Ten wybór procentuje
Piątek, 21 marca 2014 (02:03)Z Anną Ziarno, absolwentką Liceum Ogólnokształcącego Towarzystwa Salezjańskiego w Aleksandrowie Kujawskim, nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej w Katolickiej Szkole Podstawowej im. ks. Piotra Skargi w Warszawie, rozmawia Anna Kołakowska
Ukończyła Pani szkołę salezjańską w Aleksandrowie Kujawskim, Pani mąż liceum katolickie w Chojnicach. Czy szkoła katolicka daje człowiekowi formację, czy jest tylko miejscem edukacji?
– Zarówno ja, jak i mój mąż wychowanie katolickie wynieśliśmy z domu, ale w szkole było ono kontynuowane, pielęgnowane i uzupełniane. To wychowanie jest na tyle gruntowne i całościowe, że z pewnością ma znaczący wpływ na nasze dorosłe życie. Rozpoczęte w szkole salezjańskiej zaangażowanie w ruch pielgrzymkowy, czyli aktywne przeżywanie wiary, jest dziś przez nas kontynuowane poprzez udział we wspólnocie Komunia i Wyzwolenie. Obecność Chrystusa w naszym życiu sprawia, że liczne obowiązki zawodowe i rodzinne – mamy troje dzieci, a mój mąż, który jest prawnikiem, często musi wyjeżdżać – stają się łatwiejsze.
Co z Pani perspektywy – matki i nauczycielki – jest najcenniejszym dobrem wyniesionym ze szkoły katolickiej?
– Dobrze prowadzona szkoła katolicka może bardzo wspierać rodziców w wychowaniu. Z własnego doświadczenia, a także w oparciu o to, co obserwuję w szkole, w której pracuję, mogę powiedzieć, że rodzice w pełni świadomie wybierają szkołę katolicką. Przede wszystkim jest ona środowiskiem, w którym człowiek ma szansę nieustannie wzrastać i w pełni się rozwijać we wszystkich sferach, w oparciu o konkretne i piękne wartości, przekazywane uczniom przez nauczycieli. Bardzo ważne jest także i to, że w tym wychowaniu uczestniczą rodzice, którzy włączają się w życie szkoły. Rodzice nie tylko „posyłają” dzieci do szkoły katolickiej, ale również sami uczestniczą w tym, co się w niej dzieje. Tak było w szkole salezjańskiej, do której uczęszczałam, tak jest w szkole, do której uczęszczają moje dzieci, a w której jednocześnie pracuję. Zaangażowanie rodziców wspiera aktywność uczniów. Na przykład kilka lat temu zrobiliśmy kiermasz ozdób świątecznych, a teraz właśnie dzięki rodzicom bardzo się to rozwinęło. W kiermasz włączyły się całe rodziny, które przychodzą z jakimś pomysłem czy propozycją i powstają z tego rodzinne warsztaty. Dochód ze sprzedaży wykonanych ozdób przeznaczamy na dzieci z Rwandy.
Jaki jest wpływ nauczania i wychowania w takiej szkole na późniejsze wybory życiowe i postawy wobec codziennych problemów?
– Te szkoły mają zazwyczaj wysoki poziom nauczania, przez co przygotowują do podjęcia każdych, dowolnie wybranych studiów, a tym samym do bycia specjalistą w wybranej dziedzinie. Jednocześnie rozwija się w uczniach takie cnoty, jak np. męstwo rozumiane jako pokonywanie trudności, wytrwałość, pracowitość, wychowanie do porządku – również życia w uporządkowanym systemie wartości. Te cnoty pomagają człowiekowi osiągnąć dojrzałość i we właściwy sposób wypełniać swoje zadania w życiu osobistym oraz społecznym. Uczy się otwartości, co z pewnością ułatwia relacje z innymi ludźmi. Szkoły katolickie wyróżnia to, że wychowują one człowieka całościowo – dbają o jego całościowy rozwój. Cechuje je zatem nie tylko wysoki poziom nauczania, ale też troska o właściwe wychowanie, pielęgnowanie życia sakramentalnego i relacji z Chrystusem. Ukształtowany w ten sposób człowiek jest dojrzały, czyli uważny na rzeczywistość. Jest zdolny uczestniczyć w niej w pełni, podejmować wyzwania i różnego rodzaju aktywności, np. w sferze społecznej i kulturalnej, które są pochodną tego, co jest pierwsze w życiu chrześcijanina, czyli spotkania z Chrystusem.