• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Życie jest Mszą, a dusza Hostią

Sobota, 8 marca 2014 (17:30)

W zlaicyzowanej Francji – z jej instytucjami, prawem, edukacją, historią i kulturą pisaną przez rewolucję 14 lipca 1789 r., niszczącą opactwa, kościoły, przemieniającą w krwawiącą ranę ziemię samych Francuzów w Wandei, w Lyonie, w Paryżu… – w 1902 roku w wiosce Châteauneuf-de-Galaure urodziła się Marta Robin.

W wieku 23 lat ofiarowała swoje życie miłości i woli Boga, siedem lat później otrzymała pierwsze stygmaty. Była franciszkańską tercjarką, założycielką wspólnot świeckich Ogniska Miłości, uważana jest za matkę chrzestną wspólnot powstających we Francji w XX wieku.

Co piątek przez 50 lat przeżywała Mękę Pańską, potem wchodziła w ekstazę, która według ojca Augustyna Poulain, jezuity, pozwalała osiągnąć wiedzę syntetyczną i powodowała urzeczywistnienie wielkich przedsięwzięć rozumnych i doskonale zorganizowanych. Podczas ekstaz Marta otrzymywała wskazówki – bardzo konkretne, zawierające detale, wyjaśniał ojciec Georges Finet, jej opiekun duchowy i rekolekcjonista Ognisk. Jemu 10 lutego 1936 roku obwieściła, że „komunizm, laicyzm i masoneria upadną, ale tylko po interwencji z niebios Najświętszej Maryi Panny”. Kościół przeżyje swoją zimę, po której nastąpi wiosna.

Życie znaczy więcej niż pokarm

Marta Robin połączyła swoje życie z Ofiarą Chrystusa Ukrzyżowanego i z życiem Maryi Dziewicy, chciała: „żeby każdy z (…) dni był krokiem w stronę Światła”. Pragnieniem jej życia było pełnić wolę Boga, to samo pragnienie w tym samym czasie podzielał o. Maksymilian Maria Kolbe, starszy od Marty o osiem lat, który wybrał dwie korony: dziewictwa i męczeństwa. Podczas II wojny światowej świadectwo jego czynu było „światłem”, które – jak pisze o. Leon Dyczewski – „zalało Oświęcim” – Maksymilian kierowany ewangeliczną Miłością oddał życie za współwięźnia.

W tamtym czasie Europejczycy i Amerykanie tańczą fokstrota – „płyną z prądem”.

Na paryskim Montmartrze spotykają się ze sobą talenty hedonistycznego Picassa i Toulouse-Lautreca. Artyści negują klasyczne zasady w sztuce, deformują piękno, ideolodzy piszą manifesty sprzeczne z duchem Dekalogu, kankan i kawiarnie Paryża przyciągają młodych ludzi, by przeciągnąć ich na stronę życia w kolorach Moulin Rouge.

W Nowym Jorku w 1894 roku – roku urodzenia o. Maksymiliana Kolbego – zostaje zaprezentowany kinetoskop Edisona, a w roku urodzenia Marty pierwszy film z efektami specjalnymi „Podróż na księżyc” wprowadza ludzkość w erę mediów, czwartej władzy, której moc – jak zauważa postmodernista Umberto Eco – jest większa od siły czołgów: „Dziś kraj należy do tego, kto kontroluje środki przekazu”.

Tymczasem w drugiej dekadzie XX wieku dwoje młodych ludzi – Marta Robin i ojciec Maksymilian Maria Kolbe, jako drogę życia wybiera męczeństwo i dziewictwo. Ich życie pokazuje, że najlepszym „środkiem przekazu” jest osobiste świadectwo – obraz Boga, którego widać w osobach świętych, którzy niczego nie zatrzymują dla siebie ani na sobie. Oboje zjednoczeni z Maryją Dziewicą i z Chrystusem – „którego pokarmem było wypełniać wolę Tego, który Go posłał” – zaświadczyli, że „tylko Bóg zna tajemnicę życia” (ks. prof. Tadeusz Guz), że samo życie oraz wszystko, co w nim piękne, dobre i prawdziwe, pochodzi od Niego.

Marta, sparaliżowana, bez odruchu przełykania – przez 52 lata żyła wyłącznie Eucharystią, która w Nią wnikała – była żywym tabernakulum. Przez jej pokój w Châteauneuf-de-Galaure przeszło sto tysięcy osób, umacniając się jej wiarą. Byli wśród nich również ateiści, którzy odzyskiwali wiarę, politycy, kapłani, którzy przychodzili po radę. Marta wiedziała o faktach, które dopiero miały się wydarzyć…

Ojciec Maksymilian Kolbe przeżył 14 dni bez jedzenia i picia w bunkrze głodowym, trwał na modlitwie do czasu, aż Niemcy w obozie KL Auschwitz zdecydowali o zabiciu go śmiercionośnym zastrzykiem fenolu. Czyżby niemieccy oprawcy obawiali się, że polski kapłan będzie żył wbrew ich woli, że – cudem – będzie żył, jak żyła Marta Robin, jak Teresa Neumann? Niemcy przecież wiedzieli o żyjących ówcześnie – wyłącznie Eucharystią – Francuzce oraz Niemce. Obie były zjednoczone z Chrystusem – przeżywały Mękę Pańską. Może obawiali się, że gdyby katolicki kapłan żył pomimo fizycznego głodu i pragnienia jeszcze dłużej, to groza Auschwitz zostałaby pokonana cudem wiary w żywego Boga Miłość – w niekończącym się życiu Maksymiliana pełniącego Jego wolę?

