• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Przestrogi dla Polski

Sobota, 1 marca 2014 (02:11)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Wyjątkowa była sceneria tego niecodziennego spotkania – 92. urodzin prof. Witolda Kieżuna, światowej rangi naukowca, a zarazem wielkiego polskiego patrioty, człowieka niepospolitej miary, jednego z ostatnich z pokolenia o olśniewających życiorysach.

Wśród bezcennych pamiątek-relikwii zgromadzonych w Muzeum Powstania Warszawskiego, w cieniu skrzydeł potężnego liberatora, otoczony zasłuchanym audytorium uczestnik i świadek historii snuł opowieść o sprawach najważniejszych. O polityce – jaka jest, a jaka być powinna, o wielkości Powstania Warszawskiego i zdradzie Europy, o wolności i skolonizowaniu III RP. I o tym, co jest dziś naszą szansą.

Były życzenia i kwiaty, gromkie „Sto lat”, pieśni powstańcze, fragmenty wspomnień profesora odczytane przez Jerzego Zelnika. Wzruszenie i podziw dla bohatera wieczoru, niestrudzenie dzielącego się z nami ogromną wiedzą i mądrością, z niespotykaną dziś kulturą i elegancją bycia, wypowiedzi.

– Politycy muszą przestać myśleć o sobie i zacząć działać w kategoriach służby dla innych. Wydaje mi się, że my, powstańcy, mieliśmy taką postawę – tak prof. Witold Kieżun formułuje swoje przesłanie, nie tylko zresztą dla polityków, którym dzieli się z uczestnikami spotkania. W jego ustach te słowa brzmią wyjątkowo wiarygodnie, bo stoi za nimi biografia niezwyczajna: żołnierza Armii Krajowej, powstańca, więźnia sowieckiego obozu śmierci w Krasnowodsku. Zamiast wspominać i podkreślać własne zasługi, profesor woli jednak mówić o polityce historycznej, bo jak twierdzi, Polacy nie znają swojej historii i podstawowych faktów. Ale czy można się temu dziwić w państwie rządzonym przez premiera, dla którego polskość to nienormalność, i który wzorem zaborczych czynowników wyrugował niemal historię ze szkoły?

Obrońca prawdy

Dlatego prof. Kieżun ogromną część spotkania urodzinowego poświęcił na rozwianie mitów i kłamstw kreowanych wokół Powstania Warszawskiego. On sam, na przekór propagandzie klęski, za najpiękniejszy okres swojego życia uważa pierwsze tygodnie powstania, gdy wszyscy byli zjednoczeni w walce o wolność, gdy zwycięstwo wydawało się bliskie. – Największą wartością jest wolność. Dobrze to rozumie moje pokolenie. Trzeba zawsze się bić o wolność – tłumaczy, dlaczego powstanie musiało wybuchnąć. – To nie generał „Bór” rozpoczął powstanie, to my zaczęliśmy – dodaje. Nie mogła zapaść inna decyzja, jak w greckiej tragedii każde inne rozwiązanie tak samo by się skończyło: zniszczeniem Warszawy. Profesor przypomina, że Niemcy planowali przecież zamienić stolicę w twierdzę – Festung Warschau, co równało się obróceniu miasta w perzynę. W wyniku walk powstańczych zniszczeniu uległo 30 proc. Warszawy, zasadniczej zagłady miasta dokonały po kapitulacji specjalne grupy niemieckich zbrodniarzy.

Powstanie powinno być przedmiotem naszej dumy, dziś jednak jest krytykowane równie silnie, jak przez komunistycznych propagandystów, co więcej – także z tzw. prawej strony, co szczególnie boli prof. Kieżuna. Jego oburzenie budzi zwłaszcza szeroko nagłaśniany oszczerczy „Obłęd ,44”. Perfidna polityka niemiecka ma od lat niezmienny cel: zdjąć z Niemców odpowiedzialność za II wojnę światową i niezliczone zbrodnie i obarczyć winą rzekomych „pomocników Hitlera”, przede wszystkim Polaków. Temu właśnie służy szkalowanie powstania. Zachód nic nie wie o polskim zrywie, ma zresztą swój interes, by prawda o Powstaniu Warszawskim nie wybrzmiała zbyt donośnie, bo wtedy w pełnym świetle ukazana zostałaby zdrada i sprzeniewierzenie Zachodu pospołu z Rosją – „aliantem naszych aliantów”. Profesor Kieżun mówi wprost: kłamali wszyscy: Roosevelt, Churchill i Stalin, zdradzili nas już we wrześniu 1939 r. – 30 dni czekaliśmy w czasie powstania na oficjalne ogłoszenie przez aliantów, że jesteśmy żołnierzami armii polskiej i że w związku z tym obejmuje nas konwencja genewska, a więc nie można jeńców rozstrzeliwać, jak robili z nami Niemcy – przypomina.

Słynne zdjęcie Witolda Kieżuna w hełmie i z karabinem, zrobione po zdobyciu przez powstańców niemieckiej komendy policji, w USA opatrzone zostało podpisem: „Witold Kieżun – Warsaw uprising in ghetto” (Witold Kieżun – powstanie w getcie warszawskim). Prezydent Barack Obama, absolwent Harvardu, spotwarza Polskę w obecności ambasadora RP i byłego ministra spraw zagranicznych, mówiąc o „polskich obozach”. Tylko w ubiegłym roku prof. Kieżun 18 razy znalazł to haniebne określenie w prasie niemieckiej; podpisał się pod wnioskiem do polskiej prokuratury o wszczęcie postępowania w tej sprawie, ale wymiar sprawiedliwości RP nie widzi problemu.

Ostatnia szansa

O ile czas okupacji niemieckiej uświadomił Polakom, co to znaczy niepodległość, o tyle w III RP niepodległość polityczna formalnie jest zachowana, ale w sferze ekonomicznej zostaliśmy skolonizowani. Profesor Kieżun bez złudzeń patrzy na proces tzw. transformacji, od lat ostrzegał przed skutkami wyprzedaży majątku za bezcen, oddania systemu bankowego w obce ręce, masowej emigracji młodych. Szkoda, że w tak nikłym stopniu z wiedzy profesora korzystali rządzący. Dziś miernikiem patologii przemian potwierdzającym diagnozy prof. Kieżuna jest przywołany przez niego najnowszy raport GUS z 31 stycznia 2014 r. „Warunki życia rodzin w Polsce”, pokazujący zawstydzającą prawdę o pół milionie głodujących dzieci.

A przecież zasługujemy jako Naród o tak wspaniałej, wyjątkowej w skali świata historii, o tak potężnym potencjale twórczym na więcej. Profesor Witold Kieżun wielkie nadzieje na impuls rozwojowy dla całej polskiej gospodarki wiąże z największymi w Europie złożami gazu łupkowego. I tę szansę stawia wszystkim jako zadanie do wykonania.

Małgorzata Rutkowska