Myśliwce generała Urbanowicza
Poniedziałek, 27 sierpnia 2012 (06:34)Do Polski przyjechało ich prawie trzystu. To weterani polskiego lotnictwa wojskowego. Życiorys niejednego z nich może być kanwą filmowego scenariusza. I choć historia zakpiła z wysiłku ich pokolenia,to kiedy tu, w Dęblinie, widzą pasję młodziutkich podchorążych, mają poczucie, że ich służba nie poszła na marne.
W Warszawie i Dęblinie odbywa się VI Światowy Zjazd Lotników Polskich związany z przypadającym jutro Świętem Lotnictwa. W tym roku mija 80 lat od zwycięskiego lotu Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury w zawodach Challenge w 1932 roku. Pierwszy wielki zjazd lotników odbył się 20 lat temu. Wtedy do kraju wrócił z Wielkiej Brytanii historyczny sztandar Sił Powietrznych. Obecnie został przekazany do utworzonego niedawno Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie.
Szkołę Orląt, bazę lotnictwa szkolnego i wspomniane muzeum uczestnicy zjazdu odwiedzili w sobotę. Wielu z nich ukończyło ją w okresie międzywojennym. To historyczne miejsce jest wielkim symbolem polskich skrzydeł. Nieraz przechodziło reorganizację. Zapewne nikt sobie nie wyobraża, że mogłoby zniknąć. A jest to niestety jedna z możliwych konsekwencji zmian, jakie planuje obecnie rząd.
Instruktorzy i podchorążowie pokazują uczestnikom zjazdu uczelnię, zabytki, samoloty, śmigłowce. Weterani rezygnują z przygotowanych dla nich wózków inwalidzkich. Widać, że wszystko im się bardzo podoba, zadają wnikliwie pytania, zaglądają do kokpitów: czasami nie mogą się nadziwić, jak bardzo do przodu poszła technika, ile teraz musi się nauczyć podchorąży przygotowujący się do latania.
Wszechobecna elektronika, komputery, nowoczesne symulatory. Ale to wszystko jest powodem radości. Dopóki jest zapał, iskra w oku na widok myśliwca w powietrzu, weterani mają poczucie, że ich dzieło jest godnie kontynuowane.
A i dwudziestolatkowie chyba inaczej, poważniej zaczynają patrzeć na swój wybór. To nie tylko zawód, pasja życiowa, ale i pewnego rodzaju powołanie. Służba Polsce tysiącom ich rówieśników wydaje się już trącącym myszką sloganem. Jak inaczej ożywić tę ideę niż przez przykład dzielności, ofiarności i osiągnięć poprzedników?
Z historią na stateczniku
W tym roku w wydarzeniu bierze udział około 300 kombatantów i weteranów polskiego lotnictwa. Wśród nich wiele osób, z których życiorysów można napisać sensacyjne powieści, wielkich bohaterów. Ci z Anglii przyjechali z rodzinami. Wielu ma brytyjskie żony, dzieci nie zawsze mówią dobrze po polsku.
Słychać więc i polski, i angielski. Historia zakpiła z wysiłku ich pokolenia. Pozostali na Zachodzie, jakoś się urządzali. Niektórzy pozostali związani z lotnictwem. W gronie weteranów jest sporo kobiet. Pracowały w służbach pomocniczych RAF. Bez nich cała maszyneria organizacji lotów nie mogłaby funkcjonować.
Major Stanisław Józefiak lata niemal od dzieciństwa. Jako siedemnastolatek wstąpił w 1937 r. do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich. Wojna zastała go podczas szkolenia. Ewakuowany przez Rumunię na Zachód służył najpierw w 304. Dywizjonie Bombowym.
W maju 1941 r. wyskoczył z płonącego podczas lądowania samolotu. Złamał nogę, ale jako jedyny przeżył. Kontynuował loty jako strzelec nad Francją i Niemcami. Potem przeszkolono go na spitfire´a. Służył w jednostkach zapasowych, następnie w 317. Dywizjonie Myśliwskim. Ma Krzyż Virtuti Militari i trzy Krzyże Walecznych.
W latach 50. zainteresowali się nim Amerykanie. Wstąpił do lotnictwa CIA. Szczegóły tego, co wtedy robił, są do dziś tajemnicą.
- O tym się nie mówi. Nie wolno. Amerykanie wysyłali nas do Rosji. To były loty zwiadowcze, zrzucaliśmy szpiegów. Do dzisiaj jeszcze niektórych interesuje, gdzie, co i jak - tłumaczy. Zamieszkał w Derby. Był przez pewien czas prezesem Stowarzyszenia Lotników Polskich.
