Kłamią, ale wygrywamy
Poniedziałek, 28 kwietnia 2014 (02:00)Z dr. Austinem Ruse’em, szefem instytutu badawczego Catholic Family and Human Rights Institute (C-FAM), rozmawia Jolanta Tomczak
Jak zrodziła się myśl zorganizowania w Rzymie konferencji „Święty Jan Paweł Wielki. Budowanie kultury życia w Organizacji Narodów Zjednoczonych i poza nią”?
– Cel naszej konferencji to uczczenie wielkiego człowieka, wyniesionego na ołtarze przez Papieża Franciszka. Wszyscy ludzie zaangażowani w przygotowanie tego spotkania zostali przez św. Jana Pawła II w jakiś sposób odmienieni. Usłyszeliśmy kiedyś Jego wezwanie, żeby wziąć udział w pracach Organizacji Narodów Zjednoczonych jako głos sprzeciwu wobec forsowania aborcji, czy to na światowej konferencji w Kairze na temat zaludnienia i rozwoju w 1994 roku, czy rok później w Pekinie w sprawie kobiet. To Papież wykreował globalny ruch obrony rodziny i życia człowieka przed atakami ideologii zwanej cywilizacją śmierci. Kanonizacja to doskonała okazja dla przypomnienia Jego osiągnięć na forum ONZ i innych forach międzynarodowych. Chcemy także spojrzeć w przyszłość: uzmysławiając sobie, w jakim punkcie się znajdujemy, trzeba zaplanować nowe działania.
Obrońcy życia na całym świecie uważają dokumenty, wzory działania Jana Pawła II za bezcenny kapitał. W jaki sposób Ojciec Święty inspiruje Pana w codziennej pracy?
– Mogę wręcz powiedzieć, że to Papież stworzył moje miejsce pracy. Przed Jego wezwaniem do uczestnictwa w konferencji kairskiej ta posada w ogóle nie istniała. Dzięki Niemu powstała moja organizacja, podobnie jak wiele innych organizacji działających na polu obrony praw człowieka i rodziny. W ten sposób dalej inspiruje nas jako profesjonalistów. Ale oczywiście jest dla nas również inspiracją w wierze. Dlatego nazywamy go Janem Pawłem Wielkim.
C-FAM współpracuje ze Stolicą Apostolską. W jaki sposób?
– Nasz instytut, który powstał w 1997 r., zrzesza środowisko ekspertów z dziedziny polityki publicznej, prowadzących badania interdyscyplinarne i przygotowujących analizy pod kątem debaty międzynarodowej. Jest jedyną organizacją pro-life i prorodzinną pracującą wyłącznie na polu międzynarodowej polityki publicznej. Monitorujemy działania podejmowane na forum ONZ, agend Unii Europejskiej, organizacji pozarządowych, fundacji i innych instytucji o zasięgu międzynarodowym. Co tydzień przygotowujemy też biuletyn „Friday Fax” zawierający analizy dla tysięcy wyborców na całym świecie na temat najbardziej palących debat. W Organizacji Narodów Zjednoczonych nawiązaliśmy bardzo ścisłą współpracę z delegacją Stolicy Apostolskiej nad formowaniem sumień. Rozpoczęliśmy ją, gdy stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Nowym Jorku był ks. kard. Renato Martino, odznaczony na naszej konferencji medalem Maksymiliana Kolbego.
Jak widzi Pan rolę mediów w promowaniu kultury życia?
– Dziennikarze mogą włączać się w te działania poprzez opowiadanie o nich w sposób fachowy. W Stanach Zjednoczonych temat dzieci nienarodzonych należy do najważniejszych w naszych czasach, w Europie próbuje się ten temat zakrzyczeć. W tym kontekście jest bardzo ważne, żeby dziennikarze kontynuowali mówienie o tych sprawach.
Co według Pana stanowi dziś największy problem w kwestii ochrony życia?
– To, że druga strona nie ustępuje. Posuwają się do kłamstw i oszustw, choć i tak ostatecznie przegrają. Problemem jest to, że są bajecznie bogaci i bardzo wpływowi. Dlatego tak trudno jest z nimi wygrać. Ale wygrywamy. Nie ma „prawa do aborcji” w ONZ. Sprawy związane z rodziną na tym forum są w dość dobrym stanie, ponieważ bardzo wiele rządów sprzeciwia się legalizacji homoukładów i tym podobnym rzeczom. Sytuacja różni się w zależności od regionu świata, ale do tej pory tylko 15 ze 192 krajów zezwala na tego typu kontrakty. Przeważająca liczba państw trzyma się od nich z daleka. Propaganda jest jednak silna.
Uważa Pan św. Jana Pawła II za swojego patrona?
– Ależ oczywiście. Z całą pewnością Jan Paweł II jest patronem całego ruchu obrony życia i rodziny, podobnie jak włoska lekarka Gianna Beretta Molla, kanonizowana 10 lat temu. Na jej cześć nazwałem swoją córkę Gianna. Zwykle mówimy o Janie Pawle II w kontekście ewangelizacji „hurtowej”, pamiętając podróże apostolskie, podczas których przemawiał do milionów. Ale musimy pamiętać, że praktykował także ewangelizację „detaliczną”, serce do serca. Znam na przykład bardzo interesującą historię związaną z Janem Pawłem II i pewnym małym chłopcem.
Co ich połączyło?
– Otóż kiedy Brendan Kelly, czterolatek z zespołem Downa, został zdiagnozowany z białaczką, jego rodzina zwróciła się do Make-a-Wish Foundation o spełnienie jego życzenia. Chciał zobaczyć Papieża. Z początku myślano, że jest to pragnienie raczej jego rodziców, padały propozycje wyjazdu do Disney World, ale się upierał. I dostał takie zaproszenie. We wrześniu 2001 roku przyjechał do Castel Gandolfo. Kiedy tylko Jan Paweł II wszedł do pokoju, Brendan wyrwał się do niego z drugiego końca. Papież podał mu rękę na powitanie i ten mały chłopiec stał tak z nim nieruchomo, przez całą audiencję, nie puszczając dłoni. Nieustannie wpatrywał się w twarz Ojca Świętego. Kiedy Papież zmierzał już do wyjścia, Brendan krzyknął: „Good-bye, Pope”. Jan Paweł II słyszy to i wraca do Brendana. Rodzina robi zdjęcie. Ale nie widać na nim, że Ojciec Święty płacze. Tego dnia nawiązała się między nimi niezwykła relacja. Brendan, który zmarł rok temu w wieku 16 lat, był mistykiem. Nie przeszedł koło kościoła bez powiedzenia: „Hi, Jesus”, i przesłania całusa. Cierpiał na białaczkę prawie całe swoje życie, ofiarując cierpienie za innych. Przyczynił się do wielu nawróceń. Dlatego podczas naszej konferencji myślimy o nich obu.