Cenzura poprawności politycznej
Czwartek, 24 lipca 2014 (10:04)Debata o mediach
Z prof. Diego Contrerasem, medioznawcą z Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie, rozmawia Wanda Kapica
W czasach komunizmu mówiło się w Polsce, że wiadomości ukazujące się w gazetach dzielą się na trzy kategorie: prawdziwe, prawdopodobne i pozostałe. Wiadomości prawdziwe – to nekrologi. Prawdopodobne – to prognoza pogody. A pozostałe – to cała reszta. Kłamstwo było niejako wpisane w system i nawet przedszkolaki były tego świadome. Teraz jest o wiele trudniej rozpoznać manipulację. Czy są jakieś kryteria, które mogą nam w tym pomóc?
– Dezinformacja przejawia się inaczej, kiedy panuje wolność. W obecnej dobie rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości jest trudniejsze, ponieważ mamy do dyspozycji o wiele więcej źródeł i środków technicznych umożliwiających dostęp do informacji i ich sprawdzenie. Niemniej jednak nie jest to rzeczą niemożliwą. Prawda zawsze wypłynie, chociaż bardzo często w ludzkiej pamięci pozostaje „pierwsza wersja” wydarzeń, która może być zupełnie fałszywa. W rzeczy samej, dzisiaj problemem nie są wiadomości całkowicie wyssane z palca.
Jak więc czytać gazety w sposób krytyczny?
– Wydaje mi się bardzo ważne, aby pamiętać o dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich to odkłamanie mitu, jakoby środki masowego przekazu pokazywały „obraz społeczeństwa” niczym lustro, w którym odbija się wszystko, co „dzieje się na świecie”. W rzeczywistości media serwują nam pewną wizję świata, uwarunkowaną wieloma różnymi czynnikami. Jednym z tych czynników jest specyfika pracy dziennikarskiej. Nie odnoszę się w tym miejscu do umyślnej manipulacji, lecz do „normalnych” mechanizmów funkcjonowania mediów. Działalność dziennikarska to swoiste postrzeganie rzeczywistości, które można porównać do patrzenia na świat przez okna o konkretnym kształcie, znajdujące się w jakimś określonym miejscu. Położenie i kształt okna determinują to, co będzie widoczne i jak będzie postrzegane. Przykładowo, wiadomość będzie chwytliwa, jeśli dotyczy tych aspektów rzeczywistości, w których można uwydatnić elementy, takie jak wyraźny konflikt, ciekawostka itp. Forma publikacji dziennikarskiej niesie ze sobą pewne uwarunkowania, takie jak na przykład tytuł wiadomości, który musi być zwięzły, rzucający się w oczy, interesujący; oczywiście nie da się wyrazić zjawisk skomplikowanych ani zawrzeć zawiłości w tytule składającym się z trzech czy czterech słów. A trzeba wiedzieć, że większość czytelników ogranicza się do przeglądania tytułów.
Nie wszystkie tematy nadają się do przedstawienia w ujęciu typowym dla dziennikarstwa. Tematy najbardziej odpowiednie mają proste zakończenie albo nadaje im się takie zakończenie: zwycięstwo – porażka, za – przeciw, żywi – umarli, niewinny – winny, postępowy – konserwatywny… Treści bardziej złożone zwykle przedstawiane są w postaci tego rodzaju dychotomii. Istnieją pewne rzeczywistości, dla których tego typu uproszczenia są niedopuszczalne, ponieważ prowadziłoby to do ich zniekształcenia, a w następstwie do przekłamań. Wystarczy pomyśleć na przykład o uproszczeniach, do których dochodzi w dziedzinach takich jak religia, nauka czy myśl w ogólności. Są to sprawy bardzo złożone, gdzie różne odcienie danej rzeczywistości nabierają ogromnego znaczenia.
Czyli, po pierwsze, należy pamiętać o pewnych ograniczeniach wynikających z języka oraz ze specyfiki dziennikarskiego podejścia do rzeczywistości. A po drugie?
– Należy podkreślić ważną rzecz: tego typu ograniczenia wewnętrzne istnieją, ale to wcale nie oznacza, że przedstawienie prawdy w mediach jest czymś niemożliwym. Dzięki profesjonalizmowi dziennikarza (a co za tym idzie, dzięki profesjonalizmowi danego medium), da się przezwyciężyć wszelkie uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne.
Do tych ograniczeń trzeba dodać jeszcze jeden istotny element: dziennikarstwo polega na interpretowaniu rzeczywistości. Wiadomość postrzegana jest oczyma osoby, która obserwuje dane wydarzenie. Ja, dziennikarz, postrzegam świat zgodnie z moim wykształceniem, moimi poglądami, przekonaniami. Ten fakt nie jest sam w sobie niczym negatywnym: jesteśmy istotami ludzkimi i nie możemy ignorować własnego człowieczeństwa. Problem pojawia się, kiedy osobiste przekonania nie pozwalają nam dostrzec rzeczywistości.
Drugi element dostrzegam raczej po stronie dziennikarza. Chodziłoby mianowicie o świadomość, że kiedy w mojej pracy przeważają uwarunkowania wewnętrzne lub zewnętrzne, dopuszczam się zdrady profesjonalizmu dziennikarskiego. Sędzia może wydać niewłaściwy wyrok, lekarz może postawić błędną diagnozę, jednak wychodzi się z założenia, że błąd nie był spowodowany korupcją, jakimś interesem ideologicznym czy ekonomicznym itp. Dziennikarze też popełniają błędy: chociażby z braku pełnej dokumentacji lub z niewiedzy. Na szczęście zawsze jest możliwość sprostowania.
W niektórych publikacjach pisze Pan o obrazie Kościoła w prasie. Jaki wizerunek czy może obrazy Kościoła wyłaniają się z wiodących na świecie gazet i tygodników?
– Trudno jest udzielić odpowiedzi, ponieważ jest to bardzo złożona rzeczywistość. Niemniej jednak sądzę, że w ostatnim roku obraz Kościoła w dużej mierze utożsamiano z postacią Ojca Świętego Franciszka, który postrzegany jest bardzo pozytywnie. Wybór Papieża Franciszka był niespodzianką także dla mediów, takiego Papieża nie „przewidziano”; ponadto był mało znany na poziomie międzynarodowym. Jego niezwykłe porozumienie z ludźmi dało o sobie znać już od pierwszej chwili, kiedy wyszedł na balkon Bazyliki Świętego Piotra. Gesty, które wykonał Ojciec Święty zaraz potem, utrwaliły wrażenie prostoty, bezpośredniego stylu, spontaniczności wykraczającej poza ramy protokołu, co sprzyja zbliżeniu i więzi. Lecz najbardziej interesujący jest fakt, że wyraźnie widać rzeczywistą, serdeczną troskę Papieża o ludzi, czyli że jest to jego styl bycia, a nie jakaś taktyka.
Z punktu widzenia komunikacji, posługując się terminologią piłkarską, można powiedzieć, że Kościół (w ogólności) bardzo długo był niejako zmuszony grać w obronie. Mimo że miał wiele do powiedzenia współczesnemu człowiekowi – i to w interesujących i ważnych sprawach – to inni rozgrywali piłkę. W moim odczuciu, wkład Ojca Świętego Franciszka, z punktu widzenia komunikacji, to między innymi fakt przejęcia inicjatywy. Kościół jawi się teraz jako podmiot, który ma pewną propozycję, zachęca do prowadzenia lepszego, bardziej godnego życia itd., a nie jako przynoszący serię najróżniejszych, wyrwanych z szerszego kontekstu zakazów. Potrzebę takiej propozycji duchowej wielokrotnie podkreślał Benedykt XVI.
Jednocześnie wydaje się rzeczą jasną, że za pozytywnym wizerunkiem Papieża kryje się, w niektórych przypadkach, pewnego rodzaju powierzchowna wizja i dostosowywanie postaci Papieża do własnych upodobań. Być może jest to nieuniknione. Trzeba jeszcze zauważyć, że głos Papieża dociera do nowych miejsc i w wielu przypadkach udaje się osiągnąć przynajmniej tyle, że ludzie zaczynają zastanawiać się nad sensem życia.
George Orwell w słynnej powieści „Rok 1984” poczynił genialne spostrzeżenie: myślimy za pomocą słów. Wystarczy zamienić niektóre słowa innymi i przez tę prostą zamianę zmienia się sposób myślenia. Czy współczesny język nie staje się „nowomową”?
– Niekiedy posługujemy się językiem, aby coś zakamuflować, a nie wyjaśnić, aby nie wyrazić tego, co w gruncie rzeczy balibyśmy się powiedzieć. Bardzo wiele tego rodzaju zmian językowych pojawia się w dziedzinach, którymi zajmuje się bioetyka (w rzeczy samej celem jest osiągnięcie zmiany w sposobie myślenia). Do klasyki gatunku należy wyrażenie „dobrowolne przerwanie ciąży” albo odnoszenie się do „litości” dla usprawiedliwienia eutanazji. Najbardziej uderza mnie fakt, że instrumentalizacja słowa, mimo że stała się bronią reżimów totalitarnych (gdzie zawsze istniały potężne ministerstwa propagandy), nie jest postrzegana jako realne zagrożenie dla demokracji.
Czytając gazety z lat ubiegłych i prasę aktualną, można zauważyć, że dziennikarze unikają „niepoprawności politycznej”. Po prostu niektóre sprawy mają być zapomniane i dlatego się o nich nie mówi. Jakie są współczesne „myślozbrodnie”?
– Jak sądzę, wchodzimy w nowy etap ataków przeciwko wolności słowa. Przybiera to bardzo subtelne formy. Są pewne aspekty rzeczywistości, zachowania, idee, których nie wystarczy podzielać lub odrzucać. Albo trzeba milczeć, albo trzeba je popierać czy wręcz promować. Kilka dni temu pewien francuski profesor powiedział mi żartem, że jeszcze trochę, a nie będzie można powiedzieć, że dziecko rodzi się z ojca i matki, bo takie stwierdzenie będzie uznawane za dyskryminujące. Niemniej jednak jestem przekonany, że koniec końców, nowinki pojawiają się cyklicznie, a kiedy już minie obecny cykl nowinek, zdrowy rozsądek zwycięży. W gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju cenzurą, a wszyscy reagują na cenzurę alergicznie.