• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Krzyż Jana Pawła II

Piątek, 18 kwietnia 2014 (17:48)

Gdy w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 1 maja 2011 r., wchodziłem wraz z grupą pielgrzymkową polskiej Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego na plac św. Piotra w Rzymie, by uczestniczyć we wspaniałej uroczystości beatyfikacji Jana Pawła II, przed oczyma stanęło mi moje pierwsze spotkanie z tym wielkim człowiekiem na tym placu podczas jednej z audiencji generalnych latem 1982 roku. Powróciło wspomnienie radosnej atmosfery tamtej audiencji sprzed prawie 30 lat, wspomnienie ludzi, których podczas tej audiencji poznałem, oraz głębokiego spokoju i optymizmu, który wtedy emanował z Papieża, choć był to trudny czas zmasowanych ataków na Stolicę Świętą, oskarżaną o niejasne powiązania finansowe z Bankiem Ambrosiano.

Potem, jak w filmie dokumentalnym, przesuwały się przed mymi oczyma inne moje spotkania z tym świętym. Po raz pierwszy ujrzałem go w mej rodzinnej Świętej Lipce na pograniczu Warmii i Mazur w 1968 r. jako tryskającego żywotnością młodego, 48-letniego kardynała. Współkoronował wówczas wraz ze Sługą Bożym ks. kard. Stefanem Wyszyńskim cudowny obraz Matki Bożej Świętolipskiej. Podobne wrażenie wywarł na mnie, gdy spotkałem go w Częstochowie podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski w 1979 roku.

Gdy jednak w początkach mych studiów teologicznych w Rzymie ujrzałem go ponownie w 1982 r. i spotykałem się z nim w latach następnych, zarówno na placu św. Piotra, jak i w watykańskiej Bazylice św. Piotra czy w rzymskim kościele Il Gesù, na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, w Koloseum oraz innych miejscach, coraz bardziej widziałem, z jakimi konsekwencjami dla jego organizmu związany był zamach na jego życie. To wydarzenie odczytane przez Jana Pawła II w perspektywie wiary zostało przez niego potraktowane jako szczególna łaska, której Bóg mu udzielił w jego posługiwaniu Piotrowym. Powiedział wtedy: „Bóg pozwolił mi doświadczyć (...) cierpienia, niebezpieczeństwa utraty życia. Pozwolił mi równocześnie wyraźnie i dogłębnie doświadczyć, że jest to szczególna łaska udzielona mi jako człowiekowi, ale że jest to równocześnie łaska także w odniesieniu do mojego posługiwania jako biskupa Rzymu i następcy Świętego Piotra, że jest to łaska dla Kościoła”.

Kolejne operacje chirurgiczne oraz inne problemy zdrowotne jeszcze bardziej jednoczyły go z cierpiącym Chrystusem. W jego krzyż wpisywały się także zróżnicowane problemy świata i Kościoła. Gdy ujrzałem go po raz ostatni w łagiewnickim sanktuarium Miłosierdzia Bożego podczas ostatniej pielgrzymki do Polski w 2002 r., był już ikoną cierpienia, ikoną Wielkiego Pasterza uginającego się pod ciężarem krzyża. Ksiądz Sławomir Oder (którego z oddali mogłem ujrzeć podczas Liturgii beatyfikacyjnej), postulator procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, powiedział: „Wymiar cierpienia tak bardzo wpisał się w życie Jana Pawła II, że dla wielu ludzi stał się on jego zasadniczym wymiarem”.  Z tego m.in. powodu jego proces beatyfikacyjny rozpoczęto dokładnie w rocznicę zamachu na jego życie.

„Prawdziwy czciciel męki Pańskiej tak będzie patrzył oczyma serca na ukrzyżowanego Jezusa, aby w Jego ciele rozpoznać własne ciało”. Te słowa „Kazania o męce Pańskiej św. Leona Wielkiego”, Papieża, mogą stanowić komentarz do spojrzenia na postać zjednoczonego z krzyżem Jana Pawła II. Ikoną tego zjednoczenia stał się wizerunek Jana Pawła złączonego z Jezusem na krzyżu, wizerunek ukazujący Papieża na 8 dni przed jego śmiercią, przeżywającego za pośrednictwem telewizji nabożeństwo Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum w Wielki Piątek 2005 roku. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że ten właśnie obraz Jana Pawła II złączonego z krzyżem w watykańskiej kaplicy jest nie tylko ikoną ostatnich dni Papieża na tym świecie, ale także jego pontyfikatu i całego jego życia. Przez długie lata swego życia Karol Wojtyła – Jan Paweł II jednoczył się coraz bardziej z krzyżem.

