Każda ikona jest pro-life
Niedziela, 20 kwietnia 2014 (07:23)Z Ewą Kowalewską, dyrektorem Human Life International – Polska, rozmawia Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz
Akcja „Od Oceanu do Oceanu”, którą podjął ruch pro-life z myślą o tym, aby Ikona Matki Bożej Częstochowskiej niosła pokrzepienie ludziom na całym świecie w walce o życie, zatacza coraz szerszy krąg.Fascynująca jest geneza peregrynującej kopii Ikony Częstochowskiej, która właśnie wędruje od oceanu do oceanu...
- To był proces trwający ok. 12 lat, z tego 6 lat cierpliwej, spokojnej pracy, takiego dłubania szczegółów. Ten czas był zupełnie niezależny ode mnie. W ramach moich podróży i szkoleń liderów obrony życia po różnych krajach na Wschodzie bardzo fascynowała mnie ikonografia. Zresztą pierwszą ikonę Chrystusa napisałam jeszcze w czasach studenckich. W roku 2000 kolejny raz spotkałam się z Ekateriną Ilińską, która prowadziła jedną ze znanych szkół ikonopisarstwa w Moskwie. To była bardzo skromna osoba, wspaniały człowiek i wielki artysta. Niestety, zmarła na raka dwa miesiące temu.
Poprosiłam ją wtedy, aby specjalnie dla mnie napisała „ikonę pro-life”. Uśmiechnęła się i powiedziała: „Przecież każda ikona jest pro-life, bo Ewangelia jest pro-life″. Zaskoczyła mnie, bo wcześniej sobie tego nie uświadamiałam, chociaż to takie oczywiste. Ekaterina pokazała mi ikonę św. Matrony, opowiadając, że urodziła się bez gałek ocznych i z rozszczepem kręgosłupa, a potrafiła ratować ludzi i wiarę w najtrudniejszych stalinowskich czasach. Tak mnie zafascynowała, że postanowiłam pójść na grób Matrony. Nie było to łatwe, gdyż tłum oczekujących jest nieustannie tak wielki, że czekać trzeba na stojąco dwie doby. Poszłam tam razem z Galiną, wielkim misjonarzem pro-life w Rosji.
Zaprzyjaźniony kapłan prawosławny wprowadził nas bokiem. Obie modliłyśmy się wtedy, aby Rosja wróciła do Boga, co przecież przepowiedziała Matka Boża w Fatimie. Prosto stamtąd poszłyśmy do hurtowni książek, gdzie Galina znalazła ostatni egzemplarz broszurki o Matce Bożej Częstochowskiej. Im dłużej czytałam to malutkie dziełko, tym bardziej byłam zdziwiona. Znalazłam tam między innymi wypowiedź prawosławnego zakonnika i eremity św. Serafina Sarowskiego.
Jan Paweł II nazwał go największym mistykiem i zakonnikiem XIX wieku...
- I to właśnie św. Serafin przepowiedział, że jeśli Rosja nie wróci do Boga, popłynie wielka rzeka krwi. I tak się stało. Powiedział także, że później Pan Bóg da czas na odnowę wiary. Ale, aby to wszystko mogło się wypełnić, trzeba się modlić poprzez Ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Św. Serafin zmarł w 1833 roku, 84 lata przed objawieniami w Fatimie. Muszę przyznać, że mnie to niesłychanie poruszyło.
Przecież Ikona Częstochowska jest tak bardzo nasza, polska. Jest jednak także znana na całym świecie. W niej spotyka się Wschód z Zachodem i Północ z Południem. Ona należy do całego świata, a my, Polacy, mamy obowiązek zanieść ją do innych.
Po powrocie do domu przyszła mi myśl, aby ofiarować kopię Ikony Częstochowskiej rosyjskiemu, prawosławnemu ruchowi obrony życia, który wówczas zaczynał rozwijać skrzydła. Jednak sam pomysł, aby w Polsce napisać ikonę dla prawosławnych w Rosji, wydawał się zupełnie szalony. Przecież oni lepiej się na tym znają. Ta ikona musiała być dla nich w pełni kanoniczna i wykonana zgodnie ze starą bizantyńską tradycją.
Dlaczego nie jest łatwo namówić Panią, aby opowiedziała o swojej pracy nad kopią Częstochowskiej Ikony?
- Nie jest żadną tajemnicą, że podróżująca przez świat „Od Oceanu do Oceanu” ikona wyszła z mojej pracowni, z moich rąk. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie ze starą chrześcijańską tradycją ikona nie ma ludzkiego autora.
Ikonopisarz nie ma prawa się na niej podpisać. Jej prawdziwym autorem jest sam Bóg. Ikonopisarz tylko oddaje Mu swoje uzdolnienia, umiejętności i pracę. Nie wolno mu tworzyć obrazu według własnej wizji świata, ale musi się pokornie podporządkować tradycji Kościoła, aby nie zafałszować przekazu Ewangelii.
Ikona to zespół znaków graficznych i barw, z których każdy ma swoje znaczenie. To po prostu język graficzny, który na Wschodzie jest znany. Zachód musi się go na nowo uczyć, ale robi to z wielką fascynacją. Współczesny człowiek jest przecież w pewnym sensie uzależniony od przekazu graficznego.
Ciekawe jest też pojęcie oryginału…
- Oczywiście istnieje pierwowzór,jak Ikona na Jasnej Górze. Prawdziwym oryginałem jest jednak sam Bóg, Maryja czy święci. Ikona jest przecież oknem do nieba. Jeżeli kopia jest wykonana zgodnie z tradycją i wiarą Kościoła, po przyłożeniu i poświęceniu, w oczach wiary staje się oryginałem, drogą prowadzącą do transcendencji.
Można to porównać do sytuacji, gdy na stole położymy egzemplarz Pisma Świętego. Na pytanie, czy jest to oryginał, czy kopia, nie będziemy mieli wątpliwości, że oryginał, chociaż jest to któryś tam egzemplarz z wielomilionowego nakładu i kolejnego wydania. Po prostu najważniejsza jest treść, a nie papier.
Pisząc Ikonę Częstochowską dla prawosławnej Rosji, należało trzymać się kanonu...
- Jestem samoukiem, nie miałam czasu i możliwości, aby ukończyć którąś ze szkół ikonopisarstwa. Zdobyłam bogatą literaturę na ten temat, a jak czegoś nie rozumiałam czy nie potrafiłam, pomagała mi zawsze życzliwa i otwarta Ekaterina Ilińska.Byłam przekonana, że aby podjąć się napisania w Polsce takiej Ikony dla Rosji, trzeba mieć dużo tupetu. Tam nadal jest żywa tradycja ikonograficzna. Oni modlą się przez ikony.
Absolutnie nie czułam się wystarczająco kompetentna do podjęcia się tego i stanowczo odsuwałam od siebie taką myśl. Ale nie udało się znaleźć nikogo, kto by się podjął tego zadania.Męczyło mnie to dosyć długo, aż w końcu powiedziałam Panu Bogu: „No dobrze, spróbuję. Jak nie wyjdzie, to trudno″. I tak bez przekonania zaczęłam pisać tę ikonę.
Nikomu niczego nie obiecywałam, bo nie wiedziałam, co z tego wyjdzie. Nie spieszyłam się, bo nie było takiej potrzeby. Zresztą pisanie ikonyzawsze wymaga czasu i cierpliwości. I dlatego tę ikonę pisałam około sześciu lat. Wiem, że można to zrobić w pół roku, ale wiedziałam też, że jeśli to ja mam ją napisać i jeżeli ma się ona do czegoś nadawać, muszę „dłubać” metodami tradycyjnymi bez pośpiechu, wykorzystując tylko naturalne barwniki i dukatowe złoto.
