• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Z Chrystusem w Peru

Sobota, 15 marca 2014 (02:13)

Z Eryką Johanną Villar Rosales z Peru rozmawia Beata Falkowska

 

Czy może Pani opowiedzieć o swojej drodze do wiary, a także o obecnej aktywności w swojej parafii?

– Pochodzę z tradycyjnej rodziny katolickiej, która z biegiem czasu ograniczyła swoją wiarę do religijnej tradycji. Kiedy przygotowywałam się do bierzmowania, miałam szczęście doświadczyć niezwykłej formacji katechetycznej i od tego momentu starałam się być katoliczką aktywnie zaangażowaną. Wielorakie wydarzenia organizowane w mojej parafii dały mi do tego sposobność.

Jaki był Pani pierwszy kontakt z misjonarzami?

– Kiedy przygotowywałam się do przyjęcia sakramentu bierzmowania, zobaczyłam przybywających do mojej parafii misjonarzy, którzy wracali z peruwiańskich gór. Byli to kapłani i świeccy, którzy przyszli ze swoimi plecakami, w brudnych butach, z twarzami ogorzałymi od zimnego powietrza w wysokich Andach. Uśmiechali się, a ich oczy błyszczały z radości. Była to radość z powodu tego, czego nauczyli się w czasie misji. Moja parafia jest owocem misji. Nasi kapłani cały czas rozniecają jej ducha misyjnego, zapraszając nas do przekraczania drugiego brzegu.

Co ma Pani na myśli, mówiąc „duch misyjny”?

– W mojej parafii na przykład oznacza to powrót do duchowości św. Alfonsa Marii de Liguori. Jego duchowość jest przede wszystkim skoncentrowana na „opcji na rzecz ubogich”, duchowość ta łączy w jedno wysiłki świeckich i duchownych.

Rząd Peru nie troszczy się o potrzeby mieszkańców?

– Skomplikowana geografia rejonu Amazonii jest niestety okazją do wywołania problemów także w sferze rządzenia… Polityka stwarza wiele okazji do popełniania pomyłek, ale czy można do końca oczekiwać czegoś innego? Na przykład system edukacyjny jest bezpłatny, ale nie jest wystarczający dla wszystkich. Nie wszyscy mogą kształcić się na jednakowym poziomie. Dlatego dużo zawdzięczamy misjonarzom: wybudowanie wielu kaplic, bibliotek, schronisk dla młodzieży.

Co jest więc największym i naj- ważniejszym wymiarem działalności katolickich misji w Peru? Po prostu fakt, że mówią ludziom o Jezusie, czy także działalność charytatywna, społeczna, edukacyjna, duchowe towarzyszenie?

– Oczywiście duchowe towarzyszenie jest bardzo ważne wszędzie, ale często nauczanie o Bogu, kiedy ludzie nie mają co jeść, jest bardzo trudne. W Peru wielu katolickim inicjatywom duchowym towarzyszą dzieła społeczne, edukacyjne i dotyczące doradztwa prawnego. Działania misyjne nie mogą zaniedbać tych aspektów i muszą towarzyszyć podstawowym potrzebom ludzi.

Jakie są reakcje Peruwiańczyków na działalność misji?

– Na ogół ludzie widzą zagranicznego misjonarza jako możliwość pomocy w rozwiązywaniu niektórych swoich problemów. Wiadomo, że misjonarze są znakiem miłosierdzia i ceni się ich za pozostawienie swoich rodzin, domów, swojej tradycji i kraju.

Chrześcijaństwo jest atrakcyjne dla Peruwiańczyków?

– Tak, ponieważ jeśli należysz do ludu, który wycierpiał wiele niesprawiedliwości w wielu aspektach, postrzegasz Chrystusa jako twojego największego sojusznika. Ponieważ Chrystus zawsze darzy szczególną uwagą najbardziej potrzebujących, czujesz, że Bóg nie zapomina o tobie.

A co jest najtrudniejsze w działalności ewangelizacyjnej w Peru?

