzw. II wyżu demograficznego (pokolenia urodzonego w końcu lat 70. i w latach 80. XX wieku). Jednak rząd zamiast stworzyć warunki stabilizacji młodemu pokoleniu we własnym kraju – „wypchnął” niemal całe to pokolenie z własnej Ojczyzny, do obcych, „za chlebem”.
Gabinet Donalda Tuska hołduje zasadzie „po nas choćby potop”, a w rządowych programach trudno doszukać się długoterminowego planu na rzecz wsparcia i promowania polskiej rodziny. Jakie są w tym momencie niezbędne reformy, aby tę sytuację naprawić?
- Emigracja ratuje ten rząd przed buntem młodego pokolenia! Ten rząd nie tylko nie robi nic, co ratowałoby naszą sytuację demograficzną. Przeciwnie – robi wszystko, żeby jak najwięcej młodych opuściło własny kraj. Deregulacja – czytaj: koszmarny bałagan - dotyczy dziś każdej wręcz sfery: gospodarki, sfery społecznej, kultury, polityki… Nie mogę wskazać żadnej dziedziny, która działałaby dobrze, z której można byłoby być już nie dumnym, ale chociaż zadowolonym. Korupcja, nepotyzm, bałagan, pazerność, głupota, nieudolność, agresja… To główne cechy naszego bezładu społecznego, gospodarczego, politycznego. Taka sytuacja także wręcz „wypycha” młode aktywne jednostki z własnego kraju.
Rząd, nie tylko obecny, ale wszystkie liberalne rządy w okresie transformacji tworzyły taką sytuację, żeby wręcz zachęcać młode pokolenie do emigrowania za pracą. Masowo likwidowano miejsca pracy. Żałosnym osiągnięciem transformacji jest likwidacja niemal całego przemysłu. Zamiana miejsc pracy na „wesołe miasteczka”. Nie robili tego na pewno Niemcy ani Francuzi. Natomiast liczne rządy w Polsce wręcz z zapałem zlikwidowały cały przemysł. Także te fabryki, które produkowały dobre wyroby. Fabryki były źle zarządzane, ale wiele z nich wytwarzało produkty na przyzwoitym poziomie. Dziś Polska nie produkuje nic, co byłoby jej marką, produktem wysoko przetworzonym, a więc takim, w którym największą wartość ma nauka, myśl twórcza, wiedza i wysokie kwalifikacje.
Mimo zapaści demograficznej, emigracji bezrobocie wciąż rośnie. Jak w perspektywie reformy emerytalnej będzie wyglądał rynek pracy i sytuacja ludzi młodych?
- Bezrobocie rośnie, bo gospodarka się zwija! W obecnej sytuacji politycznej nie ma nawet chęci zmiany obecnej sytuacji. Bezrobocie w Polsce to problem zarówno młodych, jak i starszych grup wieku. Obecny rząd nie ma żadnego planu zmiany sytuacji - w żadnej dziedzinie. Trzeba po prostu zmienić w Polsce rząd, zanim wypędzi z własnego kraju całe młode pokolenie… Gdyby nie emigracja, to bezrobocie w Polsce zbliżałoby się prawie do 30 proc., a dzięki emigracji zarobkowej jest o co najmniej połowę niższe. Emigracja zarobkowa młodych sprzyja więc obecnemu rządowi i będzie ją popierał… ze wszystkich swoich sił! A skutki, tym bardziej długofalowe, są poza zasięgiem wyobraźni i rozumu tego rządu!
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska