Olimpiada w służbie imperium
Wtorek, 4 lutego 2014 (02:14)Olimpiada zimowa w Soczi ma pokazać potęgę Rosji i umocnić jej wpływy w newralgicznym geopolitycznie regionie Kaukazu. Zmobilizowane jak na małą wojnę siły wojskowe i policyjne sprostać mają determinacji islamskich separatystów, którzy wypowiedzieli wojnę olimpiadzie na „kościach przodków”.
Wizerunek za miliardy
Zdaniem dr. Davida Kolbai, historyka ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, trudno by było znaleźć piękniejszą scenerię dla olimpiady niż Soczi.
– Tam są fantastyczne widoki, z jednej strony góry Kaukazu, z drugiej Morze Czarne i wspaniałe wybrzeże, co w sumie jest nieporównanie ciekawsze niż jakieś monotonne śniegi na Syberii – uważa dr Kolbaia. – Pokazanie światu, że Rosja jest piękna, to jeden z powodów tej lokalizacji, ale z pewnością nie ten najważniejszy – dodaje.
Na przemianę siermiężnego postsowieckiego kurortu nad Morzem Czarnym w najnowocześniejsze centrum sportów zimowych Rosja nie żałowała grosza. Z zapowiadanych początkowo 12 mld dolarów na organizację olimpiady w Soczi zrobiło się już 50 mld, a suma ta może dojść do 65 mld dolarów. Gdy doliczy się do tego choćby grube miliardy wpompowywane co roku do Czeczenii, mające zapewnić względny spokój w tej najbardziej zbuntowanej kaukaskiej republice, skąd obawiano się największego zagrożenia terrorystycznego dla olimpiady – koszty całego przedsięwzięcia mogą przyprawić o zawrót głowy.
– Dla Putina mającego ogromne ambicje imperialne w zasadzie w całej Euroazji promowanie siebie i Rosji jako kraju nowoczesnego, potrafiącego perfekcyjnie zorganizować najtrudniejsze przedsięwzięcia na skalę światową jest rzeczą priorytetową – uważa prof. Mieczysław Ryba, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL. – W związku z tym te miliardy są tylko pozornie utopione w czymś tak niedochodowym jak –wydawałoby się – sport. Realnie ma to ogromne znaczenie wizerunkowe.
Dlaczego akurat w Soczi?
Sprowadzenie zamysłu organizacji zimowej olimpiady w subtropikalnym klimacie wśród wrogich Rosji kaukaskich separatystów do zachcianki Putina byłoby grubym nieporozumieniem. Rosja ma w rejonie Kaukazu strategiczne cele geopolityczne, które wpłynęły na tę lokalizację. Przede wszystkim chodzi jej o umocnienie swojej pozycji w rejonie Kaukazu i Zakaukazia, który – podobnie jak Ukrainę –traktuje jako swoją strefę wpływów.
Zdaniem dr. Davida Kolbai, organizacja olimpiady w Soczi współgra z priorytetami rosyjskiej polityki, a Putin, prowadząc politykę imperialną w rejonie Kaukazu, kontynuuje zasadniczy kierunek polityki rosyjskiej realizowany tu od stuleci.
– To najkrótsza droga na Bliski Wschód, do Iranu, do ciepłych mórz i dalej do Azji Centralnej i Oceanu Indyjskiego, dlatego odgrywa tak znaczącą rolę w geopolityce Rosji – podkreśla.
Jednak, zdaniem historyka, ponad 200-letniej obecności Rosji w rejonie Kaukazu nie można nazwać pasmem sukcesów, a jedną z przeszkód, na jaką natrafiają tu Rosjanie, jest niezłomność górali kaukaskich. Celem imperium rosyjskiego jeszcze sprzed rewolucji październikowej była ich rusyfikacja, co się jednak nie udało. Później Związek Sowiecki, starając się rozgrywać różnice narodowe, usiłował zmarginalizować znaczenie najsilniejszych grup etnicznych i zaprząc ludy kaukaskie do gospodarki socjalistycznej, co też okazało się nieskuteczne. Rozpad ZSRS i pojawienie się niezależnych państw na Kaukazie oraz problemy Federacji Rosyjskiej z buntującymi się co chwilę górskimi regionami wskazują, że Rosja nie do końca osiągnęła na Kaukazie swoje cele.
– Mimo że ciągle utrzymuje potężne wpływy w rejonie Zakaukazia, to jednak nie można wykluczyć, że może je utracić – wskazuje dr Kolbaia.
Sytuację polityczną na południowym Kaukazie w znacznej mierze określa istnienie dwóch zantagonizowanych bloków – prorosyjskiego i prozachodniego. Armenia, a także sporne terytorium Górskiego Karabachu oraz oderwane od Gruzji Abchazja i Osetia Południowa zależne są od Rosji, natomiast Gruzja i Azerbejdżan mają aspiracje integracji z partnerami zachodnimi, czemu Rosja jak do tej pory dość skutecznie się przeciwstawiała.
Sytuację w regionie zaognia również nie do końca rozstrzygnięta po rozpadzie ZSRS kwestia podziału gazonośnych stref przybrzeżnych Morza Kaspijskiego.
Kolejnym czynnikiem destabilizującym region jest będąca solą w oku Putina działalność islamskich fundamentalistów operujących głównie w górskich rejonach Dagestanu, Czeczenii, Inguszetii, Karaczajo-Czerkiesji czy Kabardo-Bałkarii. Wprawdzie sytuacja w Czeczenii pod rządami krwawego i promoskiewskiego Ramzana Kadyrowa została w zasadzie opanowana, lecz znaczenia nabrała partyzantka pod dowództwem Doku Umarowa, który proklamował utworzenie Emiratu Kaukaskiego grupującego republiki kaukaskie w jedno muzułmańskie państwo wyznaniowe z prawem szariatu i prowadzi walkę o oderwanie regionu od Rosji.
Ogromne inwestycje w infrastrukturę rosyjskiej części regionu, a także militaryzacja pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa olimpiadzie obszarów spornych zaanektowanych Gruzji niezwykle wzmacniają pozycję Rosji w rejonie Kaukazu.
Czołganie Gruzji
Organizacja olimpiady w bezpośrednim sąsiedztwie Gruzji stwarza Putinowi liczne sposobności do aktów skierowanych przeciwko temu niewielkiemu państwu, które wbrew woli potężnego sąsiada już jesienią br. ma podpisać – tak jak mogła to zrobić Ukraina – umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.
Jednym z głównych posunięć godzących w interesy Gruzji było samowolne włączenie przez Rosję do strefy bezpieczeństwa wokół obiektów olimpijskich Abchazji zaanektowanej w wyniku wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r., czego dotąd nie uznała społeczność międzynarodowa zrzeszona w ONZ.
– Uważam, że jest to wielka prowokacja wobec Gruzji, kontynuacja tego, co Putin rozpoczął w 2008 r. – wskazuje dr Kolbaia. –To odzwierciedla sposób, w jaki Rosja traktuje inne państwa. Oznacza to, że Putin nie uznaje Gruzji jako suwerennego państwa.
Kolejną prowokacją było umieszczenie w rejestracyjnej bazie uczestników olimpiady Abchazji i Osetii Południowej jako niepodległych państw biorących udział w igrzyskach. Dopiero stanowczy protest gruzińskiego MSZ w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim i wskazanie, że jest to prowokacja godząca w terytorialną integralność Gruzji, zapobiegły startowi w igrzyskach zawodników z tych okupowanych terenów.
Innym gestem potraktowanym przez Gruzinów jako chęć ich upokorzenia było powołanie do sztafety z olimpijskim ogniem rosyjskiego pilota Iwana Nieczajewa, który za naloty na Gruzję otrzymał tytuł bohatera, a w sztafecie uczestniczył w niesieniu olimpijskiego znicza na Kreml. Zdaniem Gruzinów, Moskwa celowo wysunęła tę postać na pierwszy plan, aby wywołać ich negatywną reakcję, którą później wykorzystała w wojnie propagandowej.
Imperialna symbolika
Przeciwko przyznaniu Rosji prawa do organizacji zimowej olimpiady w Soczi od samego początku protestowali potomkowie licznej emigracji czerkieskiej, a więc ludu, na którego etnicznych terenach mają się odbyć igrzyska. Przedstawiciele liczącej 3-4 mln osób diaspory czerkieskiej rozproszonej głównie w krajach muzułmańskich, ale też w Stanach Zjednoczonych, wskazywali, że termin igrzysk i wybrane przez Putina miejsce nieprzypadkowo związane jest z naznaczonym zbrodnią ludobójstwa na narodzie czerkieskim podbojem Kaukazu przez imperium rosyjskie.
Właśnie w Soczi i pobliskiej Krasnej Polanie, tam, gdzie trwać mają olimpijskie zmagania, dokładnie 150 lat temu dokonał się ostatni akt trwającego około pół wieku niezwykle krwawego ujarzmiania przez Rosję narodów kaukaskich. Najwaleczniejszymi, najdłużej stawiającymi opór 200-tysięcznej armii carskiej okazali się Czerkiesi. Okupili swoje bohaterstwo ogromnymi stratami. Choć brak precyzyjnych wyliczeń, to szacuje się, że zginęło ich ok. 400 tys., a prawie pół miliona zostało deportowanych do Turcji. Inne dane mówią o deportacji sięgającej 2 mln Czerkiesów.
Zachowały się dokumenty świadczące o wstrząsających warunkach, w jakich znaleźli się w Turcji. „Wszędzie można było napotkać chorych, umierających i zmarłych; na progach sklepów, na środku ulic, na placach, w parkach, pod drzewami” – pisał inspektor zdrowia Imperium Otomańskiego z miasta Samsun. Z listów ówczesnego konsula Rosji wynikało, że w mieście tym w 1864 r. dziennie umierało 200 Czerkiesów. Znane z urody czerkieskie kobiety trafiały jako nałożnice do haremu sułtana.
Opuszczone domostwa Czerkiesów i niezebrane plony Rosjanie przekazywali walczącym po swojej stronie Kozakom. Nieprzypadkowo ubrani w tradycyjne stroje Kozacy mają obok milicji pełnić funkcje porządkowe w czasie olimpiady jako rdzenni mieszkańcy tych ziem. Starania Czerkiesów o uwzględnienie elementów ich narodowej kultury w oprawie artystycznej igrzysk nie spotkały się z przychylnym potraktowaniem przez Moskwę.
Współcześni potomkowie Czerkiesów w Rosji i diasporze od lat dążą do uznania zbrodni na swoich przodkach za akt ludobójstwa w świetle prawa międzynarodowego. Stosowne uchwały podjęły parlamenty autonomicznych republik kaukaskich i od ponad 20 lat bezskutecznie monitują w tej sprawie u władz federalnych Rosji.
Również parlament Gruzji jednomyślnie uznał podbój narodu Czerkiesów za ludobójstwo i w 2012 r. uczcił je pomnikiem w mieście Anaklii położonym 200 kilometrów od Soczi.
O ludobójstwie Czerkiesów stało się w świecie głośno dopiero w 2011 r., gdy Doku Umarow, przywódca Emiratu Kaukaskiego, nazwał igrzyska w Soczi „szatańskim tańcem na kościach przodków” i wezwał do ataków terrorystycznych na terenie całej Rosji, w wyniku których zginęło już kilkadziesiąt przypadkowych cywilnych ofiar.
Tak więc wbrew intencjom inicjatorów idei uznania ludobójstwa Czerkiesów ich protest przeciwko olimpiadzie w Soczi został skompromitowany jako akt fundamentalistycznego islamskiego terroru, co zapewne ucieszyło Kreml.
Adam Kruczek