• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Dom Barbary Wachowicz

Środa, 5 marca 2014 (10:41)

Co warto czytać

 

Nie wiem, czy zachował się rodzinny dom Barbary Wachowicz; dom do dziś tętniący życiem, wypełniony rodowymi sprzętami, pełen rodzinnych pamiątek, kipiący gwarem gromadzących się w nim krewnych i powinowatych. Nie wiem, czy autorka „Polskich wigilii” ma do czego i do kogo wracać.

Być może, jak dla większości Polaków, zostały jej tylko wspomnienia, ale nie to w tej chwili najistotniejsze. Ona – co warto już na samym początku podkreślić – we wszystkich swoich książkach z jakąś zdumiewającą konsekwencją i determinacją stale przypomina, że istnieje dom jeszcze ważniejszy: dom, któremu na imię Polska; Ojczyzna i związany z nią świat wartości, od których – za cenę zdrady samych siebie – odwrócić się nam nie wolno.

W jej pisarstwie w zasadzie wszystko dzieje się i rozstrzyga pod tym imieniem; polskości się tu nieustannie poszukuje (ona tu nigdy gotowa i dana raz na zawsze), nią się żyje i dla polskości trudzi. Jeśli Wachowicz jako pisarka i reporterka wyprawia się gdzieś – blisko albo daleko – to głównie dla tej sprawy; to ją ma nade wszystko na względzie, kiedy zastanawia się nad losem warszawskich kamienic czy mazowieckich dworków, gdy wstępuje do stołecznego archiwum bądź do biblioteki, wyjeżdża do Bodzentyna w Kieleckiem, do Bolciennik na Litwie czy do szkockiego Edynburga. Bada jej losy, zapytuje: czym ta polskość jest i co ona jeszcze znaczy, i czy jeszcze jest komuś potrzebna? I w jakże wielu książkach opowiada o rozlicznych z nią przygodach.

Wymienimy tu tylko niektóre z jej dzieł: „Malwy na lewadach”, „Marie jego życia”, „Ciebie jedną kocham”, cykl książek o harcerstwie polskim (pięć tomów) czy ostatnio opublikowane „Siedziby wielkich Polaków”.

Rzec by też można, iż myśl o tym, jakby tu dobrze służyć Ojczyźnie, podsuwa najważniejsze postaci do podejmowanych przez nią opowieści: Kościuszkę, Mickiewicza, Sienkiewicza, Żeromskiego, chłopców z Powstania Warszawskiego, państwa Małkowskich – założycieli polskiego skautingu. Ona ich wybiera, choć poniekąd i one ją też wybierają, użyczając nie tylko ważnych impulsów do refleksji nad czasem, w którym przyszło pisarce żyć, ale i tak charakterystycznej dla dzieł Barbary Wachowicz żarliwości w przybliżaniu dokonań jej bohaterów, ba, czasami – zwłaszcza gdy odsłania ich wewnętrzne, a ukazywane w książkach światy – języka nawet.

Służyć Ojczyźnie

Patriotyzm dobrze pojmowany i praktykowany – zauważa Barbara Wachowicz – to ten rodzaj umiłowania, który zakłada uporządkowaną wolność i żarliwie realizowaną powinność.

Reprezentują go bohaterowie jej opowieści – osoby wszak niewymyślone, ale żyjące w konkretnym czasie i w konkretnym kraju, związane z taką, a nie inną historią i ziemią. Na przykładach znaczących dokonań ich życia pisarka ukazuje, iż mimo częstokroć straszliwych opresji, mroków losu, skrajnie niekorzystnych okoliczności (okrutne czasy zaborów czy hitlerowskiej oraz sowieckiej okupacji) można było, z pożytkiem dla własnego i wspólnotowego dojrzewania, dobrze spożytkować ofiarowane przez Opatrzność dary. Także wtedy pojawiali się Polacy, których stać było na wielkość ducha i wspaniałość dzieła, i to one razem – zdaje się mówić pisarka – również dla nas pozostają zarówno wyzwaniem, jak i zobowiązaniem.

Wachowicz z ogromną pasją i rzetelnością zarazem stara się ukazać, jak wyglądało dzieciństwo i dojrzewanie jej bohaterów, co znaczyło ich domowe wychowanie, jak kształtowała poszczególne postaci rodzina i gromada, w której wzrastali, ba, czym krajobraz, który ich otaczał, pobudzał wyobraźnię, inspirował. To ostatnie zdaje się nawet swego rodzaju znakiem rozpoznawczym jej wywodów. Cieszy ją, i daje temu wyraz, że może jeszcze usiąść przy strumieniu, nad którym się spotykali Adam i Maryla, popatrzeć na górę, na którą i oni patrzyli, porozmawiać z właścicielem rzymskiego hotelu, w którym przebywał Sienkiewicz, dotknąć sprzętów, których i on dotykał… To nie bez znaczenia, sugeruje, móc wrócić, aby coś dogłębniej przeżyć oraz lepiej zrozumieć nie tylko ich, ale i swój czas także; zobaczyć, czy jeszcze da się przerzucić przęsło między dawnymi i nowymi laty, dosłyszeć płynący z przeszłości głos.

Dla jej ukochanego Słowackiego czy Sienkiewicza – ukazuje Wachowicz – znaczyło to także: dobrze się spotkać z Homerem, Szekspirem, Michałem Aniołem, aby z ich pomocą dokonać wglądu w siebie samego i możliwie najrzetelniej zmierzyć się z prawdą swojego czasu. I taką też oni widzieli polską kulturę: swojską i uniwersalną zarazem; żyjącą tym, co szlacheckie, ludowe i łacińskie jednocześnie. „Przez Ojczyznę do ludzkości” – tak Sienkiewicz określał sens swych pisarskich wysiłków w rozmowie z dziennikarzami, tuż po przyznaniu mu Nagrody Nobla.

Polskość i polszczyzna

Wachowicz jest rozmiłowana w polszczyźnie, gdyż jest rozmiłowana w polskości, i na odwrót. Czytając jej książki, można się rozsmakowywać w naszym języku, w jego składniowych czy słowotwórczych możliwościach oraz subtelnościach, delektować się muzycznością zdaniowej frazy i znaczeniową żyznością poszczególnych słów. Opowieść mieni się bogactwem form, pozytywnie uwodzi zmianami tempa i intensywności mowy (nieoczekiwane zawieszenie podjętego wątku, wtrącenia, eksklamacje, soczyste epitety); pod jej piórem, bywa, niemal niezauważalnie gawęda przechodzi w esej, a eseistyczny dyskurs w nasycony poznawczą pasją i zarazem dociekliwy środowiskowy reportaż.

Pisarka dysponuje przy tym fenomenalną pamięcią, ujmuje i przekonuje znajomością rzeczy, zaskakuje nagłym rozbłyskiem detalu i atrakcyjnością aforystycznych uogólnień. Swobodnie toczący się wywód nasyca cytatami albo aluzjami do innych tekstów, a potrafi dotrzeć, co warto zauważyć, do często zupełnie zapomnianych dzieł i zlekceważonych przez innych świadectw, wyszperać w starych gazetach znakomite „kąski”, dzięki czemu jej narracja jest rzeczowa i tętniąca życiem zarazem.

Sienkiewiczowska, dobyta z samego serca i sedna doświadczanej oraz przeżywanej polskości tęsknota, i postulat zarazem, by pisać „dla pokrzepienia serc”, w dziele Barbary Wachowicz znalazła jedno ze swych interesujących współczesnych spełnień. W jego centrum – to wielkie dobro, którego nic nie zastąpi, a które wspominany w „Malwach na lewadach” Teofil Lenartowicz w liście pisanym we Florencji do Marii Konopnickiej tak oto określał:

„Arcydzieła wielkich mistrzów, biblioteki (lasy książek) to dużo – ale to nie wszystko… Ani wspaniałe gmachy, ani obeliski egipskie, ani palmy nadmorskie, ani pomarańcz wybrzeża, ani nawet życzliwość (…) ludzi – nie zastąpi jednej mogiłki pod Raszynem”.

Prof. Kazimierz Nowosielski