Jeszcze raz zacytuję słowa postulatora procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, ks. Sławomira Odera: „Papież nigdy nie lękał się pokazać swojej słabości fizycznej. Był osobą niezwykle odważną, a przy tym medialną! Chyba najbardziej fotografowaną osobistością współczesnego świata. Pozostaną w naszej pamięci słowa Papieża, który zwracając się do wiernych w czasie modlitwy Anioł Pański, powiedział wprost: »Papież jest chory i musi pójść do szpitala«.

Nie brakowało (...) zwłaszcza w ostatnich latach pontyfikatu mniej lub bardziej kamuflowanych oskarżeń o ostentację cierpienia i zachęty do ograniczenia wystąpień publicznych (...).

Jan Paweł II przeżywał postępującą chorobę i towarzyszące jej cierpienie jako »dar konieczny« i »Boże doświadczenie« oraz »sposobność służenia sprawie Królestwa Bożego«. W czasie przemówienia na Anioł Pański 29 maja 1994 r. powiedział: »Podczas mojego pobytu w szpitalu, medytując, zrozumiałem, że moim zadaniem jest wprowadzenie Kościoła w Trzecie Tysiąclecie z pomocą modlitwy, różnych inicjatyw duszpasterskich, ale także moim cierpieniem«.

Rzeczywiście niezwykle przejmującym doświadczeniem było spotkanie z papieżem, który przygięty ciężarem cierpienia, poruszający się z trudnością, przemawiający drżącym i zanikającym głosem, otwierał Drzwi Święte bazyliki Świętego Piotra, patrząc z nadzieją w przyszłość i wskazując na Chrystusa jako jedyne źródło nadziei dla ludzkości”.

Ojcze Święty, czy łatwo było Ci uczestniczyć w wielkopiątkowej Drodze Krzyżowej otwierającej oktawę Twego bezpośredniego przygotowania do przejścia przez wrota śmierci? Czy łatwo dlatego, że Ty doświadczyłeś na sobie samym, w ciągu Twego trwającego 85 lat życia, każdej stacji tejże Drogi? Na rozpoczęcie Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum usłyszałeś słowa modlitwy zredagowanej przez księdza kardynała Josepha Ratzingera, Twego następcy na Stolicy św. Piotra: „Panie Jezu Chryste, dla nas przyjąłeś los ziarna pszenicy, które pada w ziemię i obumiera, by wydać plon obfity (J 12, 24). (...) Ty (...) nas poprzedzasz i ukazujesz, że możemy ocalić nasze życie, jedynie ofiarując je. Poprzez nasze towarzyszenie Ci na Drodze Krzyżowej chcesz prowadzić nas drogą ziarna pszenicy, drogą sięgającej aż po wieczność płodności”.

Natomiast przy stacji jedenastej (Jezus przybity do krzyża) usłyszałeś słowa modlitwy: „Panie Jezu Chryste, pozwoliłeś się przybić do krzyża, przyjmując straszliwe okrucieństwo tego bólu, zniszczenie Twego ciała i Twej godności. Pozwoliłeś się przybić. Cierpiałeś, nie szukając ucieczek ani kompromisów. Pomóż nam nie uciekać od tego, do czego jesteśmy wezwani. Pomóż nam przywiązać się ściśle do Ciebie. Pozwól nam zdemaskować tę fałszywą wolność, która chce nas oddalić od Ciebie. Pomóż nam przyjąć Twą związaną wolność i szukać w ścisłej więzi z Tobą prawdziwej wolności”.

W rozważaniu do ostatniej, czternastej stacji (Jezus złożony do grobu) usłyszałeś słowa: „W zgniliźnie ideologii nasza wiara powinna być nową wonią, prowadzącą na ścieżki życia. W chwili złożenia do grobu zaczyna wypełniać się słowo Jezusa: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity (J 12, 24). Jezus jest pszenicznym ziarnem, które obumiera. Z obumarłego ziarna pszenicy bierze początek wielkie rozmnożenie chleba, które trwa aż do skończenia świata: On jest chlebem życia, zdolnym w przeobfity sposób zaspokoić głód całej ludzkości i dać jej życiowy pokarm, przedwieczne Słowo Boga, które dla nas stało się ciałem i chlebem poprzez krzyż i zmartwychwstanie”.

Ojcze Święty, dokładnie w 8 dni po wysłuchaniu tych słów Ty sam w dosłownym znaczeniu stałeś się obumierającym pszenicznym ziarnem, które jednak natychmiast zaczęło wydawać plon obfity. Wystarczy wspomnieć o tysiącach cudów i łask otrzymywanych za Twą przyczyną i o stałym promieniowaniu na wielu ludzi kształtu Twego życia i nauczania. Wystarczy wspomnieć milionowe rzesze, które garnęły i nadal garną się do Ciebie. To wszystko sprawia, że także cierpienie i krzyż, których nie pojmiemy nigdy, dopóki nasze umysły i serca zniewolone będą logiką tego świata, posiada i nadal będzie posiadać ogromną wartość.

 

ks. Aleksander Jacyniak SJ