• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Bankructwa biur podróży

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 (06:40)

Od początku wakacji opinia publiczna jest bombardowana informacjami o bankructwach kolejnych biur podróży. W tym sezonie urlopowym niewypłacalność ogłosiło już 9 firm, co - zdaniem większości dziennikarzy - jest wystarczającym powodem do siania paniki wśród potencjalnych klientów oraz wzywania państwa do "rozwiązania problemu".

Sprawie warto przyjrzeć się na poważnie, bo histeria, jaka towarzyszy bankructwom, nie jest chyba wynikiem sezonu ogórkowego w mediach, ale wydaje się mieć dużo głębsze podłoże.


Twarde fakty

Analizując branżę turystyczną, zacznijmy od faktów, które są niepodważalne. Niepodważalne jest to, że w Polsce od wielu lat działa około 3 tysięcy firm świadczących usługi turystyczne. W 2009 roku zarejestrowanych było ich 2956, w 2010 roku - 3074; w ubiegłym roku 3200.

Zakładając, że w 2012 r. aktywnie działa 3000 firm, bankructwo dziewięciu z nich oznacza, że mimo kryzysu wciąż istnieje na rynku 99,7 procent. firm z tej gałęzi gospodarki, a zbankrutowało 0,3 procent. Takiego wyniku inne branże mogą tylko turystyce pozazdrościć. Jaki odsetek firm budowlanych zbankrutował w tym roku?

Idźmy dalej, pisząc nadal o faktach i rzeczach oczywistych. W relacjach o bankrutujących biurach powtarza się, że przedstawiciele tych firm to oszuści, bo przecież musieli wiedzieć dużo wcześniej, że zbankrutują, i celowo wyciągali pieniądze od ludzi, żeby ich oszukać, okraść i uciec z wypchanymi portfelami do ciepłych krajów.

Taki przekaz jest jednak fałszywy. Co bowiem robi firma, gdy pojawiają się kłopoty? Stara się z nich wybrnąć, więc w tym wypadku chce sprzedać jak najwięcej wycieczek, żeby się odbić od dna.

Kolejna kwestia poruszana przy okazji informowania o bankrutujących firmach to problem braku kontroli ze strony państwa. Słyszymy: Jak to możliwe, że biuro upada, turyści mają kłopoty z powrotem do kraju i nikt temu nie zapobiegł? Propozycje "dobrze radzących" są proste: Ministerstwo Sportu i Turystyki powinno zaostrzyć kontrole w biurach (może zarząd komisaryczny, a może po prostu wrócić do wakacji zapewnianych przez państwo?), wreszcie - co jest normą - wprowadzić nową ustawę.

Tak się jednak składa, że mało która branża podlega takiej kontroli ze strony państwa jak branża turystyczna. 40 (słownie: czterdzieści) różnych instytucji jest uprawnionych do kontroli. Ponadto w 2010 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o usługach turystycznych, która zgodnie z zapotrzebowaniem społecznym zwiększyła prawa konsumenckie kosztem biur podróży.

Wreszcie, dwie opinie z ostatnich dni, które być może wyjaśnią wiele spraw. Otóż Joanna Mucha, minister sportu i turystyki, zapowiedziała, że "chce wprowadzić bardziej szczegółowe zapisy dotyczące funduszu gwarancyjnego". Ma być ustalona dodatkowa opłata, "niezauważalna" dla klienta, która wahać się będzie od 10 zł do 10 euro.

Co prawda, Mucha mówi, że będzie ona nieobowiązkowa, ale po bankructwie kolejnych 0,01 proc. biur z pewnością pospiesznie wprowadzi się jednak obowiązek. Z kolei z ust premiera usłyszeliśmy 27 lipca: "Powiem brutalnie: ja się dużo bardziej przejmuję losem turystów niż biur turystycznych. Biura turystyczne same w sobie to nie jest branża, od losu której zależy polska gospodarka czy losy polskiego podatnika".


Solidna branża

Wróćmy do bezspornych faktów: branża turystyczna wytwarza ok. 7-8 proc. PKB, daje pracę kilkudziesięciu tysiącom ludzi, dochody państwa z opodatkowania tej gałęzi wynoszą 28 miliardów złotych, co przy budżecie w wysokości ok. 300 miliardów daje ok. 10 proc. wpływów budżetowych.

Wypoczynek wpływa również pozytywnie na gospodarkę, gdyż wypoczęty pracownik jest wydajniejszy. Prognozy mówią zaś, że w 2020 roku turystyka będzie wytwarzać ok. 12 proc. PKB, czyli więcej niż branża motoryzacyjna, którą państwo wspiera miliardowymi dotacjami bądź ulgami. O ile więc los polskiego podatnika nie zależy jeszcze od branży turystycznej, o tyle los polskiego budżetu, który układa premier Tusk, już tak.

Podsumowując: branża turystyczna, jak każda branża, jest zróżnicowana. Są uczciwi i solidni przedsiębiorcy, których jest zdecydowana większość, ale są i złodzieje oraz oszuści, ale gdzie ich nie ma? Są też firmy, znów jak w każdej branży, które po prostu bankrutują, bo nie wytrzymują sytuacji rynkowej, źle zainwestowały albo się przeliczyły.

Cóż, samo życie. Ale jak pokazują liczby, rynek biur podróży w porównaniu do innych branż odznacza się stosunkowo niewielką liczbą upadków (w ciągu ostatnich 12 lat zbankrutowało łącznie 35 biur, wliczając w to biura z tego roku). Wynika więc z tego, że to solidni przedsiębiorcy.

Oczywiście klienci bankrutujących biur mają problemy i popsute wakacje, ale nagłaśnianie tego i wyolbrzymianie do niebywałych granic negatywnie wpływa na odbiór całej branży i z pewnością nie przynosi biurom pozytywnej reklamy. Dość napisać, że po bankructwie kolejnego touroperatora Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała wzmożone kontrole biur podróży.

Zamiast zająć się korupcją na szczytach władzy, zamiast sprawdzać przejrzystość przetargów publicznych, NIK będzie kontrolowała biura.

Z mediów płynie przekaz zupełnie odwrotny od tego, który tu przedstawiłem. Sami jesteśmy sobie winni, że ulegamy temu bezsensownemu pędowi, że nie chce nam się poświęcić chwili na niezależną refleksję, zrewidować to, co serwują media.

Przyznam, że sam uległem tej powszechnej psychozie i po urlopie, który spędziłem w Grecji, składając reklamację do biura podróży za kilka niedociągnięć, które mi się nie podobały, zrobiłem to raczej dla świętego spokoju, aniżeli w nadziei na odzyskanie choćby niewielkiej części zapłaconych pieniędzy. Jakież było moje zdumienie, gdy otrzymałem list, w którym biuro podróży przyznało mi rację i zgodziło się oddać 20 proc. wartości umowy. To dało mi do myślenia, że coś jest nie tak, ale przecież co szkodzi napisać, a do zwrotu fizycznego pieniędzy jeszcze daleka droga.

Po przesłaniu danych potrzebnych do zwrotu owych 20 proc. po pięciu dniach na koncie widniała umówiona suma pieniędzy. Kto zatem ulega medialnemu szumowi i np. rezygnuje z wykupienia wczasów z obawy przed bankructwem, ten sam sobie winien.

Fakty są bowiem takie, że branża turystyczna, nawet w dobie kryzysu, radzi sobie całkiem dobrze, i to bez miliardowych dotacji ze strony państwa, a wręcz będąc cały czas na celowniku różnych organów kontrolnych. I nie zmienią tego nawet kolejne "głośne" bankructwa biur, o których co prawda nikt wcześniej nie słyszał, a które trafiają na pierwsze strony gazet i czołówki serwisów informacyjnych tylko w tym jednym przypadku.

 


Autor jest prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE (www.pafere.org).

Paweł Toboła-Pertkiewicz