Wypłyń na głębię
Czwartek, 14 sierpnia 2014 (10:37)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Krzysztofa Kmiecika z dziesiątego dnia wyprawy NINIWA Team
Minął pierwszy tydzień niepewności, w jakim kierunku zostaną skierowani rowerzyści. Czy czasem znów nie przyjdzie zmierzyć się z poczuciem zaczynania wszystkiego od nowa? Wizja jazdy pod wiatr, pod górę przez 20 km, gdzie walczy się ze zmęczeniem i bólem o każdy kilometr drogi? Dzisiaj mamy 13. dzień miesiąca i środek drugiego tygodnia wyprawy w Nieznane. Ten 13. dzień miesiąca jest całkowitym przeciwieństwem zmagań z zeszłego tygodnia.
Dzień zaczął się od pobudki o 5.00 rano. Każdy szykuje się do wyjazdu. Trzeba coś zjeść, napić się, spakować sakwy i o 6.00 każdy dosiada swojego dwukołowego rumaka napędzanego siłą mięśni, i w drogę. Jak wyglądał wyprawowy dzień? Było upalnie, ale nie to było najbardziej męczące. Przez 150 km droga była w większości bez zakrętów i wzniesień. Krajobraz bardzo rzadko się zmieniał, czasem dla urozmaicenia przejazd przez jakąś małą miejscowość. Upał i monotonia w krajobrazie była powodem znużenia, a zarazem zagrożenia możliwością zaśnięcia za kierownicą roweru kogoś z grupy.
W końcu po 150 km wszyscy szczęśliwie dojechali nad jezioro Balaton. Było to idealne miejsce, aby zrobić postój. Odpoczynek rozpoczęła Msza św. Myślą przewodnią tego dnia były słowa Jezusa skierowane do Szymona „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci”. Te słowa umacniają naszą wiarę i dodają odwagi, aby zaczynać wszystko od początku.
Mam osobiste doświadczenie tego zjawiska. Często zdarza się, że próbuję naprawić relację z bliską mi osobą bez skutku, co doprowadza do jeszcze większej frustracji i złości. Jednak gdy przychodzę do Chrystusa w sakramencie pokuty i słyszę: „idź i zrób to, co ci się nie udawało tyle razy, jeszcze raz”, jestem pozytywnie zaskoczony, że jednak można coś odmienić.
Po Mszy św. tym razem posiłek dla ciała. Nie pytałem o. Tomasza, co jedli, ale jakie to ma znaczenie? Po 150 km wyczerpującej jazdy wszystko jest pyszne :). Po obiadku kąpiel w jeziorze, czyli całkowity odjazd. Każdy dobrze wie, jak to miło wykąpać się w upalny dzień, a szczególnie po dużym wysiłku. Gdy skończył się odpoczynek, czas na dalszą drogę. Po 209 km drogi pojawiła się na trasie nieczynna opuszczona stacja benzynowa, czyli z doświadczenie poprzednich wypraw – idealne miejsce na nocleg.
Podczas rozmowy z o. Tomaszem usłyszałem w słuchawce telefonu jakieś ogólne poruszenie w grupie szykującej się do noclegu. Okazało się, że gdzieś na horyzoncie pojawiły się jakieś spektakularne rozbłyski. W oddali widać było czarną chmurę, która wyglądała jak jakaś wielka góra wystająca zza horyzontu, a spod niej i nad nią pojawiały się rozbłyski bardzo nietypowe jak na burzę. Wszyscy byli zauroczeni oglądanym zjawiskiem.
Na koniec zapytałem jeszcze o relacje, jakie panują w ekipie. Ojciec Tomek przekazał wtedy słuchawkę telefonu Kasi z Siedlec. Kasia głosem pełnym zachwytu, wynikającego prawdopodobnie z widowiska w oddali na niebie, potwierdziła, że stanowią zwartą grupę przyjaciół wspierających się w radości i smutku. Podsumowaniem dnia 10. był Apel Jasnogórski a po nim, pod surowym okiem lidera, wszyscy grzecznie położyli się spać.
Bilans dnia:
209 km
kąpiel w jeziorze Balaton
Nocleg: Węgry – stacja benzynowa
Przejechanych do tej pory kilometrów: 1668
Źródło: NINIWA Team