• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Technologia w służbie Niepokalanej

Sobota, 15 lutego 2014 (02:00)

Gdyby święty Maksymilian Kolbe żył w naszych czasach, na pewno walczyłby o miejsce na cyfrowym multipleksie.

Dzieła podejmowane przez o. dr. Tadeusza Rydzyka i Ojców Redemptorystów to kontynuacja myśli św. Maksymiliana – nie ma wątpliwości o. Jan Maria Szewek OFMConv, sekretarz przełożonego krakowskiej prowincji franciszkanów.

„Jak dałoby się streścić ubóstwo w pojęciu o. Maksymiliana? Dla siebie – nic. Dla Boga i Niepokalanej – wszystko. Mówiąc konkretnym językiem: dla siebie ubogi habit, nędzna bielizna, skromne pożywienie, chłód. Dla Boga i Niepokalanej – najnowocześniejsze maszyny, wynalazki ostatniej doby, dorobek techniki, cała kultura i cywilizacja” – pisze o św. Maksymilianie Marii Kolbem o.Władysław Kluz OCD w książce „47 lat życia”. Te słowa najlepiej oddają fenomen – dziś można powiedzieć: medialnego koncernu – jaki stworzył ponad 80 lat temu polski męczennik.

Postać świętego od lat inspiruje o. dr. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, założyciela Telewizji Trwam i inicjatora licznych dzieł, które wyrosły przy toruńskiej rozgłośni.

Co jest kluczem do wcielania w życie tych imponujących idei? Oddanie się Matce Najświętszej i zawierzenie Jej wszelkich poczynań. A mówimy tu o najnowocześniejszych środkach społecznego komunikowania, dzięki którym przekaz ewangeliczny może szybko docierać do Polaków mieszkających w Ojczyźnie i rozsianych na całym świecie.

– Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk na naszych oczach realizuje niespełnione do końca marzenia św. Maksymiliana, przerwane przez wojnę i męczeńską śmierć w Auschwitz – mówi o. Jan Maria Szewek OFMConv.

Święty Maksymilian przekonywał swoich współbraci, że ich zadaniem, jeżeli to będzie potrzebne, będzie używanie najnowocześniejszych środków dla zbawienia i uświęcenia jak największej liczby dusz. Stąd zakłada klasztor – wydawnictwo „Niepokalanów”, uruchamia radio, w Berlinie w latach 30. XX w. przypatruje się pierwszym emisjom programów telewizyjnych. – Dziś krok po kroku robi to samo o. Tadeusz Rydzyk. A nawet więcej, bo tworzy uczelnię, która przygotowuje kadry do realizacji zamierzonych celów. Oby tylko nikt i nic nie przerwało tej misji zdobycia świata dla Niepokalanej – podkreśla o. Szewek.

Uświęcić postęp

Ponad 80 lat temu o. Maksymilian Maria Kolbe stworzył w Niepokalanowie swoiste samowystarczalne franciszkańskie miasteczko. Wyrastało ono ze spójnej wizji. Oprócz kompleksu zakonnych budynków było tam radio, drukarnia, piekarnia, warsztaty rzemieślnicze, centrum formacyjne, a nawet własna straż pożarna. Przyszły święty marzył także o budowie lotniska, które miało być obsługiwane przez zakonników. Kilku z nich przeszło nawet kurs pilotażu, ale wybuch wojny zniweczył te plany.