Polscy lotnicy byli cenieni na Zachodzie zarówno w zawodach wojskowych, jak i cywilnych. Nasze dywizjony wsławiły się rekordową skutecznością w zwalczaniu wroga. Anglicy nie mogli nie zauważyć pierwszego miejsca Dywizjonu Myśliwskiego 303 wśród najskuteczniejszych jednostek lotniczych aliantów podczas całej wojny.
Także indywidualnie mamy naszych rodaków na listach pilotów o największej liczbie zestrzeleń maszyn niemieckich. Od niedawna powstaje zwyczaj nadawania ich imion polskim samolotom bojowym.
Podczas pobytu uczestników zjazdu w Dęblinie zaprezentowano dwa MiG-i-29 z wizerunkami gen. bryg. Witolda Urbanowicza (1908-1996, jeden z dowódców słynnego Dywizjonu 303) i por. Mirosława Fericia (1915--1942), namalowanymi na statecznikach pionowych, zasłużonych asów lotnictwa myśliwskiego okresu wojny. Na tzw. liście Bajana, zawierającej liczbę zestrzeleń wrogich samolotów przez polskich pilotów, Urbanowicz jest na drugim miejscu, a Ferić - na dziesiątym.
B
ezpośrednio po wojnie polskich pilotów było na Wyspach Brytyjskich bardzo wielu. Powstałe wkrótce Stowarzyszenie Lotników Polskich stanowiło prężną organizację z kołami w całym kraju, a potem także w USA i Kanadzie.
Podtrzymywało polskość, krzewiło tradycje polskiego oręża, naszą kulturę narodową, opiekowało się polskimi pamiątkami, służyło weteranom w życiu codziennym na obczyźnie - nauce języka, poszukiwaniu pracy lub szkoły. Z biegiem lat i liczebność, i rola organizacji spadła.
- Stowarzyszenie w pierwotnej formie zakończyło działalność. Istniała też przez jakiś czas Fundacja Lotników Polskich, która pomagała naszym kolegom w trudnej sytuacji, starała się krzewić bliskie nam idee, przypominać o wkładzie lotnictwa polskiego w zwycięstwo aliantów. Istnieje jedynie Komitet Pomnika Lotników Polskich, opiekujący się polskimi pamiątkami lotniczymi w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim pomnikiem w Northolt na przedmieściach Londynu i muzeum, które tam powstało. Raz do roku, na początku września, organizujemy tam uroczystości - mówi ppłk Andrzej Jeziorski, były przewodniczący Fundacji Lotników Polskich.
Z tego powodu coraz więcej sztandarów kół Stowarzyszenia jest przekazywanych do Polski. Ich kolekcja w muzeum w Dęblinie stale się powiększa.
Pilotów walczących podczas drugiej wojny światowej pozostała już garstka. W ubiegłym roku, 19 października, zmarł ostatni polski uczestnik Bitwy o Anglię (lipiec - - październik 1940) gen. Tadeusz Sawicz. Służył w różnych dywizjonach. Zestrzelił co najmniej 3 samoloty wroga i drugie tyle uszkodził. Po wojnie zamieszkał w Kanadzie. W 2006 r. prezydent Lech Kaczyński awansował go na stopień generała brygady. Jego prochy spoczęły w Warszawie na Powązkach.
Dzisiaj uczestnicy Światowego Zjazdu Lotników Polskich złożą kwiaty i znicze na grobach zasłużonych lotników: Żwirki i Wigury, ppor Stanisława Latwisa, bohaterów Bitwy o Anglię, generałów Stanisława Skalskiego i Tadeusza Sawicza, a także ofiar katastrof w Mirosławcu i Smoleńsku. Na Powązkach znajdują się mogiły m.in. gen. Andrzeja Błasika, ppłk. Roberta Grzywny, ppor. Andrzeja Michalaka, Barbary Maciejczyk i Natalii Januszko.
Wieczorem, o godz. 19.00, przed pomnikiem Lotnika w Warszawie odbędzie się Apel Pamięci. Jutro o 9.30 w katedrze polowej w intencji lotników odprawiona zostanie Msza św., a w południe odbędzie się uroczystość przed pomnikiem Lotnika, podczas której przewidziana jest powietrzna defilada współcześnie użytkowanych polskich samolotów bojowych.
Piotr Falkowski, Dęblin