• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Chopin i jego Europa

Czwartek, 6 września 2012 (13:32)

Dużo wielkiej i pięknej muzyki, wielu wspaniałych solistów i znakomitych zespołów oraz wyjątkowa atmosfera sprawiły, że zakończony niedawno Międzynarodowy Festiwal Muzyczny "Chopin i jego Europa" można porównać do cudownej wyspy. Wyspy dziwnie ocalałej pośród powszechnie już zwulgaryzowanej sztuki. Na szczęcie barbarzyńcy niecałkowicie jeszcze zawłaszczyli przestrzeń muzyki poważnej.

W tym roku festiwal odbywał się pod hasłem „Od Bacha do Debussy’ego i Kilara”. Wprawdzie muzyka Wojciecha Kilara zaprezentowana została tylko w dwóch utworach: skomponowaną w 1986 „Orawą” oraz „Polonezem” (1998 r.) z filmu „Pan Tadeusz”. Ale dobre i to. Zwłaszcza że ten wybitny kompozytor w tym roku obchodzi 80. urodziny. Natomiast seria koncertów muzyki Bacha stanowi tutaj punkt odniesienia. Chopin - jak wiadomo - był nadzwyczaj zafascynowany Bachem, uważał go za swego mistrza. Z kolei nazwisko Claude’a  Debussy’ego umieszczone w tytule wiąże się z okrągłą, 150. rocznicą urodzin tego znakomitego kompozytora.

Wśród gwiazd najbardziej oczekiwana była – wzorem lat ubiegłych – Martha Argerich, która już przyzwyczaiła nas do koncertowania około północy. Każde jej wyjście na scenę podczas dwóch wieczorów to nie tylko doskonały koncert, ale też wspaniały, uroczy teatr. Teatr pracy rąk na klawiaturze, teatr mimiki odzwierciedlającej na twarzy stan ducha i  przeżycia artystyczne  pianistki. A przy tym obserwujemy jakże cudowne relacje między solistami, orkiestrą i dyrygentem.

Ów teatr jawił się także przy koncertach innych pianistów, że wymienię tylko Yuliannę Avdeevą, Danila Trifonowa czy Alejandro Petraso. Teatr to także  niektórzy dyrygenci, na przykład „tańczący” Michael Güttler dyrygujący inauguracyjnym koncertem. Cóż to za wspaniały widok. Wprawdzie sam koncert nie w całości udany.

Uwertura do opery „Monbar, czyli Flibustierowie”  Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego to bardzo piękna muzyka i z ducha polska, do tego – jako ciekawostka – wykonana po raz pierwszy na historycznych instrumentach. Rzecz niezwykle rzadko grywana.

Teatralna „pantomima” dyrygenta chwilami na sobie skupiała całą uwagę publiczności, odsuwając nieco na dalszy plan wsłuchiwanie się w brzmienie muzyki Dobrzyńskiego.

Natomiast „Koncert fortepianowy e-moll” Fryderyka Chopina w wykonaniu Alexandra Melnikova, niestety, zawiódł oczekiwania. Wprawdzie po części można usprawiedliwić słynnego pianistę, wszak grał z obandażowanym palcem, bo trzy godziny przed koncertem skaleczył się, ale dziwić może też usilne wpatrywanie się w rozłożone nuty, co sprawiało wrażenie, jak gdyby wykonawca nie był przygotowany dostatecznie. Prawdę mówiąc, dotąd nie widziałam, by któryś z wykonawców „Koncertu fortepianowego e-moll” Chopina pilnie wpatrywał się w każdą nutkę. Zazwyczaj artyści grają ten utwór z pamięci. Po koncercie Melnikov „tłumaczył się”, że miał wielką tremę przed polską publicznością, no i że po raz pierwszy grał ten koncert.