– Zadziwiający jest zakres dzieł ojca Kolbego. Wydaje „Rycerza Niepokalanej”, także „Mały Dziennik”, który docierał bardzo głęboko, miał wielkie nakłady. Sobotnio-niedzielne wydania przekraczały kilkaset tysięcy egzemplarzy. Kiedy to się połączy z pozostałymi tytułami, to powiedzielibyśmy dziś, że był to duży koncern medialny –mówi dr Hanna Karp, medioznawca, wykładowca w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

– Nie bójmy się postępu, ale go uświęcajmy! – mówił współbraciom o. Kolbe. I przekonywał do zakupu kolejnych nowoczesnych maszyn. „Rycerz Niepokalanej” (ukazywał się od stycznia 1922 r.) z miesiąca na miesiąc zyskiwał w Narodzie coraz większą popularność. Ojciec Maksymilian powiększał nakład niemal co miesiąc. W styczniu 1924 r. wynosił on 6000 egzemplarzy, w czerwcu – 7500, zaś w grudniu – już 12 000. Na początku 1925 r. pismo zwiększyło nakład o kolejne trzy tysiące egzemplarzy, natomiast w grudniu drukowano ich już 40 000. Jednocześnie objętość pisma zwiększyła się do 32 stron – i stale rosła. Ojciec Kluza pisze w swojej książce, że dzięki szczodrym ofiarom o. Maksymilian kupował najbardziej nowoczesne maszyny. Sprowadził m.in. nowo wynalezioną maszynę do adresowania, tzw. adremę, a także tzw. pedałówkę, bardzo praktyczną, bo obsługiwaną tylko przez jedną osobę. Ponadto urządził stereotypownię, czyli przyrząd do obsługiwania metalowych kolumn drukarskich, co obniżyło pięciokrotnie koszty zecerni, wreszcie – co najważniejsze – postarał się o własną elektrownię. Kupuje także czterokonny motor naftowy i sprowadza z Niemiec dużą maszynę drukarską – arkuszówkę.

Odważnie w eter

– Święty Maksymilian chciał, żeby wszystkie sposoby, które są możliwe w danym momencie, wykorzystać do ewangelizacji. Czyli żeby nie odrzucać tradycyjnych metod, jak ambona w kościele, ale żeby dodatkowo wykorzystać te możliwości, jakie są, a które sprawiają, że szybciej docieramy do większego odbiorcy – tłumaczy ojciec Szewek. Ojca Kolbego zafascynował w tamtym czasie eter, jak zwano wtedy przestrzeń radiową – i możliwość jego wykorzystania. Na misjach w Japonii spotkał się z tzw. małą radiofonią, czyli stacjami nadawczymi małej mocy zainstalowanymi w wielu punktach kraju. Po powrocie do Polski postanowił uruchomić tego typu stację właśnie w Niepokalanowie. Był oficjalnie zarejestrowany w Polskim Związku Krótkofalowców pod symbolem SP3RN. Te ostatnie litery RN znaczyły dla niego tyle, co Radio Niepokalanów. Stacja nadawała na przełomie roku 1937 i 1938, pokrywając swoim zasięgiem praktycznie obszar całego kraju.

– Nie przypadkiem święty ojciec Kolbe jest patronem krótkofalowców. Gdybyśmy tak porównywali go z dyrektorem Radia Maryja, to nie miał tylko telewizji, ale wtedy telewizji nie mogło jeszcze być. Wówczas dopiero wchodził film, fotografia ruchoma, nieme kino, później dźwiękowe, ale to znajdowało się jeszcze w powijakach – mówi Hanna Karp. – Kiedy ojciec Tadeusz Rydzyk dostał swoją stację, to też była małej mocy. Czasem te analogie z ojcem Kolbem są wręcz zadziwiające. Dyrektor Radia Maryja, podobnie jak o. Kolbe, właściwie dopiero za granicą poznał, jak pracuje mała czy większa radiostacja, jakie są różnego rodzaju środki techniczne – dodaje medioznawca.

Środki ubogie

Ojciec Jan Szewek przypomina, że Kościół uznał w swoich oficjalnych dokumentach mass media za dary Boże i jak kiedyś o. Maksymilian Kolbe zdawał sobie z tego doskonale sprawę, tak i dziś wie o tym o. dr Tadeusz Rydzyk. –Tak jak ludzie mówią różnymi językami, podobnie jest z przekazem Ewangelii. Jeden woli usłyszeć go w tradycyjnej formie, drugi w nowoczesnej, więc trzeba wykorzystywać wszystkie możliwości. U św. Maksymiliana i o. Tadeusza Rydzyka wspólne jest z pewnością to, że wykorzystywane są nowe formy ewangelizacji, jakie tylko pojawiają się na horyzoncie – zwraca uwagę o. Szewek.

