• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Wybrany przez Boga

Piątek, 25 kwietnia 2014 (02:00)

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego (J 1, 6-8). Kiedyś właśnie tymi słowami Prologu czwartej Ewangelii opisywał osobę i posłannictwo Jana Pawła II ks. kard. Joachim Meisner, arcybiskup Kolonii. Aby zrozumieć sens tych słów, spróbujmy najpierw cofnąć się do pamiętnego październikowego konklawe 1978 roku…

Jak wspominał ks. kard. Louis-Jean Guyot, będący jednym z jego uczestników, zgromadzeni na konklawe kardynałowie na początku przeżywali pewnego rodzaju niepokój, czy po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie Jana Pawła I uda się „dokonać wyboru, który nie zawiedzie”. Tymczasem pod datą 16 października 1978 roku w swoich zapiskach arcybiskup Tuluzy zanotował: „O godzinie 16.30 wznowienie pracy, ale już pełne nadziei. A potem bez niczyjego nacisku zabłysło światło. Wybór narzuca się sam w sposób, którego nie można było przewidzieć…”. Tuż po godzinie 18.00 dokonało się – jak to ktoś powiedział – najbardziej tajemnicze wydarzenie końca XX wieku. Wybór kardynałów padł na człowieka z dalekiego kraju…

„Spoglądam na siedzącego po przeciwnej stronie kaplicy kardynała Wojtyłę. Wydaje się być przybity ogromem ciężaru, jaki na niego dopiero co spadł. Głowa jeszcze mocniej wciśnięta w ramiona już bardzo pochylone. Nie potrafi ukryć wzruszenia” – zauważył ks. kard. Guyot. „Jakaż to pełna napięcia chwila, kiedy w głębokim milczeniu czeka się od wybranego odpowiedzi na przewidziane rytuałem pytanie zadane uroczyście w imieniu Świętego Kolegium przez kardynała Villota: ’Czy przyjmujesz dokonany przed chwilą kanonicznie wybór twojej osoby na Najwyższego Kapłana?’ Arcybiskup Krakowa powoli, głosem przerywanym, trochę niespokojnym oddechem, ale jasno – przedstawia powody, które staną się natchnieniem dla jego decyzji. Mimo obaw, które go ogarniają i z których się zwierzy za kilka chwil wobec tłumu, powody te są z istoty swej nadprzyrodzone: umiłowanie Chrystusa, zaufanie Najświętszej Dziewicy, która jest jego Matką, wreszcie przywiązanie do Kościoła i chęć okazania mu posłuszeństwa, bo przecież domaga się on od wybranego; żeby pokornie poddał się woli Bożej. Dlatego i tylko dlatego wypowiada słowo, które wiąże go na zawsze: ’Accepto’ – przyjmuję…”.

Dalej francuski kardynał pisze: „To naprawdę jakaś Siła z wysokości pokrzyżowała nasze rachuby i skierowała nas na nieoczekiwaną drogę. (…) Pewne jest tylko to, że pod koniec pierwszego dnia głosowań niewielu z nas myślało bez cienia wątpliwości, że wybrany zostanie kardynał z Krakowa”.

„Nie brak było w Kaplicy Sykstyńskiej ludzi wielkich, uczonych, pochodzących z książęcych rodów, znanych i sławnych” – zanotował ks. kard. Stefan Wyszyński. „Ale Bóg wybiera według własnych zasad: Myśli moje nie są myślami waszymi. Wtedy, gdy zda się, że sytuacja jest bez wyjścia, nie do rozwiązania, wówczas wkracza Bóg, aby ludzie zrozumieli, że przede wszystkim On tu działa, a nie kardynałowie. Jakkolwiek są do tego uprawnieni, powołani, ustanowieni według wszelkich norm prawa kościelnego, Bóg przez głosy ludzi wypełnia tylko swój własny tajemniczy, cichy program” – napisał Prymas Tysiąclecia.

Filary świętości

 

Ksiądz kardynał Louis-Jean Guyot wskazał trzy i tylko trzy powody, dla których ks. kard. Karol Wojtyła przyjął wybór na Stolicę Piotrową: umiłowanie Chrystusa, zaufanie Najświętszej Dziewicy, która jest jego Matką, wreszcie przywiązanie do Kościoła i chęć okazania mu posłuszeństwa. Warto również zwrócić uwagę, że powody te arcybiskup Tuluzy nazwał „z istoty swej nadprzyrodzonymi”. Na tych trzech flarach opierała się jego świętość, co do której Lud Boży nie miał wątpliwości, wołając już na jego pogrzebie: „Santo subito!”.

Pięć lat po odejściu Jana Pawła II do Domu Ojca, Benedykt XVI mówił: „Kierowała Nim miłość do Chrystusa, któremu poświęcił życie, miłość przeobfita i bezwarunkowa. I właśnie dlatego, że coraz bardziej zbliżał się do Boga w miłości, mógł stać się towarzyszem drogi dzisiejszego człowieka, rozsiewając w świecie woń Bożej Miłości. Kto zaznał radości poznania Go i obcowania z Nim, mógł osobiście przekonać się, jak żywa była w Nim pewność, że ’w krainie żyjących będzie oglądał dobroć Pana’. (…) Ta pewność towarzyszyła Mu w ciągu życia, a w sposób szczególny objawiła się w ostatnim okresie jego pielgrzymowania na tej ziemi: stopniowa utrata sił fizycznych nie naruszyła bowiem nigdy Jego mocnej jak skała wiary, Jego świetlanej nadziei i Jego żar-liwej miłości. Spalał się dla Chrystusa, dla Kościoła, dla całego świata: swoje cierpienia przeżywał do końca z miłości i z miłością”.

Nie sposób wątpić w bezgraniczne zaufanie Papieża z Polski Najświętszej Maryi Pannie, skoro jako swoje biskupie zawołanie przyjął prostą, a zarazem najbardziej wymowną formułę zawierzenia Matce Chrystusa: Totus Tuus – Cały Twój. Zawierzenie ono wynikało z „umiłowania Chrystusa”, na co sam zwrócił uwagę w wydanej w 1994 roku książce „Przekroczyć próg nadziei”, pisząc: „Dzięki św. Ludwikowi Grignon de Montfort zrozumiałem, że prawdziwe nabożeństwa do Matki Bożej jest właśnie chrystocentryczne, co więcej, jest najgłębiej zakorzenione w Trynitarnej tajemnicy Boga, związane z misterium Wcielenia i Odkupienia”. Kilka lat wcześniej André Frossard zauważył, że „jego nabożeństwo do Maryi nie ma w sobie nic ckliwego: przypomina nabożeństwo Maksymiliana Kolbe, i jest to siła, która pozwoliła mu przyjąć próbę zamachu jak łaskę”. Może nie było dziełem przypadku, że Jan Paweł II został wybrany na Papieża w 61. rocznicę założenia Rycerstwa Niepokalanej przez ojca Maksymiliana Kolbego, a nawet – jak mówią niektórzy – o tej samej godzinie, kiedy to w rzymskim Collegium Seraficum 16 października 1917 roku odbywało się pierwsze zebranie Milicji Niepokalanej?

Jeśli chodzi o przywiązanie do Kościoła i posłuszeństwo Kościołowi, zważywszy choćby na słowa zapisane tuż po wyborze Papieża Polaka przez ks. kard. Stefana Wyszyńskiego: „Poszedł więc tam, gdzie być może nie chciał pójść”, nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II zanurzony był bez reszty w Tajemnicy Kościoła, która – jak sam pisał – „ma wymiar niewidzialny” i „jest większa niż sama tylko struktura widzialna Kościoła i jego organizacja. Struktury i organizacje służą Tajemnicy. Kościół jako Ciało mistyczne Chrystusa przenika nas wszystkich i wszystkich ochrania”.

Owoce posługi

 

Gdy zdarzył się cud wyboru Papieża z Polski, jego rodacy przypomnieli sobie, że sto trzydzieści lat wcześniej Juliusz Słowacki napisał wiersz zaczynający się od słów: „Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza”. „Jego bohaterem był Papież Słowiański wybrany na tron biskupa Rzymu. Trudno powiedzieć, czy ktokolwiek ze współczesnych autorowi uznał, że jest to coś więcej niż tylko wytwór fantazji poety. Po pewnym czasie utwór został niemal zupełnie zapomniany” – pisze Waldemar Smaszcz. „Musiało minąć jeszcze dwadzieścia lat, by ta poruszająca wizja poetycka powróciła, a w zasadzie dopiero teraz naprawdę zaistniała w świadomości zbiorowej. (…) Wizja papiestwa nakreślona w tych strofach jest doprawdy porywająca. Papież Słowiański, posłany przez Boga w trudnym momencie dla Kościoła, został ukazany jako zdolny do czynów na miarę tego posłannictwa” – dodaje historyk literatury.

Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że słowiański Papież, wybrany na Stolicę Piotrową w stosunkowo młodym wieku, faktycznie dokonywał czynów niezwykłych. Dziesięć lat po jego wyborze, kreśląc „Portret Jana Pawła II”, André Frossard pisał: „Niezwykle czujny wobec woli Bożej, troszczący się wręcz skrupulatnie o sprawiedliwość, przeciwnik niezgody, ustępujący przed każdą prawdą, bez skargi znosi niesprawiedliwości, a cnota nadziei, którą praktykuje przez posłuszeństwo cnocie wiary, koryguje w nim negatywne wnioski, do jakich mogłaby go doprowadzić absolutna przenikliwość. Dla chorych i tych, którzy cierpią, ma nieskończony szacunek, słabość nadaje im wręcz w jego oczach ogromną potęgę duchową, i uważa, że oni pomagają mu dźwigać brzemię, jakie niesie na ramionach, a które zmiażdżyłoby każdego człowieka”.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 5. rocznicę śmierci Papieża z Polski, kreśląc profil jego posłannictwa, Benedykt XVI posłużył się porównaniem do zawartego w Księdze Izajasza opisu Sługi Bożego, „który jest wybrany przez Boga i w którym On ma zawsze upodobanie”. „Pan powołał Go do swojej służby, a powierzając Mu zadania związane z coraz większą odpowiedzialnością, wspierał Go również swoją łaską i swoją pomocą. Podczas swojego długiego pontyfikatu niestrudzenie i stanowczo głosił prawo, nie ulegając słabości i nie wahając się, zwłaszcza gdy spotykał się z oporami, wrogością i odrzuceniem. Wiedział, że Pan trzyma Go za rękę, i to pozwalało Mu pełnić bardzo owocną posługę, za którą jeszcze raz gorąco dziękujemy”.

Świadek dziecięcej wiary

 

Jan Paweł II był człowiekiem, dla którego rzeczywistość pozaziemska i ziemska stanowiły jedną całość. Każdy dzień przeżywał na rozmowie z Bogiem. Na kolanach powierzał Bogu każde wyzwanie, jakie stawiało przed nim życie. Modlitwa była dla niego – jak stwierdził ks. kard. Stefan Wyszyński – „żywiołem czerpanym na kolanach pełną dłonią z dziecięcej wiary”. To wyjątkowe spostrzeżenie Prymasa Tysiąclecia. „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” – mówił Pan Jezus do swoich uczniów. W tym miejscu znów oddajmy głos André Frossardowi, który w „Portrecie Jana Pawła II” pisał: „(…) Nie tak łatwo go rozszyfrować. (…) Najpierw ma się przed sobą papieża, jak wielkiego białego ptaka ze złożonymi skrzydłami; jeśli cisza dalej sprzyja wglądowi, za papieżem dostrzega się kapłana z jego nieodwołalnym znamieniem; za kapłanem – człowieka, a jego głęboka skromność zaprowadzi nas wprost do dziecka, którym był, z którym nigdy się nie rozstał i wydaje się wciąż jeszcze trzymać je sam za rękę; z tyłu za dzieckiem jest już tylko światło Boże, którego on nie widzi, a które nas oświeca…”.

Może nie było dziełem przypadku, że odchodzenie Jana Pawła II z tego świata dokonywało się w okresie wielkanocnym – w świetle Zmartwychwstania Chrystusa. Z życia do Życia przeszedł w pierwszą sobotę miesiąca – dzień maryjny i liturgiczne Święto Bożego Miłosierdzia. Zaraz po tym, jak ciało Papieża z Polski przeniesione zostało do bazyliki watykańskiej, rozpoczęła się do niej gigantyczna pielgrzymka narodów – ludzi ze wszystkich stron świata. „Wyglądało to jak uścisk tkliwości i wdzięczności wobec człowieka, który chodził niestrudzenie drogami świata jako pielgrzym Ewangelii” – zauważył ks. kard. Angelo Comastri. Wkrótce okazało się, że ta pielgrzymka wcale nie zakończyła się wraz z tym, jak trumnę złożono w grobie w Grotach Watykańskich. Ksiądz kardynał Comastri zanotował: „Gdy wśród powszechnej zadumy postępowała naprzód milcząca i pobożna pielgrzymka przed skromnym i rozświetlonym grobowcem Jana Pawła II, codziennie składano na nim, jak płatki kwiatów, liczne karteczki. Na nich to osoby ze wszystkich stron świata otwierały serce i powierzały Papieżowi swoje troski i nadzieje”. Ta historia się nie skończyła. Ludzie wciąż proszą Go o wstawiennictwo. Dlaczego? Bo są pewni, że „nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie Domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi”. Przecież nie cały umarł. To, co w nim niezniszczalne, trwa.

Sebastian Karczewski