• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Warszawa nie może być wasalem Berlina

Poniedziałek, 14 września 2015 (03:02)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W poniedziałek w Brukseli odbędzie się posiedzenie ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich w sprawie zwiększenia kwot imigrantów. Tymczasem na forach politycznych, w instytucjach europejskich i w mediach trwa nagonka na tych, którzy nie chcą zgodzić się na dyktat Komisji Europejskiej...

– Proszę pamiętać, iż Komisja Europejska prezentuje głównie głos interesów Berlina i Paryża. Jeżeli ktoś mimo napływu imigrantów ciągle emituje w świat sygnały, iż na granicach będzie się ich witać z kwiatami, to nie ma tu mowy o działaniach, które nosiłyby znamiona obrony przed uchodźcami. Co gorzej, to Niemcy mogą ich w swoich zamierzeniach segregować i tych najgorszych, niebezpiecznych, umieszczać m.in. w Polsce. W takim wypadku nie jest na miejscu mówienie o solidarności, bo Niemcy same prowokują sytuację, której aktualnie doświadczają. Proszę sobie wyobrazić, co byłoby, gdyby Polska dawała sygnały Ukraińcom, iż wszyscy tu na nich czekają, a następnie żądała od Unii Europejskiej solidarności w ich przejęciu. Takie podejście Warszawy zostałoby wyśmiane w Berlinie.

Niemcy, nie mogąc sobie poradzić z falą imigrantów, chcą tym problemem podzielić się z innymi?

– Obecnie jest mowa o podziale 140 tysięcy imigrantów, gdzie do Niemiec w tym roku ma trafić ok. 800 tysięcy uchodźców, czyli sześć razy więcej niż kwota podstawowa. Na razie Niemcy mówią o podziale tych 140 tysięcy, a po wymuszeniu na poszczególnych państwach tego podziału dojdzie do dalszych nacisków, aby liczby te zwiększyć i przyjmować kolejnych. Realnie na Polskę przypadnie tylko w tym roku ok. 100 tysięcy imigrantów. Tyle że ta informacja pojawi się po wyborach.

Czy niemiecki punkt widzenia powinien być nad jurysdykcją państw członkowskich?

– Niemcy są suwerennym krajem i jeżeli chcą, to mogą sobie przyjmować dowolną liczbę imigrantów. Polska jest także suwerennym krajem i w związku z tym możemy przyjąć imigrantów tyle, ile chce nasz Naród. Niemiecka buta pokazuje, jaki jest cel tego państwa w odniesieniu do zacieśnienia integracji Unii Europejskiej, a mianowicie do przewodzenia Unii jako państwo senioralne. Warszawa ma być jednym z wasali.

Jean-Claude Juncker napominana w ostrym tonie Polaków, a Martin Schulz wręcz grozi siłą państwom, które nie podporządkują się dyktatowi. Dlaczego Pana zdaniem te połajanki nie spotykają się z reakcją poszczególnych krajów, w tym Polski?

– Kraje Europy Środkowej w mentalności polityków Zachodu nadal są traktowane jak półkolonie. Wystarczy, iż polityk państwa wielkości jednego z naszych województw, czyli Luksemburga, podniesie głos, a premier kraju takiego jak Polska „podkula ogon” i działa zgodnie z jego oczekiwaniami. To smutne, ale niestety prawdziwe. Co się zaś tyczy Martina Schulza, to należy pamiętać, iż jest on politykiem głównie dzięki poparciu imigrantów w Niemczech, jak zresztą cała SPD. Kiedyś bardzo dobitnie określił go Silvio Berlusconi jako osobę zachowującą się jak kapo w obozie koncentracyjnym. Oczywiście odnosiło się to nie do jego poglądów, ale do sposobu, w jaki uprawia politykę.

Kto odpowiada za to imigracyjne tsunami?

– Odpowiadają państwa, które zdestabilizowały cały ten region bez planów na to, co ma się tam dalej wydarzyć w sensie politycznym, społecznym i gospodarczym. Tymi państwami były m.in. Stany Zjednoczone, Francja i Niemcy. Zwłaszcza w odniesieniu do Iraku i Syrii chodziło o transport ropy znad Zatoki Perskiej, aby ominąć Cieśninę Ormuz, która jest pod kontrolą Iranu. Z uwagi na to, że państwo Izrael nie jest uznawane przez większość państw Bliskiego Wschodu, taki rurociąg nie mógł być tam zbudowany, a jedyna trasa transportu ropy mogła przebiegać przez Syrię. Podporządkowanie sobie przez Zachód Syrii uderza w interesy Rosji, Chin, Iranu i Arabii Saudyjskiej. To jest obecnie kolejna – oczywiście poza Ukrainą – wojna pośrednia Stanów Zjednoczonych z Rosją. Konsekwencje tego sporu właśnie odczuwa Europa w postaci nielegalnych imigrantów.

Czym – na dłuższą metę – grozi otwieranie granic w niekontrolowany sposób i brak systemowych rozwiązań kwestii uchodźców?

– Obecna sytuacja pokazuje bardzo ważną kwestię, że Unia Europejska nie jest w stanie bronić swoich granic. Nie ma się co oszukiwać, Polska jest w stanie chronić swoje granice tylko w sytuacji punktowych przekroczeń przez niewielkie grupy. Jeżeli pojawi się na granicy wschodniej w formie rozwinięcia przestrzennego kilkanaście tysięcy uchodźców, to Straż Graniczna nie jest w stanie ich zatrzymać. Granica wschodnia Polski z dużym prawdopodobieństwem za kilka miesięcy stanie się ważnym szlakiem dla imigrantów. Nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie tędy kierowały uchodźców także określone państwa i środowiska. Polska może być celem destabilizacji przez napływ nielegalnych imigrantów z Ukrainy i Bliskiego Wschodu.

Piątkowa debata w Sejmie pokazała podział w sprawie uchodźców. Premier Ewa Kopacz, która jest pod wyraźnym wpływem Donalda Tuska, nie potrafi przeciwstawić się unijnemu dyktatowi. Czy po wyborach nowy rząd może być w kwestii uchodźców bardziej stanowczy i na czym – Pana zdaniem – powinien się skupić?

– Obawiam się, iż większość głównych sił politycznych w Sejmie po wyborach może „pęknąć” i odejść od swoich obecnych deklaracji na rzecz dużej liberalizacji w tym względzie. Najbardziej jest na to narażona Platforma Obywatelska, która już się zgadza na przyjęcie 12 tysięcy nielegalnych imigrantów, a po wyborach zgodzi się na 100 tysięcy. Dlatego teraz, przed wyborami, jest dogodny moment na wymuszenie konkretnych deklaracji w tej sprawie. Jeżeli w toku kampanii nie padną jednoznaczne deklaracje w kwestii kwot ze strony głównej opozycji, to może się zdarzyć, iż część wyborców przeniesie swoje głosy na małe ugrupowania, które w tej sprawie będą prezentować jednoznaczne stanowisko.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki