• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Bolesława Prusa pieśń dla wolnej Polski

Środa, 12 lutego 2014 (02:00)

Co warto czytać

Aleksander Głowacki (1847-1912) jest tym pisarzem polskim, z którym właściwie zaczynałem swoją przygodę czytelniczą. Już w podstawówce przeczytałem większość jego dzieł, zanim stanęły przede mną w szeregu jako lektury obowiązkowe. Dlatego zawsze z wielkim sentymentem myślę o tym pisarzu.

Sentyment sentymentem, ale wielkość jego dzieł promieniuje na nas do dziś. Postawy bohaterów, które kreśli z takim geniuszem, wychodzą poza strony książek, są naturalne i żywe. I wcale nie ich duchy, ale wciąż żyjące postaci przemawiają do naszych sumień, do naszego morale, szczególnie w kontekście miłości do Ojczyzny, ale też naszych wspólnot lokalnych – Warszawy, polskiej wsi, mozolnej pracy na rzecz kraju. Nie dane mu było, jak na przykład jego przyjacielowi Stefanowi Żeromskiemu, doświadczyć wolności, niepodległości naszej Ojczyzny, ale twórczością swoją zapowiedział ten moment i chciał swoich rodaków do tego odpowiednio przygotować. Podkreślał, że trzeba wytężyć siły na przyjęcie nadchodzącej niepodległości.

Odczytywanie Bolesława Prusa wcale nie powinno być dzisiaj inne. Niepodległość wprawdzie posiadamy, wywalczoną w trudzie, za którą przelało krew wielu bohaterów, znanych i nieznanych, ale stajemy przed jakże bolesną rzeczywistością. Długa epoka zniewolenia morderczym systemem totalitarnym w postaci „bezbożnego komunizmu”, dewastacji, zniewolenia sumień, moralności, zabijania ducha Polaków, będzie jeszcze przez lata aktywnie oddziaływać negatywnie i w nas tkwić. Zbliżyły się natomiast do nas nowe niebezpieczeństwa, ale przekaz Prusowski jest wciąż taki sam. Razem, wspólnym działaniem dla sprawy naszej Ojczyzny powinniśmy organizować się przez pracę u podstaw i pracę organiczną. To zadanie, bo wolność i niepodległość zawsze można utracić. Także na własne życzenie.

Program pozytywistyczny

Bazując na podstawowych założeniach i programie pozytywizmu, Bolesław Prus był niejako sumieniem zdewastowanej pod butami Prus, Rosji i Austrii zniewolonej Polski. Zaborcy traktowali zagarnięte tereny jak ziemie kolonialne, korzystali z nich, bezwzględnie eksploatując nasze dobra i kapitał ludzki, radząc sobie brutalnie z problematycznym, ciągle stawiającym opór Narodem Polskim.

Hasło „pracy organicznej” dotyczyło zatem wyleczenia przede wszystkim zaniedbanych, zacofanych społecznie, gospodarczo, ale też moralnie całych grup, klas i warstw wyniszczanych w wyniku represji, prześladowań i polityki zaborców. Apel przede wszystkim do inteligencji, przedsiębiorców i klasy średniej o podjęcie wysiłku w realizacji programu „pracy u podstaw” miał na celu pomyślny rozwój Narodu i przygotowywanie go do wzięcia odpowiedzialności za swoją przyszłość oraz dobro wspólne Polski. Stąd możemy tak dużo spotkać u Prusa opisów biedy, wręcz nędzy, zacofania, odnotowywanych z doskonałym socjologicznym zacięciem, w sposób realny, niestety tym samym smutny, niekiedy pesymistyczny.

Bohater „Placówki” (1885-1886), drugiej powieści Prusa, Józef Ślimak, bronił do upadłego swojej ziemi, którą chcieli mu wydrzeć Niemcy w nowej sytuacji społeczno-politycznej po uwłaszczeniu chłopów w 1864 roku. I jak wskazują krytycy literaccy, u Prusa, co jest wielką wartością, nie ma wbudowywanych w poszczególne partie dzieł haseł i sloganów typu „patriotyzm”, „walka o Polskę”, „suwerenność” itp. Na przykładzie Józefa Ślimaka można wykazać, że jego twórca i autor powieści nie szafuje tutaj wielkimi, patetycznymi słowami, ale właśnie Prusowski Hiob, Józef Ślimak, uosabia polski patriotyzm.

Indywidualista

I to właśnie najbardziej podoba mi się u Prusa. Brak u niego tej pozytywistycznej tendencyjności, ideologicznej zaciętości podczas szkicowania postaci na wzór odgórnych kanonów i szablonów, jak czyni to m.in. Eliza Orzeszkowa czy tragicznie zmarły w wyniku samobójczej śmierci na Plantach Michał Bałucki. Prus jest mistrzem indywidualizmu, tworzenia wokół akcji wartkiej fabuły i kreowania u występujących bohaterów głębszej refleksji. Z jednej strony, będąc dzieckiem swojej epoki, sytuuje nas w konkretnym kontekście społeczno-historyczno-kulturowym, ale z drugiej strony, wychodzi poza ten obszar, szukając uniwersaliów, prawd ogólnych, żeby tylko wspomnieć „Faraona” (napisanego w 1895 roku), w którym m.in. odwzorowuje funkcjonowanie mechanizmów władzy w państwie totalnym lub dyktatorskim.

Stolica Prusa

Warszawa, z którą większość swojego życia pochodzący z Hrubieszowa Aleksander Głowacki był związany (ponad 40 lat), zajmowała w jego sercu miejsce szczególne. Oprócz opisywania metropolii w swoich dziełach epickich Prus tworzył cykl „Kronik tygodniowych” drukowanych w „Kurierze Warszawskim”, gdzie komentował na bieżąco wydarzenia i sprawy związane z Warszawą. Myślę, że gdyby zobaczył, co współczesne władze stolicy zrobiły z tym miejscem, byłby zrozpaczony. Ba, sądzę, że tak samo zrozpaczony byłby carski generał Sokrates Starynkiewicz, prezydent Warszawy w latach 1875-1892, który kochał Warszawę i tyle dla niej zrobił.

Wracając do Prusa, pamiętamy wszyscy tę wizję wielkiej, wspaniałej, wielkomiejskiej Warszawy, której prezydent Gronkiewicz-Waltz chciała przypiąć w ostatnim czasie symbol „słoika”, dla którego nawet zaprojektowano logo. Niech cytat z „Lalki” (1887-1889) sam określi, w którym miejscu jesteśmy: „Nieustanny turkot i szmer wydał się Wokulskiemu nieznośnym, a wewnętrzna pustka straszliwą. Chciał czymś się zająć i przypomniał sobie, że jeden z zagranicznych kapitalistów pytał go o zdanie w kwestii bulwarów nad Wisłą. Zdanie już miał wyrobione: Warszawa całym swoim ogromem ciąży i zsuwa się ku Wiśle. Gdyby brzeg rzeki obwarować bulwarami, powstałaby tam najpiękniejsza część miasta: gmachy, sklepy, aleje…”. Do dziś wizja niezrealizowana.

Potem następuje podróż Wokulskiego po Powiślu w celu przypatrzenia się jego rzeczywistości. Jest to jeden z mocniejszych fragmentów charakteryzujących powieść realistyczną, wręcz naturalistyczną, na wzór Emila Zoli. Opis miasta to tak naprawdę charakterystyka kondycji ludzkiej, miasto jest tylko pretekstem do szkicowania tej smutnej analogii. Z kolei miasto, które się rozpada i jest zaniedbane, źle zagospodarowane to przecież nasza codzienność. Z władzami w postaci Platformy Obywatelskiej i SLD: „Nigdzie nie wejdziemy po tej leżącej drabinie – myślał. – To chory kąt, dziki kąt” – powiedział Wokulski, wędrując przez Powiśle. A także: „Oto miniatura kraju – myślał – w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty”. Jakże to aktualne.

Co dziś?

Wierność Ojczyźnie, która jest obecnie wyniszczana pod dyktatem Brukseli, pod dyktatem rządu Tuska promujących razem wizję międzynarodówki, czyli Super-Europy, gdzie granice nie będą miały wkrótce znaczenia, ani symbole narodowe, ani narodowość, język ojczysty, ważne dzieła mistrzów także, wycinane przez kolejnych „kompetentnych” ministrów edukacji narodowej. Miłość do ziemi, naszej wspólnej własności jest także nam wykradana, bezlitosnym atakiem centrolewu Tuska na Lasy Państwowe, na własność Polaków, łącznie z ich emeryturami. Możemy uczyć się od Bolesława Prusa zadań, jakie naszkicował w swoim testamencie twórczości: walka o Polskę, o język ojczysty, Naród, o jego dobra naturalne.

A i dzisiejsi „koloniści” żyjący w Polsce i poza jej terenami, ci najeźdźcy rodem z powieści „Placówka” wcale nie są tacy inni od opisanych 128 lat temu.

Dr Tomasz M. Korczyński