Marta mówi: „Nie zapominajmy, że uczyniono nas chrześcijanami, żebyśmy zostali świętymi: z tego powodu powinniśmy pracować bez wytchnienia, bez odpoczynku, w doskonaleniu naszej służby i miłości Boga”.

Radykalna jest ta myśl, zwłaszcza że od początku XX wieku ludzkość doświadcza przemocy rewolucji i światowych wojen – utopie i ideologie zagospodarowują pojęcie „wolność” i odrywają ją od prawdy i dobra, zdobywają swoich ludzi na uniwersytetach i w polityce – aktywnych, zdecydowanych, inteligentnych, których jedynym celem jest walka z Bogiem – Tym, Który Jest.

Ukryta w Bogu

Jako dziecko Marta żyła rytmem dnia wyznaczonym przez gospodarskie i szkolne obowiązki, zabawę. Dźwięk dzwonów bijących trzykroć w ciągu dnia na „Anioł Pański” docierał do jej domu z odległych o kilka kilometrów kościołów. Żyła w bliskości figurki Matki Bożej, której wspólnie z innymi dziećmi przynosiła polne kwiaty.

Tuż po zakończeniu I wojny światowej Marta zapada na tajemniczą chorobę, mówią o niej „śpiączka mistyczna”, z której podnosi się wiosną 1921 roku – już „nie jest ta sama”. 25 marca (we współczesnym kalendarzu liturgicznym uroczystość Zwiastowania Pańskiego) Marta w pięknym świetle widzi Matkę Bożą. Stopniowo rodzi się w niej pragnienie wstąpienia do Karmelu. Jednak wkrótce napotyka na słowa, które odczytuje jako skierowane do niej zaproszenie do przyjęcia cierpienia. Mówi Bogu: Tak!

W dniu 15 października 1925 roku pisze akt zawierzenia Bogu – „dla nawrócenia grzeszników i uświęcenia dusz”. (Kilka miesięcy wcześniej, 1 sierpnia, Faustyna Kowalska rozpoczyna spisywanie swojego „Dzienniczka” – o Miłosierdziu Bożym). Sparaliżowana, potem również niewidoma, spędza w maleńkim łóżku całe swoje dorosłe życie – świadomie ofiarowane Bogu – przez Maryję, kontynuując duchowość św. Ludwika Grignion de Montfort – Totus Tuus. „Zrozumiała, że wydać się Chrystusowi, to znaczy połączyć się z każdym stworzeniem w Jego bólu, stanowić z Nim jedno ciało, aby zbawić cały świat pogrążony w grzechu. Jej miejsce będzie odtąd: ukryć się w Bogu, stać przy drzwiach do piekła, żeby tam nie weszli grzesznicy”. „W oczach świata jest to całkowita porażka, wręcz bezowocność. W gruncie rzeczy, wybierając ostatnie miejsce, przyzwalając na całkowity dar z samej siebie, w cierpieniu i maleńkości, Marta oczekuje w czystej nadziei, aby Bóg stał się jedynym źródłem jej istnienia i aby sam dokonał przez nią tego, co jest dobre dla Jego Kościoła” – pisze jeden z jej biografów Reymond Peyret.

W październiku 1930 r. Marta przyjmuje w swym ciele znaki Męki Pańskiej. W jej życiu codziennością stają się adoracja, uwielbienie, wstawiennictwo, przyjmowanie gości i misja.

Działanie i kontemplację odnajdziemy również w życiu założonych przez nią Ognisk Miłości dla dusz dobrej woli, zalęknionych, zniechęconych i zatwardziałych grzeszników. (W Polsce istnieją dwa Ogniska).

Marta otwiera także szkołę chrześcijańską, gdzie dzieci mają poznać miłość Boga i zdobyć wykształcenie, która – zgodnie z obietnicą Chrystusa – kiedyś ma stać się jedną z gałęzi dzieła o wielkim oddziaływaniu.

Dziennik Marty

W 1985 roku – cztery lata po śmierci Marty – z okazji uroczystości Najświętszego Serca Jezusa ojciec Jacques Ravanel przekazał członkom Ognisk pierwszą część dzieła nazywanego „Dziennikiem intymnym” Marty Robin z lat 1929-1932. Następnie, w kwietniu 2012 roku, z inicjatywy władz KUL w Lublinie zorganizowano dzień dotyczący Marty Robin, pod przewodnictwem ks. abp. Henryka Hosera. Publikacja we Francji „Dziennika” Marty Robin jest owocem tego polskiego wydarzenia. Ojciec Bernard Michon pisze we wstępie, że zostało ono odczytane jako wezwanie do rozpoczęcia nowego etapu w przybliżaniu postaci Marty Robin.

Podobnie jak słynny „Dzienniczek” św. Siostry Faustyny jest to „dokument mistyki katolickiej o wyjątkowej wartości (…) także dla Kościoła powszechnego”, zapis życia duszy, mistycznych doświadczeń i rozmów. „Dziennik” nosi podtytuł: „Aby każdy z moich dni był krokiem w stronę Światła” i został wydany w 2012 r. w wydawnictwie założonego przez Martę Ogniska Miłości w Châtteauneuf-de-Galaure; będzie opublikowany również w Polsce.

13 marca minie 112. rocznica urodzin Marty Robin – warto ją poznać, ponieważ jej niezwykłe życie odcisnęło swój ślad na życiu tysięcy osób, tych, które ją znały osobiście, tych, które o niej czytały, które wstąpiły do Ognisk Miłości założonych przez Martę. Owoce jej ofiary już przyszły, kolejne będą następować – w świecie coraz bardziej pogrążającym się w rozpaczy Ogniska będą przywracały nadzieję, otwierały na działanie Ducha Świętego, uczyły mówić Panu Bogu: Tak!

Dr Aldona Ciborowska