– Walka z rozkładem rodziny. W konsekwencji powoduje to, że dzieci nie wynoszą z domu podstawowych wartości i umiejętności na różnych poziomach. I to generuje większą ignorancję co do możliwości bronienia swoich praw i co do wypełniania swoich obowiązków. Obecnie mówi się, że Peru jest krajem w potrzebie, ale niestety odnoszone jest to tylko do potrzeb ekonomicznych.

Czy chrześcijaństwo i jego wymagania można szerzyć na bazie tradycyjnej kultury peruwiańskiej, zwyczajów?

– W starożytnym imperium Inków obowiązywały trzy podstawowe prawa – „Ama Llulla, Ama Sua, Ama Quella”, co tłumacząc z języka keczua, znaczy: „Nie bądź kłamcą, nie bądź złodziejem, nie bądź leniwy”. W jakim celu powstały te prawa? By osiągnąć życie w harmonii z drugimi. Naśladować Chrystusa to żyć w harmonii ze wszystkim, co On stworzył, pracując tu dla życia wiecznego w Jego królestwie.

Ma Pani jakieś specjalne wspomnienia związane z działalnością misji?

– Tak, wiele wspomnień. Jedno z nich dotyczy doświadczenia współpracy ze starszymi misjonarzami, którzy mają wiele mądrości. Ojciec Argimiro, redemptorysta, podczas wypraw misyjnych opowiadał nam historie z przesłaniem. Kiedy zobaczyłam, że jego życie jest potwierdzeniem wypowiadanych słów, wywarło to na mnie duże wrażenie.

Za co jest Pani najbardziej wdzięczna misjonarzom?

– Za to, że wielu z nich było i jest w moim życiu objawieniem miłości Chrystusa.

Jak prezentuje się sytuacja katolików w Peru?

– Katolicy to duża społeczność, prawie 80 procent wszystkich mieszkańców Peru. Widoczny jest pewien synkretyzm w przyjęciu chrześcijaństwa, łączonego z poprzednią tradycją religijną państwa, które przez wieki miało charakter teokratyczny. W swoich początkach chrześcijaństwo, katolicyzm był symbolem hiszpańskiej konkwisty, ale aktualnie koncepcja religii Chrystusa jest zupełnie inna. Czasem zdarza się jakaś forma wrogości ze strony innych religii albo sekt, wrogości okazywanej szczególnie katolikom. Ale pracuje się nad tym, aby ludzie nauczyli się uznawać różnice.

Czy wystarczająca jest liczba księży? Każda osoba, która chce praktykować wiarę, może u siebie uczestniczyć we Mszy Świętej?

– Nie znam dokładnie liczb, ale istnieje wciąż w Peru duża potrzeba księży, misjonarze mają problemy z dotarciem do wszystkich miejsc z posługą sakralną. Są więc kościoły z ciągłą i dobrą opieką duszpasterską, ale odległe regiony, odległe parafie i wspólnoty bywają zaniedbane pod tym względem, szczególnie ze względu na stały brak duszpasterzy.

Jak wygląda formacja kandydatów do bierzmowania?

– Zasadniczo formacja dokonuje się w kaplicach. Katechiści są z reguły osobami świeckimi i znajdują się pod kierownictwem proboszczów, którzy dbają o ich regularną formację.

Czy macie w Peru sanktuaria podobne do polskiej Jasnej Góry? Albo inne sanktuaria świętych?

– Oczywiście, że mamy. Nie praktykujemy dokładnie takiego stylu pielgrzymowania, jaki znany jest w Polsce, ale głęboko w naszą pobożność wpisany jest zwyczaj odbywania procesji. Łączy nas też wspólny kult takich świętych, jak: św. Róża z Limy, św. Marcin de Porrès, św. Jan Macias, św. Turybiusz de Mogrovejo, św. Franciszek Solano i bł. siostra Anna od Aniołów. Najważniejszym świętem w ciągu roku, jakie przypada w październiku, jest „Señor de los Milagros” – święto Naszego Pana od Cudów, dzień znany szczególnie w Limie, który w centrum stawia Chrystusa ukrzyżowanego, będącego dla nas przykładem pokory i uniżenia.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska