Sierp i młot na olimpiadzie
Piątek, 17 sierpnia 2012 (06:19)Ostatni dzień igrzysk olimpijskich w Londynie. Finał siatkówki mężczyzn Rosja - Brazylia. Hala pełna kibiców, także tych z Polski, którzy mieli nadzieję, że w finale zagrają Polacy. Dla nas wielki smutek. Na widowni wielu kibiców brazylijskich przekonanych, że ich drużyna i tym razem zdobędzie olimpijskie złoto. Mniej liczni kibice rosyjscy siedzą blisko Polaków. Kamera pokazuje ich przez dłuższą chwilę, a ja nie wierzę własnym oczom. W drugim rzędzie jacyś ludzie rozciągają dumnie dużą czerwoną flagę z sierpem i młotem - godłem najbardziej opresyjnego wobec własnych obywateli państwa w historii świata.
To się dzieje niemal dokładnie w 75. rocznicę Wielkiego Terroru w Związku Sowieckim (1937-1938) i "operacji polskiej", podczas której NKWD wymordowało w ciągu roku ponad 100 tysięcy obywateli sowieckich narodowości polskiej, nad którymi szczególnie się pastwiono, co podkreślają niezależni w tej kwestii historycy amerykańscy. Zbrodni dokonywano pod tą właśnie flagą...
Igrzyska olimpijskie to święto radości i pokoju. Słusznie ze wstrętem wspomina się do dziś igrzyska berlińskie 1936 roku, które Hitler potraktował propagandowo i wszechobecną na tych igrzyskach swastykę (mimo że jeszcze wtedy świat nie wiedział, co naprawdę kryje się za tym symbolem).
A tu Londyn, 2012 rok. 42 lata po Nagrodzie Nobla dla Aleksandra Sołżenicyna za "Archipelag Gułag". 15 lat po wydaniu "Czarnej księgi komunizmu", w której prof. Stéphane Courtois ustalił liczbę ofiar komunizmu sowieckiego (nie licząc ofiar innych odmian zbrodniczego systemu, np. w Chinach czy w Kambodży) na 20 mln ludzi.
I co? Wielokrotnie podczas londyńskich igrzysk pokazywano nam drastyczne środki ostrożności. Sprawdzanie każdego, kto wchodził na widownię olimpijskiej areny. Sprawdzanie wnoszonych flag, symboli, by uniknąć propagandy rasizmu i nienawiści. A ten sierp i młot nikomu w Londynie nie wadził? Z niczym złym się nie kojarzył? Większym złem jest nazwanie kogoś "czarnuchem" niż propagowanie zbrodniczego systemu, nieszczęścia Rosji i całej ludzkości w XX wieku?!
Rozumiem, że flagę z sierpem i młotem trzeba było znosić na igrzyskach w czasach sowieckich, bo wtedy chodziło o to, by nie izolować od świata obywateli sowieckich, by "cywilizować" zbrodniczy system. Ale teraz? Dlaczego się na to pozwala? Gdzie tu logika? Gdzie dobra wola? O co tu chodzi? Czy o to, że Sowieci nie byli "rasistami", bo mordowali wszelkich przeciwników "władzy ludu" - bez względu na narodowość i kolor skóry?
Podczas niedawnych mistrzostw Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie rozpętano na Wyspach histeryczną kampanię na temat polskiego "rasizmu". Trener angielskich piłkarzy zawiózł swoich zawodników do byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz i powiedział, że są tu dlatego, że kraje organizujące Euro "mają kłopoty z rasizmem"! Polacy "mają kłopot" z rasizmem, a Auschwitz to rasizm. Ergo, Polacy to Auschwitz! Nikt nie protestował.
FIFA nakazała swoim stewardom na stadionach, by eliminowali wrogie znaki symboliczne wnoszone przez kibiców, wśród nich polski mieczyk Chrobrego, czyli znak miecza owinięty w biało-czerwoną flagę! To podobno "rasizm" i "antysemityzm".
Mój kolega, który oglądał transmisję i również widział sowiecką flagę w siatkarskiej hali, powiedział, żebym się nie denerwował: To paradoksy historii... Paradoksy? Nie lubię takich wyjaśnień, są zbyt ogólnikowe, wolę bardziej racjonalne. A racjonalne jest to, że w latach 1943 (konferencja moskiewska i konferencja w Teheranie) - 1945 (konferencje w Jałcie i Poczdamie) Brytyjczycy i Amerykanie dokonali ze zbrodniczym Związkiem Sowieckim podziału świata na lepszy (wolny) i gorszy (podporządkowany totalitarnym Sowietom), więc ta ich flaga kontrahenta nie razi. Nie rażą ich miliony ofiar, bo to nie ich ofiary. I to jest cały "paradoks". Tylko po co te frazesy o szlachetnej idei olimpijskiej?
Może ktoś uzna, że wyolbrzymiam problem, że to mało ważne. Jestem innego zdania. Młody Rosjanin, który jedzie do cywilizowanego świata o ugruntowanej tradycji demokratycznej, powinien się tam dowiedzieć, że czerwona szmata z nienawistnymi znakami nie jest w tym świecie mile widziana. Ba, że jest zakazana jako symbol zbrodni. Kiedy bowiem ludzie widzą, że jedne zbrodnie się skwapliwie potępia, a inne przyjmuje z obojętnością, to dochodzą do wniosku, że nie ma prawdy, jest tylko polityka. Jest tylko znane prawo Hitlera, że zwycięzca zawsze ma rację.
W czasach PRL największym marzeniem ludzi mojego pokolenia (urodzonych w latach 50.) było doprowadzenie do takiej sytuacji, aby Sowieci choć na kilka miesięcy zajęli Londyn i Paryż i nauczyli tych wszystkich pseudointelektualistów spod znaku partii komunistycznych (zawsze były one "trendy" na Zachodzie!), jak się buduje "nową rzeczywistość", eliminując "reakcję". Niestety, nie doczekaliśmy się. Dziś komuniści zasiadają nawet w Parlamencie Europejskim, a przegłosowanie tam jakiejkolwiek deklaracji potępiającej zbrodniarzy spod znaku sierpa i młota graniczy z cudem.
Nie należy jednak ustawać w takich usiłowaniach. Narody ciężko doświadczone przez komunizm sowiecki, takie jak Polacy, nie mogą kwitować problemu uwagą, że to "paradoks historii". Bo jeśli to prawda, to możemy się wkrótce spodziewać nowych "paradoksów". Alians Hitlera ze Stalinem, który był fundamentem II wojny światowej, też uważano kiedyś za "paradoks", bo przecież obydwa systemy podobno się nienawidziły. Do czasu. Potem zaplanowały wspólne zbrodnie, największe na terenie Polski. To więc nasz interes, by uczyć Brytyjczyków właściwej oceny i właściwej miary rzeczy.
Jednak żebyśmy mieli do tego moralne prawo, najpierw musimy zrobić porządek na własnym podwórku. 1 maja tego roku Miller i towarzysze maszerowali przez centrum Warszawy, niosąc nienawistne Polakom zbrodnicze symbole sowieckie oraz wizerunki ideologicznych twórców XX-wiecznego ludobójstwa: Marksa, Engelsa, Lenina i Trockiego. Nikt ich nie zatrzymał. Bo to nie "antysemici"... A podobno żyjemy w wolnej Polsce.
Piotr Szubarczyk, Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku