• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Pikieta antyaborcyjna w Mielcu

Środa, 25 czerwca 2014 (20:53)

Kilkadziesiąt osób – obrońców życia i przedstawicieli Fundacji PRO - Prawo do Życia pikietowało dziś przed Szpitalem Powiatowym w Mielcu. To protest przeciwko zabijaniu dzieci poczętych, jakie ma - ich zdaniem - miejsce w placówce.

Według organizatorów pikiety, którzy powołują się na dane NFZ, na przestrzeni ostatnich 10 lat w mieleckim szpitalu przeprowadzono 126 aborcji – najwięcej na Podkarpaciu. Dlatego dzisiaj przed szpitalem w Mielcu pojawiły się bannery, flagi, białe trumienki symbolizujące abortowane dzieci, a uczestnicy pikiety podnosili hasła „Stop aborcji”.

– Otrzymaliśmy od Podkarpackiego Oddziału NFZ w Rzeszowie listę szpitali, w których dokonywane są aborcje na przestrzeni ostatnich 10 lat. Na czele tej niechlubnej listy jest szpital w Mielcu. Według tych danych w Mielcu w 2008 r. dokonano 31 aborcji, w 2009 r. - 38, w 2010 r. - 56, a w tym roku jedną – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Jacek Kotula, organizator pikiety, szef Fundacji PRO - Prawo do Życia na Podkarpaciu.

Tymczasem szpital zapewnia, że w placówce nie zabija się dzieci poczętych. „W mieleckim szpitalu, w latach 2004-2013 nie wykonywano aborcji. Dane, na które powołują się organizatorzy pikiety są jedynie skutkiem błędu sprawozdawczego, który już został zgłoszony do NFZ. Wykonując statystyki na oddziale błędnie oznaczono numer grupy: zamiast M16 wpisano M17, co oznacza, że zamiast procedur związanych z poronieniem wykazano domniemane aborcje. Jest to zwykły błąd w raporcie, który został zauważony już w 2010 r. po objęciu stanowiska przez nowego ordynatora. W roku 2014 był jeden przypadek zakwalifikowany do grupy M17 (czyli aborcji przyp. redakcji), dotyczył przyspieszenia rozpoczętej już akcji porodowej płodu z wadami letalnymi, który urodził się martwy (płód bezczaszkowy). Procedurę wykonano zgodnie z obowiązująca ustawą” – czytamy w oświadczeniu dyrekcji mieleckiego szpitala.

Pomyłka czy świadome działanie?

Z wyjaśnieniami szpitala nie zgadza się Jacek Kotula. Zauważa, że skoro raport NFZ, który dotyczy roku 2010 i lat wcześniejszych, zawiera błędy, to dlaczego przez ponad trzy lata nie został sprostowany, a reakcja szpitala pojawia się dopiero wówczas, kiedy obrońcy życia nagłaśniają sprawę.

– Byłem wczoraj w NFZ w Rzeszowie osobiście i nic tam nie wiedzą o błędach czy o próbie ich sprostowania. Dlatego tłumaczeń szpitala chwilowo nie przyjmujemy do wiadomości. Nasze działania opieramy na informacji z NFZ. Jeśli Fundusz uzna wyjaśnienia szpitala, to będziemy się zastanawiać nad stanowiskiem naszej fundacji. Dziwi nas jednak to, co mówi dyrekcja szpitala – stwierdza Kotula.

W jego ocenie, z tych wyjaśnień wynikałoby, że szpital podważa kompetencje własnych lekarzy, którzy nie potrafią rozróżnić aborcji od samoistnego poronienia.

– W ten sposób dyrekcja podważa też zaufanie do szpitala i naraża na szwank dobre imię lekarzy. Warto też zastanowić się, czy mieszkanki Mielca będą chciały się leczyć w szpitalu, którego lekarze - zdaniem dyrekcji - nie wiedzą, co robią – dodaje Jacek Kotula.

Obrońcy życia liczą, że w tej sytuacji sprawę zbada też podmiot założycielski szpitala, czyli starosta powiatu mieleckiego. – W wyjaśnienia dyrekcji nie wierzymy. W naszej ocenie szpital próbuje się wybielić – dodaje Jacek Kotula. Zapowiada, że Fundacja PRO - Prawo do Życia zwróci się do NFZ, a także do starosty mieleckiego i marszałka podkarpackiego oraz do NFZ o sprawdzenie, czy dyrekcja szpitala nie mija się z prawdą, tłumacząc, że była to pomyłka i że w Mielcu nie dokonuje się aborcji.

Mariusz Kamieniecki