Nazwiska z kości
Czwartek, 22 maja 2014 (02:19)Prace nad uzyskaniem profili pozostałych dwóch osób są jeszcze w toku
– Udało się nam już uzyskać profile genetyczne sześciu osób. Nad ustaleniem profili kolejnych dwóch jeszcze pracujemy, ale wszystko jest na najlepszej drodze, żeby je sporządzić – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.
W efekcie akcji IPN pobierania materiału genetycznego od rodzin żołnierzy z terenu dawnego województwa białostockiego uzyskano też próbki od osób, których bliscy zginęli w 1946 r., czyli tym samym, na który biegli oszacowali czas śmierci ośmiu osób z jamy w lesie koło Olmont.
– Mamy takie próbki. Uzyskaliśmy już z nich kilka profili genetycznych. Kiedy tylko utworzymy pełną bazę, przystąpimy do analizy porównawczej, czyli do próby identyfikacji tych ośmiu niezłomnych – zapewnia szef Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów.
Materiał z kości pobrano do badań z ekshumowanych grobów na cmentarzu Wojskowym w Białymstoku, bo tam przeniesiono ofiary z Olmont w październiku 2013 roku. Czynności zlecił białostocki pion śledczy IPN, który prowadzi śledztwo w tej sprawie. Na obecnym etapie najbardziej prawdopodobna jest wersja, że ofiary pozbawiono życia, w większości strzałem w głowę, w 1946 roku.
Na bieżąco ustalane są rodziny ofiar. Od kilku osób pobrano już materiał biologiczny. Wśród nich jest Wacław Karolczak.
– Ojca, Jana Karolczaka, nie pamiętam, byłem mały, jak zginął. Znam go z opowieści mamy i dziadka. Dziadek mówił mi, że ojciec był żołnierzem „Burego” – tłumaczy Wacław Karolczak. – Na początku roku 1946 w okolicach Bielska Podlaskiego ojca aresztowali żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. O jego późniejszym losie dowiedzieliśmy się dopiero z dokumentu, jaki nam przesłano z Prokuratury Generalnej w roku 1957. Napisano tam krótko, że ojciec został skazany na śmierć i wyrok wykonano 21 marca 1946 r., nie wskazując przy tym miejsca egzekucji – dodaje nasz rozmówca.
Wyrok na Jana Karolczaka zapadł podczas procesu wyjazdowego wydziału ds. doraźnych Sądu Okręgowego w Białymstoku. Później skazany musiał trafić do Więzienia Karno-Śledczego UB w Białymstoku przy obecnej ul. Kopernika, wówczas Szosie Południowej. Tylko w tym miejscu wykonywano wyroki śmierci, jakie zapadały przed tym sądem.
Historycy są przekonani, że wyroki komunistycznych sądów wykonywano w piwnicach więzienia. Ich liczbę szacuje się na ponad 300. Ciała chowano w przywięziennym ogrodzie lub w innych miejscach na terenie Białegostoku, między innymi w pobliskim lesie koło Olmont i Lesie Zwierzynieckim. Nadzieję, że wśród ośmiu podjętych z Olmont jest jego ojciec Aleksander, ma również Jerzy Rybnik. Aleksander Rybnik ps. „Jerzy” był zastępcą komendanta Białostockiego Okręgu Armii Krajowej, później Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, komuniści zamordowali go w białostockim więzieniu 11września 1946 r., na mocy sądowego wyroku.
– Kiedy pracowaliśmy w społecznym komitecie, który przeprowadził ekshumację jamy grobowej w lesie, ksiądz, który przekazał nam informację o lokalizacji tego dołu, powiedział mi, że wśród tych ośmiu może być mój ojciec –opowiada Jerzy Rybnik.
Pierwszą w Polsce, w pełni udokumentowaną ekshumację żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego przeprowadził w dniach 7-18 września 1996 r. zawiązany w Białymstoku Społeczny Komitet Ekshumacji i Pochówku Zamordowanych Żołnierzy Polski Podziemnej. Przewodził mu Tadeusz Waśniewski, prezes białostockiego oddziału Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, sam odsiadujący długoletni wyrok za „napad na powiatową siedzibę PZPR w Goniądzu”.
Jamę udało się zlokalizować dzięki relacji Kazimierza Sobeckiego, który przekazał ją przed śmiercią proboszczowi swojej parafii. Szczątki trafiły do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku. Każdy z ośmiu szkieletów został opisany oddzielnym protokołem. Z ekspertyzy można się m.in. dowiedzieć, że wszystkie ofiary to młodzi mężczyźni, w wieku 25-35 lat. Zginęli, w większości, od strzału w tył głowy. „Stwierdzone uszkodzenia w obrębie czaszki świadczą o tym , że przyczyną zgonu denata był postrzał głowy – czaszki” – napisali biegli.
Równolegle z trwającymi od ponad dwóch tygodni pracami na terenie dawnego ogrodu więzienia UB w Białymstoku IPN prowadzi akcję pobierania próbek DNA zarówno z podjętych szczątków, jak i od członków rodzin.
– Z kości ludzkich pobraliśmy już ok. 50 próbek DNA – informuje dr Ossowski. Materiał trafi teraz do Szczecina, gdzie genetycy wyizolują z niego DNA, które zostanie później namnożone. W ten sposób powstaną profile DNA, niezbędne do przeprowadzenia procesów porównawczych w celu identyfikacji ofiar.
Adam Białous