Cała moja rodzina pomagała ucierać malachit i azuryt. Złoto w niektórych miejscach kładłam aż trzykrotnie, bo ciągle coś sięnie udawało. Nie wszyscy sobie uświadamiają, jak wielka powierzchnia na Ikonie Częstochowskiej jest pokryta listkami prawdziwego złota. Te przepiękne koronki i lilijki na sukni Matki Bożej są wykonane metodą assistu.
Gotową suknię pudruje się kredą, a następnie wykonuje rysunek zagęszczonym sokiem czosnkowym, który jest rodzajem lekkiego kleju. Po wyschnięciu trzeba kilkakrotnie chuchnąć w określone miejsce, aby je lekko nawilżyć i nałożyć płatek złota. Po wyschnięciu delikatnym pędzelkiem wymiata się złoto, które się nie przykleiło. Powstały rysunek świeci, gdyż jest na nim czyste złoto, którego niczym nie da się zastąpić. Jest symbolem jasności i wieczności, niezniszczalności. Zawsze, gdy to robię, mam takie skojarzenie, że to jakby dech życia, który trzeba ofiarować ikonie, aby powołać ją do życia. Wymiar duchowy tej pracy jest już osobistą tajemnicą ikonopisarza.
Skąd wziął się pomysł przewiezienia tej Ikony najpierw przez Rosję, a potem przez cały świat?
- Na początku absolutnie nie było takiego zamiaru. To tylko miał być dar dla rosyjskich obrońców życia. To oni mieli zdecydować, co dalej. Kiedy ikona była prawie gotowa, odwiedził nas o. Maxim Obukhov, ojciec prawosławnego ruchu obrony życia. Bardzo się lubimy i od lat się wspieramy. Stanął nad ikoną, patrzył i długo, długo nic nie mówił. A potem stwierdził: „Można by ją przewieźć przez Rosję. To jest bardzo potrzebne″. A ja bałam się uwierzyć, że to jest w ogóle możliwe. Nawet marzyć. Tak na logikę to było zupełnie nierealne. Potem spotkaliśmy się w Kazachstanie na wielkim kongresie pro-life organizowanym przez Human Life International. To także nie przypadek, bo Kazachstan to kraj ofiarowany Maryi. Kraj wielkiego cierpienia i wielkiej łaski.
O. Maxim wyznaczył Igora Beloborodova do zorganizowania tej pielgrzymki...
- To młody, bardzo zdolny człowiek, demograf, bardzo zaangażowany w obronę życia. Znakomity organizator. Był pełen zapału. Od razu powstało kilka podstawowych pytań: skąd, dokąd i kiedy. Igor od razu stwierdził, że w Rosji zacznie od dalekiego Władywostoku, na drugim krańcu Azji, nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Ale potrzebny był cel. Wtedy Igor stwierdził: „Ja ją przewiozę przez Daleki Wschód, Syberię i resztę Rosji, to ty przewieź ją przez Zachód″. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiadomo, co dzisiaj jest trudniejsze. Wszędzie jednak są żywe ruchy obrony życia, z którymi mamy kontakt. Dla mnie, katoliczki, od razu było jasne, że musimy dojechać aż do Fatimy i nad brzeg Oceanu Atlantyckiego. W ten sposób powstało hasło „Od Oceanu do Oceanu”.
Chciałam jednak zyskać jeszcze trochę czasu, bo trzeba było wiele pozałatwiać – uzyskać zgodę ojca generała paulinów, przyłożyć i poświęcić ikonę na Jasnej Górze. To była jesień 2011 roku. Zaproponowałam, aby się nie spieszyć i rozpocząć peregrynację w 2013 roku. Ale Igor powiedział: „Teraz możemy to zrobić, a nie wiadomo, co będzie później″. Miał rację, dzisiaj pewnie byśmy przez Rosję nie przejechali… Nikt z nas też nie wiedział, że będzie ogłoszony Rok Wiary.
Jak peregrynująca Ikona Częstochowska była przyjmowana w prawosławnej Rosji?
- Organizatorem tej pielgrzymki są świeccy obrońcy życia z różnych krajów. Każdy z nas poszedł do swoich biskupów, aby uzyskać błogosławieństwo. W Rosji największy ruch pro-life jest prawosławny. Dlatego właśnie Ikona odwiedza cerkwie prawosławne.
Prawosławie zna i czci Ikonę Częstochowską. Ma ona także swój tytuł. Nazywa się Niepokonane Zwycięstwo. Na jej cześć śpiewany jest piękny, stary hymn Zwycięska Królowo. Ustawiano ją w samym centrum cerkwi, na specjalnie przygotowanych podestach, aby umożliwić ludziom tzw. przyłożenie się. Wzruszająca jest także tradycja, że kapłani niosą ikonę nad klęczącymi w szeregu ludźmi.
Oryginał jasnogórski jest bardzo stary, wielokrotnie uszkadzany i rekonstruowany. Te przemalowania spowodowały, że zniknęły niektóre elementy, które są bardzo ważne w języku ikonograficznym.
- Pisząc tę ikonę, starałam się odwoływać do naszej wiedzy, jak najprawdopodobniej wyglądała ona od początku. Zrobiliśmy podwójny kowczeg. Jest to centralna, najświętsza, wgłębiona część ikony. Kowczeg to znaczy Arka Przymierza. Dzięki temu Maryja z Dzieciątkiem znajduje się na najgłębiej wciętej płaszczyźnie. Nimby lekko odstają, ale ponad polem (ramką) jest jeszcze jeden rant, który powoduje, że po położeniu ikony licem na stole złoto nimbów nie dotyka podłoża i się nie ściera.
Prawosławni znają język ikonograficzny, więc reagują podobnie jak my, gdy dostaniemy do rąk Pismo Święte, z którego usunięto niektóre fragmenty czy nawet całe księgi. Przekaz Ewangelii musi być kompletny. Uzupełnienie tych braków nie jest ingerencją w ikonę, tylko powrotem do pełnego przekazu. Na Ikonie Częstochowskiej takim brakującym elementem jest gwiazda na prawym ramieniu Maryi. Gwiazdy muszą być trzy i oznaczają: dziewica przed, w czasie i po narodzeniu Chrystusa. Gwiazda na czole się zachowała, a trzecią gwiazdą jest Dzieciątko Jezus. Brakuje pierwszej gwiazdy, wobec czego została na nią zamieniona jedna z lilijek.
Podobnie patrząc na wizerunek Jezusa Chrystusa, powinniśmy otrzymywać pełną informację, że jest On Bogiem i Zbawicielem. Patrząc na litery wpisane w nimb „Ten, który jest”, otrzymujemy informację o Bóstwie Chrystusa. Wpisany w nimb krzyż informuje nas, że jest On Zbawicielem świata. To typowy dla ikonografii jednoznaczny, prosty i łatwy do zrozumienia przekaz podstawowych informacji. Te drobne korekty zostały naniesione niezwykle delikatnie, aby nie zakłócić obrazu Ikony Częstochowskiej, którą przecież znakomicie znamy. Na przykład krzyż w nimbie Chrystusa jest napisany białym złotem na złocie żółtym, więc jest widoczny, ale nie zmienia wyrazu ikony.
Peregrynacja Ikony Jasnogórskiej przez świat jest wydarzeniem bez precedensu...
- Gdybym to sama wymyśliła, nic by z tego nie wyszło. To byłoby absolutnie niemożliwe, niewykonalne.Widocznie Pan Bóg tak chciał, a Maryja uprosiła. Ja tylko zrobiłam to, co do mnie należało. Inni się przyłączyli. Miliony ludzi! Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałam sobie, że Matka Boża w Ikonie Częstochowskiej wybierze się dookoła świata, niesiona jak Arka Przymierza linią frontu pomiędzy chrześcijańską cywilizacją życia i miłości a niezwykle agresywną cywilizacją śmierci. W pierwszym etapie trasa wyniosła 65 tys. km. Dzisiaj jest to już 100 tys. km. Przypominam, że równik ma zaledwie 40 tys. A to jeszcze nie koniec! Pielgrzymka trwa.
Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz