Kiedyś Pałace Kultury i Nauki, dziś tęcze
Niedziela, 2 lutego 2014 (08:47)Ekstremiści grają swoje. Kiedy mieszkańcy Warszawy odetchnęli z ulgą w związku z demontażem kontrowersyjnej instalacji tęcza, środowiska gejowskie znów dążą do konfrontacji, podgrzewają atmosferę i podsycają konflikt społeczny, a wtóruje im „Gazeta Wyborcza”. Oto początek artykułu umieszczonego na portalu wyborcza.pl:
„Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT chciałoby, aby tęcza Julity Wójcik, spalona podczas obchodów Święta Niepodległości, stanęła w Gdańsku. Planuje złożyć wniosek w tej sprawie do rady miasta. – Przeniesienie tęczy to na razie teoretyczne rozważanie, ale pomysł jest ciekawy – komentuje artystka”.
Granie tęczą to tania manipulacja
Najpierw środowiska LGBT w porozumieniu z aktualnymi władzami Warszawy wywołały spór ideologiczny. Następnie sprowokowały radykałów do agresywnego wystąpienia, doszło do podpaleń, chuligańskich wybryków, a potem mainstreamowi moraliści, dyżurni mędrcy „Wyborczej” i spółka mogli się oburzać, że doszło do aktów zniewagi tej świeckiej „relikwii”.
Dziwiono się stopniem nienawiści, zacofania społeczeństwa polskiego, szukano sprawców, ale tych symbolicznych. Głównych źródeł utrzymywania Polski na poziomie ciemnogrodu upatrywano w Kościele katolickim, prawicowych i katolickich mediach, a w sferze polityki w PiS czy Solidarnej Polsce. Śpieszę dodać, że dziwiono się i oburzano na pokaz. Chodziło o wytworzenie, podsycanie i kontrolowanie konfliktu oraz dzielenie społeczeństwa, aby szerzyć lewackie idee. Środowiska ekstremistów mniejszości seksualnych opanowały to do perfekcji. Centrolewicowy rząd Tuska opanował to także do perfekcji. Porozumienie między nimi jest bez wątpienia jedną z największych patologii naszej współczesności. Kuglarze pokazują swoje sztuczki, a spektakl redukuje się do wciągnięcia w jego jądro jak najszerszych warstw społecznych i zmuszenia widzów do zabawy w tym błocie.
Dla ludzi zdroworozsądkowo myślących jest to aż nadto czytelne i trudno ich nabrać na tę ideologiczną hucpę. Nie trzeba być tu rzecz jasna naukowcem albo specjalistą od public relations.
Oto wypowiedź autorki instalacji dla „Gazety Wyborczej” we wspomnianym artykule: „Idea przeniesienia tęczy na plac Solidarności to ciekawy pomysł. 11 listopada została spalona jako »pedalska tęcza« i »symbol zarazy«. Po tych wydarzeniach należy powiedzieć, że środowiska LGBT potrzebują solidarności. Na warszawskim placu Zbawiciela taką solidarność można było zobaczyć, gdy pojedyncze osoby w symbolicznym geście sprzeciwu wobec przemocy i nienawiści wkładały kwiaty w spalony szkielet tęczy. A także wtedy, kiedy ogromna grupa ludzi przeprowadziła akcję całowania się pod instalacją”.
Oto główna intencja całej tej maskarady. Solidarność z uciskanymi! Kolejna demaskacja zakłamania polega na tym, że dotychczas instalacja miała być w interpretacji mainstreamu znakiem porozumienia i miłości wszystkich do wszystkich, kreacją do wychodzenia ponad podziały, a konieczność obecności szkaradnej konstrukcji w centrum stolicy tłumaczono sloganami o powszechnej tolerancji, pokoju i solidarności.
Szybko jednak homofobiczne i heterofobiczne mniejszości, związane z LGBT, które próbują narzucić w większości heteroseksualnemu społeczeństwu, ale także polskim homoseksualistom jedyną „słuszną” narrację, oświadczyły, że tęcza należy całkowicie do nich. Świadczy o tym zarówno inicjatywa przeniesienia instalacji do Gdańska, którą zaproponowali aktywiści ze stowarzyszenia „Tolerado”, jak również wypowiedź samej Julity Wójcik. Wyszło szydło z worka.
Obcy i agenci
Z kolei przychodząca w sukurs tonącym ekstremistom „Gazeta Wyborcza” proponuje tytuł dla wspomnianego artykułu, który wskazuje na kolejną tanią manipulację:
„Chcą przenieść podpaloną tęczę z Warszawy do Gdańska. W kontrowersyjne miejsce” (http://wyborcza.pl/1,75248,15350429,Chca_przeniesc_podpalona_Tecze_z_Warszawy_do_Gdanska_.html).. Miejsce w ogóle nie jest kontrowersyjne, ponieważ plac Solidarności i pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku to nasza narodowa duma, nasza część historii, nasza tożsamość narodowa. Podobnie jak plac Zbawiciela w Warszawie. Kontrowersyjna jest natomiast instalacja „Tęcza”, kontrowersyjny jest także pomysł przeniesienia jej do Gdańska, w to konkretne miejsce, ponieważ ani instalacja „Tęcza” – symbol LGBT, ani idee ruchu LGBT nie są częścią Polski, jej tożsamości, jej historii, jej Narodu. Są produktem zewnętrznym, eksportowanym z USA i Europy Zachodniej wraz ze spadochroniarzami, agentami gejowsko-lesbijsko-feministycznej międzynarodówki. I proszę tu nie mylić tego ze zjawiskiem homoseksualizmu jako takim, które istniało zawsze i wszędzie, także w Polsce. Ruch LGBT, co należy tu mocno zaakcentować, chce właśnie wytworzyć takie przekonanie, że jest jedynym orędownikiem i głosem osób homoseksualnych. To nieprawda.
