• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Katyń post mortem

Środa, 29 sierpnia 2012 (06:02)

Ostatnie dwa lata przyniosły kilka elektryzujących informacji o odkryciu czy raczej ujawnieniu ważnych dokumentów dotyczących Katynia.

Najświeższa spośród nich, dotycząca odtajnienia - na mocy decyzji prezydenta USA Baracka Obamy z 2011 r. - dokumentów rządowych z lat 1939-1990, wygląda obiecująco. Poczynając od 2012 r., w National Archives trwa poszukiwanie i "deklasyfikacja" dokumentów dotyczących spraw polskich, w tym zagadnienia reakcji władz amerykańskich na informacje o zbrodni katyńskiej.

Proces ujawniania i przygotowania do edycji akt dotyczących Polski i Katynia monitorują kongresmani polskiego pochodzenia: Marcy Kaptur z Ohio i Dan Lipinski z Illinois oraz uznani za stronę zainteresowaną przedstawiciele środowisk polonijnych, m.in. mec. dr Maria Szonert-Binienda. Ze strony Narodowych Archiwów USA sprawę prowadzi Sheryl Sherenberger.

Pokłosiem całego procesu ma być edycja zbioru dokumentów wytworzonych w latach 40. i 50. XX w. przez agendy rządu amerykańskiego, a dotyczących m.in. kwestii katyńskiej. Czy znajdą się tam materiały rzucające nowe światło na sprawę katyńską - trudno z góry wyrokować. Niestety, już dziś można powiedzieć, że z dość niejasnych przyczyn nie doszła do skutku inicjatywa opatrzenia planowanego wydawnictwa komentarzami polskich naukowców, wprowadzającymi Anglosasów w temat zbrodni katyńskiej.


Co wiedział Roosevelt

W archiwach amerykańskich znajdować się mogą przede wszystkim nieznane dotąd dokumenty na temat wiedzy rządu Stanów Zjednoczonych w okresie administracji Franklina D. Roosevelta o popełnionym przez Sowietów w 1940 r. ludobójstwie na Polakach.

Wiele informacji na ten temat zdobyła już jednak działająca w latach 1951-1952 pod przewodnictwem Raya Maddena Komisja Izby Reprezentantów USA ds. Katynia, której opublikowane protokoły z przesłuchaniami i dokumentami zajęły kilka tysięcy stron.

Komisja nie tylko orzekła o odpowiedzialności Rosjan za zbrodnię na jeńcach Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, ale wskazała na patologie w działaniu administracji Roosevelta w sprawie Katynia.

Kongresmani na początku lat 50. XX w. zdemaskowali wiele elementów procesu zatajania w dekadzie lat 40. XX w. prawdy przed Amerykanami przez własny rząd, np. "zagubienie" raportów katyńskich przez wywiad wojskowy Stanów Zjednoczonych G-2.

W 2012 r. rewelacją byłyby bez wątpienia nowe, ważne dokumenty na temat wiedzy Amerykanów o zbrodni katyńskiej w okresie od ujawnienia przez Niemców dołów śmierci w Lesie Katyńskim wiosną 1943 r. oraz polityki postępowania z tą wiedzą.

Największą sensacją byłyby wszelkie materiały mówiące o ewentualnej wcześniejszej, sprzed 1943 r., wiedzy o nawet drobnych aspektach mordu na oficerach WP i innych obywatelach RP z 1940 roku.

Tymczasem nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zasadniczy dokumentalny depozyt wiedzy o zbrodni katyńskiej znajduje się nie za oceanem i nie w Polsce, a w archiwach rosyjskich. Dokumenty wytworzone przez instytucje państwa sowieckiego mówią o ludobójstwie na Polakach więcej od wszystkich innych źródeł.


Czego nadal nie wiemy

Do dziś wiele szczegółów zbrodni katyńskiej pozostaje zagadką za sprawą zniszczonych lub nieujawnionych materiałów. Odpowiedzi na ważne pytania kryją teczki osobowe ofiar, tworzone jeszcze za życia jeńców i więźniów w toku przesłuchań prowadzonych przez oficerów NKWD.

W wypadku likwidacji ofiary akta personalne w praktyce sowieckiej kończono wyrokiem oraz protokołem z egzekucji. Akta personalne dałyby odpowiedź na pytanie, czy wskazana w decyzji Politbiura WKP(b) z 5 marca 1940 r. trójka funkcjonariuszy NKWD (Wsiewołod Mierkułow, Bachczo Kobułow, Leonid Basztakow) podpisała indywidualne wyroki śmierci poszczególnych ofiar.

Końcowa sprawka z wykonania przez NKWD egzekucji byłaby równie cennym źródłem wiedzy o zbrodni ludobójstwa i jednostkowym losie jej ofiar. W wypadku więźniów rozstrzygnęłaby ona definitywnie kwestię miejsc ich zgładzenia, które dziś odtwarzamy na podstawie wymienionych w rozkazach szefów NKWD USSR i BSSR prawdopodobnie docelowych miejsc ekspedycji.

Niestety, dotąd nie dysponujemy teczkami lub pojedynczymi protokołami ani w odniesieniu do więźniów, ani w odniesieniu do ofiar zbrodni pochodzących z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Brak akt osobowych i wielu dokumentów operacyjnych NKWD nie pozwala odtworzyć jej przebiegu w stopniu równomiernym dla poszczególnych fragmentów zbrodni: ofiar z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa; ofiar z więzień na Ukrainie; ofiar z więzień na Białorusi.

Bardzo rażący jest brak tzw. listy białoruskiej, czyli dokumentów z imiennymi wykazami pomordowanych przetrzymywanych przed kaźnią w więzieniach na terenie białoruskiej SSR. Nie znamy też miejsc ukrycia zwłok większości ofiar zbrodni katyńskiej w jej części dotyczącej więźniów z tzw. wschodniej Ukrainy i Białorusi.

W oparciu o ekshumacje możemy jedynie z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa wskazać na Bykownię pod Kijowem jako miejsce ukrycia zwłok ofiar z tzw. ukraińskiej listy. Nie wiemy natomiast, gdzie leżą szczątki więźniów wysłanych do Mińska, Charkowa i Chersonia, a być może także w inne miejsca, lub rozstrzelanych w więzieniach na anektowanych ziemiach II RP. Dokumenty NKWD, zwłaszcza protokoły egzekucji na jeńcach i więźniach, pozwoliłyby również rozstrzygnąć, którzy funkcjonariusze osobiście mordowali Polaków.

Dane na ten temat, opierające się na zeznaniach składanych w rosyjskim śledztwie w początku lat 90. XX w., oraz wykazy funkcjonariuszy NKWD nagrodzonych za przeprowadzenie "operacji rozładowania" i inne dokumenty z 1940 r. są wyrywkowe. Z wyjątkiem egzekutorów z Kalinina w sposób niebudzący wątpliwości można je odnosić do osób biorących udział w "operacji rozładowania", co nie musi oznaczać w każdym przypadku udziału w egzekucjach.

Ochrona danych funkcjonariuszy NKWD może być jednym z powodów nieodtajnienia kolejnych dokumentów znajdujących się w rosyjskich archiwach państwowych, w tym w kluczowym z punktu widzenia perspektyw badań nad Katyniem Centralnym Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Rosji.


Odpowiedzi są w Rosji


Wśród ujawnionych z Teczki Specjalnej dokumentów znalazła notatka szefa KGB Aleksandra Szelepina do I sekretarza KPZS Nikity Chruszczowa z 3 marca 1959 r., w której znalazła się propozycja zniszczenia części dokumentacji na temat zbrodni katyńskiej. Przygotowany przez szefa KGB projekt Decyzji Prezydium KC KPZR trafił jednak do Teczki Specjalnej bez wpisanej daty dziennej podjęcia postanowienia, co pozwala go traktować tylko jako wniosek.

