Dziś slogany, jutro akty terroru
Czwartek, 22 maja 2014 (02:00)W ostatnim czasie znowu pojawiły się slogany partii libertyńskich i socjalliberalnych mediów o konieczności tak zwanego rozdziału Kościoła od państwa.
Kiedy słyszę te farmazony, które redukowane są do dość prymitywnej zależności: nie wpuszczając księdza czy biskupa na uroczystości państwowe, zyskujemy wolność od religii w przestrzeni publicznej, zastanawiam się, kto o zdrowych zmysłach może nabierać się na tę nowomowę walczących ateistów. A jednak, ludzie młodzi są szczególnie podatni na mowę nienawiści, propagandę, która bazuje na niskich instynktach, niewiedzy i braku pamięci historycznej (skutecznie wypłukiwanej przez aktualny rząd Polski).
Autonomia, a nie rozdział
Dzięki brakowi tożsamości, szczególnie narodowej, identyfikacji z Narodem i państwem, które to wartości od czasu chrztu Polski są duchowo związane z katolicyzmem, łatwiej sterować ludźmi w szybko zmieniającej się postmodernistycznej rzeczywistości społecznej. Potem młody człowiek reprezentujący Sojusz Lewicy Demokratycznej z uśmiechem na twarzy nawołuje, aby na dzień wiosny topić w rzece kukłę księdza, nie widząc w swoim happeningu żadnej makabry (to porównanie jest szczególnie bolesne w Polsce ze względu na pamięć o mordzie na bł. ks. Jerzym Popiełuszce). To głównie młodzi będą wykorzystywani w czasie wyborów do głosowania na rzekomo nowoczesnych demokratów, a de facto reprezentujących stare zakusy ideologiczne cywilizacji zagłady.
Konstytucja Soboru Watykańskiego II „Gaudium et spes” w numerze 76 stwierdza, czym jest zdrowy i naturalny stosunek pomiędzy państwem a Kościołem. Wspólnota polityczna i kościelna są – każda na swoim terenie – od siebie niezależne i autonomiczne. Jednak ponieważ zarówno państwo, jak i Kościół służą osobistemu i wspólnotowemu dobru, zasadne jest, gdy te dwie rzeczywistości ze sobą współpracują. Święty Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” napisał, że świat jest dla Kościoła wyzwaniem. Jest nim dla wszystkich chrześcijan, a w szczególności dla katolików świeckich. Czynna obecność osób świeckich w życiu publicznym jest nieodzowna. „Istnieją dzisiaj partie, które choć mają charakter demokratyczny, wykazują narastającą skłonność do interpretacji zasady rozdziału Kościoła od państwa zgodnie z rozumieniem, jakie stosowały rządy komunistyczne”, dlatego bierność katolików, obojętność wierzących chrześcijan i obywateli Polski umacnia siły wrogie Kościołowi.
Wilcze kły ateizmu
Narastająca nagonka na Kościół i jego liderów może niepokoić. W Unii Europejskiej szaleje chrystianofobia. Raport austriackiej organizacji Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan nie pozostawia złudzeń. W 2013 roku odnotowano wzrost ataków na chrześcijan w porównaniu z latami ubiegłymi. Akty wandalizmu, profanacje, łamanie wolności religijnej za pomocą ustanawianego prawa, wreszcie przemoc w przestrzeni kulturowej, przede wszystkim w mediach i w sztuce zdają się realizować niebezpieczną w swych zasadniczych treściach ideę pozbawienia Kościoła autonomii w stosunku do państwa w krajach, w których większość stanowią katolicy. A w Europie nie jest to znowu sprawą nową.
Postoświeceniowe koncepcje wprowadzane przemocą, grabieżą, gwałtem i mordem przyniosły wiele nieszczęść we Francji, Meksyku, Hiszpanii. Szumne, wzniosłe hasła przeradzały się w antykatolickie ruchy, które dziesiątkowały nie tylko ludzi Kościoła, ale cywilów w ogóle. Kiedy na początku lat 30. XX wieku w Hiszpanii ruch republikanów zdominował rzeczywistość polityczną, wypędzono króla, 14 kwietnia 1931 r. proklamowano republikę pod rządami socjalistów, ateistów, masonów, anarchistów i komunistów. Kiedy zdeklarowany mason i antyklerykał Manuel Azaña przejął władzę w Hiszpanii, natychmiast założył Ligę Ateistyczną, redagował pismo „Bez Boga”. Zaczęło się palenie kościołów, mordowanie księży, kleryków, sióstr zakonnych, świeckich, ogłoszono rozdział Kościoła od państwa, przejęto władzę nad mediami, wypędzono Prymasa, rząd opłacał płatnych morderców zabijających ludzi Kościoła, świeckich i duchownych, usunięto religię ze szkół, a przed lekcjami uczniowie mieli śpiewać rewolucyjny hymn nowego pokolenia. Hasła „równość”, „braterstwo”, „tolerancja” zaczęły obowiązywać tylko komunistów i masonów.
Chrześcijanie na stos
Podsumowując, relacje i wzajemny stosunek Kościół – państwo zostały omówione w konkordacie między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską. Slogany ideologiczne libertynów wypowiadane z żarliwością w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego nie służą żadnym demokratycznym ideałom. Są tylko po to, aby szerzyć antykatolickie uprzedzenia. Natomiast ich główny cel odnosi się do strategii, po pierwsze – dyskredytowania Kościoła wśród świeckich, po drugie – przygotowują teren ideologiczny pod przyszłe całkowite wyrugowanie chrześcijaństwa i chrześcijan z przestrzeni publicznej, odsunięcie Kościoła i jego wartości od budowania współczesnej cywilizacji (przechodząc od cywilizacji życia do antycywilizacji zagłady). Ta strategia – czy to komunistyczna, czy masońsko-libertyńska, czy nazistowska – zawsze kończy się fatalnie, co pokazuje historia ludzkości.
W homilii ks. bp. Kazimierza Ryczana, ordynariusza kieleckiego, wygłoszonej w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie w czasie Mszy św. radiowej w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski usłyszeliśmy, że „autostrady można zbudować w następnych latach. Można odtworzyć likwidowane szkoły, można reprodukować nowe stada bydła. Trudno jest odrodzić zamarłą miłość Ojczyzny, wskrzesić zabite wartości”.
Dlatego nie dajmy się zwieść. Wybierajmy ludzi sumienia na naszych reprezentantów do Sejmu i Senatu, do Parlamentu Europejskiego, do władz lokalnych, brońmy Kościoła, księży, bo tylko w ten sposób będzie można uniknąć nieszczęścia powtórki z dziejów, gdy hordy barbarzyńców deptały najważniejsze wartości chrześcijańskie, jakimi są dobro rodziny, dzieci, pracowników, wspólnoty państwowej, pamięci narodowej oraz tożsamości religijnej.
Dr Tomasz M. Korczyński