Należy bowiem po pierwsze odróżnić osoby homoseksualne od gejów czy lesbijek, po drugie ruch LGBT nie reprezentuje ani gejów, ani lesbijek (choć rości sobie do tego prawo, ale roszczenie sobie prawa jeszcze nie uprawnia do twierdzenia, że tak rzeczywiście jest; zresztą podobnie ma się sprawa z feministkami, one też roszczą sobie prawo do bycia głosem kobiet, co jest absurdem dla… samych kobiet). Niech w tym miejscu wystarczy wypowiedź osoby bardziej kompetentnej w temacie niż ja, czyli pana Jean-Pier Delaume-Myard, o którym pisałem w tym miejscu: http://naszdziennik.pl/swiat/66657,homoseksualista-przeciwko-ekstremistom-z-ruchu-lgbt.html).
Ruch LGBT to kontynuacja marksizmu, podobnie jak ideologia gender. Lenin, idol feministki Katarzyny Bratkowskiej, też był „dobrem luksusowym” eksportowanym w wagonie z Berlina do Rosji. Dziś w miejsce komunistycznych przodowników mamy nową międzynarodówkę.
Zwróćmy też uwagę, że „Wyborcza” sprytnie gra słowami. Próbuje wytworzyć rzeczywistość społeczną za pomocą nowomowy, dlatego trzeba to demaskować. Przykładem jest sondaż umieszczony poniżej artykułu, który jest żenującą propagandą mającą za zadanie utrwalanie linii ideologicznej LGBT (pod egidą „Wyborczej”).
Proszę zwrócić uwagę na skonstruowanie pytań tego sondażu:
Czy tęcza Julity Wójcik powinna stanąć w Gdańsku?
1. Tak, bo pokazywałaby Gdańsk jako miasto wolności i swobód obywatelskich.
2. Nie, jej miejsce jest w Warszawie, niech tam zostanie.
3. Nie mam na ten temat zdania.
Jak każdy z Czytelników błyskawicznie zauważył, brakuje ważnej odpowiedzi. Nie ma miejsca na niezgodzenie się z koncepcją tęczy ani w Gdańsku, ani w Warszawie. I o to chodzi. Brakuje wypowiedzi: „Nie powinno jej w ogóle być”. Ani w Warszawie, ani w Gdańsku, ani w żadnym innym polskim mieście. Ten brak precyzji w powyższym pytaniu zamkniętym jest gwałtem metodologicznym, ale - jak wiadomo - manipulacja jest tu akurat świadoma. Urabianie myślenia mas to jedna z wielu szans na powodzenie akcji „Tęcza”.
Heterofobiczne, antychrześcijańskie i - jak się okazuje po wypowiedziach sławnego homoseksualisty, który walczy we Francji z ruchem LGBT - także homofobiczne akty agresji, zarówno fizycznej, jak i symbolicznej, dotarły do Polski.
Najbardziej rozbawiła mnie jednak propozycja „artystki” Wójcik:
„Dopóki stoi na placu Zbawiciela, przeniesienie jej na plac Solidarności to tylko idea. Jestem jednak za tym, aby kolejne tęcze pojawiały się w całej Polsce”.
Pamiętam mój szok kulturowy, gdy będąc po raz pierwszy w Rydze, przekonałem się naocznie, że PKiN to nie tylko nasz polski bagaż. Szkaradki architektoniczne rozrzucono po całej stolicy Łotwy. Wczoraj sowieckie drapacze chmur, dziś tęcze. Sowieckie potwory były przynajmniej praktyczne. A tu tylko postmodernistyczny koszmar estetyczny. W każdym razie propozycja „Tęcza dla wszystkich polskich miast” jest albo kolejnym dowodem na postkomunistyczne zacięcie wspomnianych „nowoczesnych” środowisk, albo chęci zarobienia na produkcie, ale wtedy należy się do tego przyznać, a nie chować za przeintelektualizowanymi banialukami. Niezależnie od powyższego, nie wiem, czy Marks i Lenin ucieszyliby się z takiej ewolucji swoich poglądów.
Dyktatura proletariatu była wprowadzana siłą, opresją, ordynarną, brutalną przemocą. Dziś totalność libertynów i neokomunistów przejawia się w sposób bardziej wyrafinowany, przynajmniej na zewnątrz, ale techniki manipulacyjne się nie zmieniły. Propaganda kieruje się swoimi standardami, a jeśli uwzględnimy dążenie tych neokomunistycznych ruchów, zarówno w ramach LGBT, jak i feminizmu, do pełnej legalizacji, na wzór USA np. aborcji, to brutalna, prymitywna przemoc, z mordowaniem ludzi włącznie, jest już faktem.
Ideologia ta chwyta w swoje szpony bezbronne dzieci, które bezwzględnie morduje, tylko że one nie potrafią jeszcze krzyczeć ani się bronić, albo które są oddawane pod dachy gejów i lesbijek. Dlatego mają nas jako swoich obrońców. Tylko nas.
Tak. Zdehumanizowane idee kryją się za logo LGBT i zgodnie z moją interpretacją tęczy to właśnie te idee projekt ów symbolizuje, chociażby z tego prostego powodu, że naturalna, występująca w przyrodzie tęcza ma siedem barw, a tu widzimy ich sześć, co przecież bezpośrednio promuje znak firmowy gejów, lesbijek, biseksualistów, transwestytów (zgodnie z symbolem autorstwa Gilberta Bakera). Natomiast tolerancja, równość, braterstwo pojawiały się na sztandarach wielu totalitaryzmów. Zmieniały się tylko konteksty społeczno-kulturowe i treści ideologiczne.
dr Tomasz M. Korczyński