W ten sposób realizowany jest apel Chrystusa „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”. – Ojciec Maksymilian Kolbe wyprzedzał swoją epokę. To był człowiek, który kiedy tylko widział, że coś nowego można wykorzystać dla dobrej sprawy, to po to sięgał bez zbędnej zwłoki. Dla niego nie było czegoś niemożliwego. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie wojna i śmierć ojca, telewizja w Niepokalanie byłaby szybciej – ocenia o. Szewek.

Technologia, czyli tzw. środki bogate, jak naucza Kościół, to jednak nie wszystko. By przekaz ewangeliczny skutecznie docierał do ludzkich serc, nieodzowne jest czerpanie z tzw. środków ubogich. – Środki ubogie są oczywiście ważniejsze, bo to są te środki, które są owocami Bożego i ludzkiego ducha, czyli są to modlitwa, post i cierpienie. Z kolei środki bogate są owocem pracy ludzkiego umysłu, a więc to wszystko, co wiąże się z technologią, rozwojem, z techniką, mówiąc ogólnie z cywilizacją –przypomina dr Hanna Karp. – Kontemplacja, a więc modlitwa, musi poprzedzać działanie. I jeden, i drugi duchowny doskonale o tym wiedzieli. Ojciec Tadeusz Rydzyk zawsze powtarza, że najpierw modlitwa i wszelkiego rodzaju działania duchowe, a dopiero później środki bogate. Tak samo czynił ojciec Kolbe – zauważa Karp.

Podobnie postępował również chociażby bł. ks. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek, który prowadził szeroko zakrojoną działalność wydawniczą. – Ksiądz Ignacy też kupował nowoczesne maszyny i bardzo mocno rozkręcił swoje wydawnictwa, stworzył wiele pism adresowanych do różnych grup wiekowych – do dzieci, starszych, kapłanów, służących etc. Wiedział, podobnie jak ojciec Tadeusz Rydzyk, że aby nieść przekaz duchowy, środki ubogie muszą poprzedzać środki bogate, a więc całą tę technologię. Ona jednak jest równie ważna, gdyż decyduje często o skuteczności tego przekazu. Jeżeli zostalibyśmy z tyłu za tym, co niesie świat, rozwój, cywilizacja, nauka, to przekaz Kościoła byłby bardzo mało skuteczny – stwierdza Hanna Karp.

Dlatego Telewizji Trwam nie mogło zabraknąć na multipleksie, choć batalia o nią była niezwykle trudna. Medioznawca dodaje, że katolickie media różni od świeckich to, że te drugie najczęściej nie czerpią ze środków ubogich. Dla wielkich korporacji medialnych, gdzie nie można często ustalić ani właściciela, ani pochodzenia kapitału czy narodowości, liczy się wyłącznie zysk. To powoduje, że przekaz tych stacji jest wyjałowiony i odhumanizowany.

– Zatrzymajmy się chociażby nad cierpieniem. Pokazywane w mediach „mętnego nurtu” ma najczęściej widza przerazić. Głównie o to chodzi. Kościół o cierpieniu mówi zupełnie inaczej. Podkreśla, że ono rozwija, często przynosi oczyszczenie i przemienia człowieka w znaczeniu ewangelicznym, chrześcijańskim. A przecież dziś Europa, a nawet sama Polska wymagają głębokiej rechrystianizacji – podnosi dr Karp.

Telewizja Trwam ma dziś wielką szansę, by dzięki nowoczesnej technologii wyposażyć katolików w skuteczne narzędzia ewangelizacji. Ito w skali globalnej.

Piotr Czartoryski-Sziler