Czy rzeczywiście w 1959 r. zniszczono dokumenty, których brak odczuwamy dziś jako lukę źródłową na drodze poznania całokształtu zbrodni katyńskiej? Część spośród dokumentów nieodnalezionych w rosyjskich archiwach stanowią sygnalizowane w notatce z 1959 r. elementy dokumentacji. Przyjmując, że decyzja o ich zniszczeniu rzeczywiście została podjęta i zrealizowana, należy jednak założyć powstanie potwierdzających ten fakt dokumentów.

W momencie brakowania dokumentów sporządzano protokoły ich zniszczenia oraz wytwarzano korespondencję dotyczącą przedsięwzięcia. Taka dokumentacja dotychczas nie została ujawniona. Zniszczenie części dokumentacji w oparciu o decyzję z 1959 r. nie stanowi też wytłumaczenia braku w ujawnionej dokumentacji katyńskiej całego szeregu dokumentów. Tajne pozostają protokoły posiedzeń trójki i akta dotyczące wykonania decyzji trójki, które zgodnie z projektem Szelepina nie były przeznaczone do zniszczenia.


Zarządzanie nadziejami

W latach 2010-2011 nadzieje na zdobycie pełniejszej wiedzy o zbrodni katyńskiej wzbudzały informacje o stopniowym przekazywaniu władzom RP - na mocy decyzji władz Rosji podjętej po katastrofie 10 kwietnia 2010 r. samolotu z prezydentem RP na pokładzie - kopii 148 tomów akt rosyjskiego śledztwa karnego numer nr 159.

Kopie zostały włączone do materiałów prowadzonego przez prokuratorów IPN śledztwa katyńskiego. W sumie na oryginalne akta rosyjskiego śledztwa składają się prawdopodobnie 183 tomy. Dotychczasowe wyrywkowe oględziny akt wskazują na brak w przekazanych Polsce tomach nieznanych dotąd ważnych dokumentów.

W czerwcu 2012 r. "Gazeta Wyborcza" podała w formie sensacji informację o odnalezieniu przez prof. Natalię Lebiediewę w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym (RGWA) wykazu z nazwiskami 1996 "niebezpiecznych więźniów" konwojowanych w 1940 r. przez 15. Brygadę Wojsk Konwojowych NKWD do i z Mińska, błędnie uznając dokument za białoruską listę katyńską.

Wykaz w rzeczywistości może stanowić jedynie podstawę do prób hipotetycznego odtworzenia fragmentu tzw. listy białoruskiej i znany jest rosyjskim i polskim historykom od lat 90. XX wieku. Nad metodami rekonstrukcji listy białoruskiej od kilku lat zastanawiają się historycy.

Kompleksowy projekt, oparty na pośrednich danych ewidencyjnych z dokumentacji NKWD, zaproponował 7 kwietnia 2012 r. na łamach "Naszego Dziennika" wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Memoriał prof. Nikita Pietrow. Skutkiem takich działań może być jednak tylko częściowe i niepewne odtworzenie spisu wymordowanych.

Co więcej, realizacja takiego programu wymagałaby otwartości władz Rosji. Podsumowując, wśród dokumentów ujawnionych w XXI w. nie ma źródeł porównywalnych wagą do tych, które przekazano wprost z archiwów rosyjskich w latach 90. XX wieku. W 2012 r. nadal czekamy na moment, kiedy z Moskwy otrzymamy materiały niezbędne do pełnej rekonstrukcji dziejów zbrodni katyńskiej.

Na pewno nie należy w związku z ujawnieniem amerykańskich dokumentów łudzić Polaków nadziejami bez pokrycia. Pojawianie się kolejnych sensacyjnych informacji o jakoby przełomowych odkryciach wywoływać może wrażenie, że w sprawie Katynia nie ma już właściwie o co kruszyć kopii na rosyjskim polu badań archiwalnych, i skutkować odwracaniem uwagi polskiej opinii publicznej od najważniejszych luk. Klucz do ich zapełnienia znajduje się na Kremlu.

Dr Witold Wasilewski, Biuro Edukacji Publicznej , Centrala IPN