Także finał festiwalu trzeba podzielić na połowę. O ile Dmitri Alexeev wspaniale zagrał „Koncert fortepianowy D-dur na lewą rękę” Maurice’a Ravela, biegle operując wyłącznie lewą ręką, prawą zaś trzymając opuszczoną wzdłuż ciała (wizualnie rzecz biorąc, to także rodzaj teatru, gestycznego), o tyle zawiodła Valentina Lisitsa w  „Koncercie fortepianowym e-moll”  Chopina. Wprawdzie można by użyć tu znanego teatralnego powiedzonka „co nie dograła, to dowyglądała”, bo artystka urody niemałej.

Tak więc inauguracja i częściowo finał nie za bardzo wypadły, ale za to reszta (poza kilkoma wyjątkami) przyniosła wiele wspaniałych przeżyć artystycznych, z tego już najwyższego poziomu (oczywiście w ramach możliwości festiwalowych). Do takich należy – prócz wspomnianej już Marthy Argerich – m.in. recital Danila Trifonova, występ doskonałej skrzypaczki Isabelli Faust, Janusza Olejniczaka, Marii João Pires czy Jana Lisieckiego z Kanady, który po raz pierwszy wziął udział w tym festiwalu w wieku 12 lat jako nadzwyczaj utalentowane dziecko. Dziś ma 17 lat i gra wspaniale. Przy tym prezentuje nienaganne maniery, jest skromnym młodym człowiekiem, nie kreuje siebie, ale stara się oddać w pełni muzykę, którą gra.

Wśród pofestiwalowych refleksji – jak dla mnie - na czoło wybija się propagowanie muzyki polskiej. Bo obok wielkich mistrzów: Mozarta, Beethovena, Brahmsa,  Griega, Liszta, Ravela, Schumanna, Mendelssohna, są też polscy kompozytorzy. Usłyszeliśmy – prócz znanych – utwory rzadko grywane albo wręcz zapomniane. I tak jak w roku ubiegłym przypomniano m.in. znakomitą muzykę Juliusza Zarębskiego (wydaną z tej okazji na płycie w wykonaniu Marthy Argerich), tak teraz mogliśmy kontemplować wspaniałe dzieło szkolnego kolegi Chopina, Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, znakomitą uwerturę  do całkowicie zapomnianej i dopiero dziś odkrywanej świetnej opery „Monbar”. Mam nadzieję, że dzięki festiwalowi wszystkie utwory tego wspaniałego kompozytora i wielkiego patrioty, który w trudnym czasie dla Polski (zabory, Powstanie Listopadowe) nie opuścił Warszawy, nie emigrował, uważał, że tu jest jego miejsce - zaczną funkcjonować w polskim życiu muzycznym, a nawet dalej.  

Podczas koncertów mogliśmy posłuchać muzyki  także innych znakomitych polskich kompozytorów: Franciszka Lessla, Maurycego Moszkowskiego, Romana Maciejewskiego i Józefa Wieniawskiego (brata Henryka Wieniawskiego). Jak widać, festiwal sukcesywnie przywraca z dalekiej niepamięci muzykę naszych znakomitych twórców, zapomnianą z różnych powodów. Najczęściej politycznych. Carscy zaborcy, jak wiadomo, nie godzili się na rozpowszechnianie polskiej kultury. A potem, mimo upływu lat i odzyskania niepodległości, w większości pozostali w zapomnieniu. Dzięki festiwalowi wzbogaca się nasz muzyczny dorobek narodowy.

Jeśli zaś chodzi o współczesnych polskich kompozytorów, to już po ubiegłorocznym festiwalu dopominałam się o muzykę Henryka Mikołaja Góreckiego, zmarłego w ubiegłym roku najwybitniejszego polskiego współczesnego kompozytora. Nie tracę jednak nadziei, że może za dwa lata podczas jubileuszowej, dziesiątej edycji festiwalu usłyszymy muzykę Góreckiego oraz że wreszcie przyjmie zaproszenie na festiwal Krystian Zimmerman, o co od lat zabiega dyrektor festiwalu Stanisław Leszczyński.

Temida Stankiewicz-Podhorecka