• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Lepiej skrócić czyn dla modlitwy

Czwartek, 1 maja 2014 (09:21)

Wskutek powracającego neobolszewizmu, który niestety możemy obserwować w naszej Ojczyźnie warto poszukiwać ożywczych źródeł inspiracji, które już dawno rozpoznały zagrożenie bezbożnych komunizmu, neopogaństwa, libertynizmu i laicyzmu. Zachęcam w tym miejscu do pochylania się nad doniosłymi słowami Sługi Bożego, Prymasa Polski, ks. kard. Augusta Hlonda (1881-1948), męża stanu, wielkiego patrioty i pasterza Kościoła w bardzo trudnym okresie historycznym dla Polski.

26 października 1930 roku, w Uroczystość Chrystusa Króla ks. kard. Hlond nakazał Narodowi dokonać rachunku sumienia, i zapytał, czy dwanaście lat wolności nie zostało zmarnowanych, bo widać ludzi, którzy zamiast zwalczać komunizm, pracują na jego rzecz. Emisariusze i agenci tej ideologii zła, popierający ateizm, sekciarstwo, dążą do zeświecczania szkoły, domagają się rozwodów, tak zwanego świeckiego państwa. Są to ludzie, którzy przygotowują drogę bolszewizmowi. Kościół oczywiście zwycięży, a komunizm zostanie zmieciony, nie siłą, ale czystością, pobożnością religijnością Ludu Bożego. Wielokrotnie w słowach ks. kard. Hlonda odczytać można zapowiedzi walecznych kapłanów, jak bł. Jerzy Popiełuszko, którzy dobrem walczyli ze złem. To jedyna droga, aby oprzeć się nieprzyjacielowi.

16 sierpnia 1948 roku, krótko przed śmiercią kardynał powiedział, „Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu. Jeśli kto, to zwłaszcza my, kapłani Chrystusowcy, winniśmy w tej decydującej walce stanąć w pierwszych szeregach. Od nas zależy, by godzinę triumfu przyśpieszyć. Każdy z nas w tym boju ma wyznaczone stanowisko. Kto na wyznaczonym swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. Kto zaś z tej walki z wygodnictwa się usuwa, jest dezerterem z szeregów oficerskich Chrystusa (…) Są i będą ofiary tego męczeństwa pracy kapłańskiej. Trzeba roztropność zachować. Trzeba jednak poświęcać się bez reszty, jeżeli sprawa dusz nieśmiertelnych tego wymaga”.

Akcja, nie reakcja

Oprócz zasług dla naszej Ojczyzny, miłości do Polski i Polaków, człowiek ten, nienagannego i żelaznego charakteru, pozostawił nam bogactwo swoich wypowiedzi i myśli. Są one do dziś inspiracją dla aktywnego katolika. W tym miejscu, chciałbym zaakcentować jeden ważny wątek, poruszają mnie bowiem szczególnie słowa Jego Eminencji odnośnie do aktywnego czynu każdego zaangażowanego wierzącego. Katolicy nie są ludźmi defensywy. Królestwo Chrystusa wymaga akcji, a nie reakcji. Obrona wartości i zasad chrześcijańskich w życiu publicznym, społecznym i osobistym są oczywiście ważne, jednak Chrystus nas wysyła do boju o dobro, miłość, sprawiedliwość. Koresponduje to z drugim nakazem kardynała, „więcej modlitwy, mniej czynu”. Wcale nie są to wykluczające się zalecenia. Na wzór Jezusa Chrystusa, który do swojej misji przygotowywał się trzydzieści lat, a potem jeszcze przez czterdzieści dni przebywał na pustyni, w czasie swojej wędrówki po ziemi oprócz spektakularnych cudów, głoszonych nauk, Mistrz zatapiał się na długie godziny w modlitwie, na odludziu, by napełniać się mocą u samego źródła. Ksiądz kardynał Hlond wskazywał, że czyn, aktywność katolika wypływa z tego właśnie dobroczynnego źródła i daje o wiele większy efekt, niż działanie, które nie jest podbudowane modlitwą.

Przebywając na przymusowej emigracji Prymas Polski napisał: „Opuszczając kraj, serce krajało się z bólu opuszczenia go w tragicznej chwili, ale obowiązek powinien górować nad głosem serca i nad własnymi łzami. Szło się na rozłąkę długą, upokarzającą. Wiedzieliśmy, że opuszczamy wszystko, że wracając, nie znajdziemy nic z naszej fortuny prócz skrwawionego łona Ojczyzny. – Tych sześć lat, czy czas stracony? Chrystus trzydzieści lat się przygotowywał w Nazarecie, potem jeszcze czterdzieści dni w pustyni, a następnie więcej się modlił niż kazał, i cuda czynił. My ludzie pracy apostolskiej zawsze jesteśmy narażeni na pokusy skracania modlitwy dla zewnętrznego czynu, a jednak dla rezultatu naszego apostolstwa i dla dusz naszych zawsze jest lepiej skrócić czyn dla modlitwy. Wygnanie otworzyło mi oczy na te prawdy. Mniej czasu w samochodzie i pociągu, a więcej przed ołtarzem!”.

Dr Tomasz M. Korczyński