• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Trud ofiarujemy za Kościół

Niedziela, 5 sierpnia 2012 (19:39)

Z ojcem Tomaszem Maniurą OMI – Duszpasterzem Młodzieży Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, organizatorem zagranicznych wypraw rowerowych Niniwa Team, rozmawia Marta Milczarska

 Skąd pomysł na tego typu wyprawy młodych, dlaczego rowerami i dlaczego taki kierunek?

- Pomysł zrodził się 6 lat temu w Katowicach, gdzie byłem wówczas wikarym. Z kilkoma młodymi zaczęliśmy tworzyć wspólnotę młodzieżową i szukaliśmy różnych sposobów, żeby ich przyciągnąć do Kościoła. Wiadomo, że sam ksiądz nie działa zachęcająco, ale jeśli robi coś atrakcyjnego, to już co innego. Pomysłów było wiele, a jednym z nich rowery. Czasem zbieraliśmy chętnych i wybieraliśmy się na popołudnie pojeździć, potem były weekendy, aż w końcu ktoś rzucił, żeby pojechać na dłużej, w wakacje. Bardzo mi się ten pomysł spodobał, ale miałem tylko tydzień urlopu, więc cel musiał być w miarę blisko. Wtedy zupełnie nieprzygotowani technicznie, porwaliśmy się z motyką na słońce, czyli do Wilna. Nikt nie wierzył, że dojedziemy. Niektórzy już pierwszego dnia pobili kilkukrotnie swój rekord dystansu.

Kto jest pomysłodawcą?

- Pomysł zrodził się spontanicznie i wyszedł od młodych, ale pociągnąłem tę myśl, bo to fajna metoda ewangelizacji.

Jaka jest historia waszych wypraw, bo byliście już w Azji, w Afryce, a teraz Nordkapp? Jakie były wcześniejsze intencje?

- Zaczęliśmy w 2007 roku Wilnem, potem dalej Kijów (2008 r.), następnie Rzym (2009 r.), co było już dużym wyzwaniem (1735 km), a tak medialnie i z większym rozmachem zaczęliśmy jeździć od 2010 roku i wtedy też padł pomysł na podejmowanie konkretnych intencji oraz pisanie codziennych relacji z większym rozmachem. To była wyprawa do Jerozolimy (4300 km w 6 tygodni) w intencji głodujących dzieci w Afryce pod hasłem „Rajd 3,6 s. - Ekspedycja Jerozolima”. Co 3,6 sekundy umiera średnio z głodu lub braku wody dziecko na świecie. W 2011 roku pojechaliśmy do Madrytu na ŚDM, a dalej do Maroka i Fatimy. Intencją zeszłorocznej wyprawy „Tour de Mazenod” (od założyciela Misjonarzy Oblatów MN, św. Eugeniusza de Mazenoda) była młodzież.

Na Nordkapp jedziecie w intencji Ojca Świętego.

- W tym roku wszystkie znaki wskazywały na to, abyśmy swój trud na trasie ofiarowali za Kościół w myśl hasła roku duszpasterskiego „Kościół naszym Domem”. Wiadomo też, że na czele Kościoła stoi papież, a Benedykt XVI stale jest atakowany i dźwiga ciężkie brzemię. Chcieliśmy go w tym trudzie wesprzeć. Stąd „Misja B XVI – Nordkapp”.

Jak wygląda taka wyprawa? Jak się do niej uczestnicy przygotowują?

- Jechać może każdy, kto tego chce i sprawdzi się na wyprawach przygotowawczych, które są obowiązkowe. Wtedy też docieramy się pod względem jazdy w kolumnie, odpoczynków, tempa jazdy itd. Oprócz tego każdy powinien przygotowywać się indywidualnie w wolnym czasie. Muszę się przyznać, że ja sam nie trenowałem na rowerze w lipcu ani razu. Nie jest też tak, że mogą jechać tylko osoby ze wspólnoty Niniwa czy jedynie wierzący. W tym roku w ekipie mamy dwóch zdeklarowanych ateistów. To szansa dla wszystkich. Po drodze oczywiście codziennie przeżywamy modlitwę i Eucharystię. Zresztą w obliczu mijanego po drodze piękna stworzenia nie sposób się nie modlić! Codziennie pokonujemy co najmniej 150 km dystansu, jeździmy z bagażami (ponad 20 kg) na rowerach i bez samochodu technicznego czy zaplanowanych noclegów. Nie mamy na nie pieniędzy. Jeździmy „na wiarę”, jak to mówią młodzi.

Czym jest taka wyprawa dla młodych ludzi od strony duchowej?

- Dla mnie, ale myślę i dla uczestników wyprawy, są konkretnym dowodem na istnienie Boga. Na każdym kroku doświadczamy Jego pomocy i wsparcia. Mógłbym opowiadać godzinami o sytuacjach, w których nieoczekiwanie postawił nam na drodze dobrych ludzi, pozwolił zrobić pranie po 2 tygodniach jazdy albo uratował podczas wypadku. O tych doświadczeniach można poczytać w naszych książkach, które wydajemy po każdej wyprawie. Na końcu zawsze znajdują się świadectwa uczestników, które dla mnie mają wyjątkową wartość i pokazują, jak Bóg autentycznie dotyka serc ludzi. Oprócz tego nasze rajdy mają szansę oddziaływać na innych, którzy czytają o nich w internecie (www.niniwateam.pl), dowiadują się z mediów itd. To ważne świadectwo, którego ludzie dzisiaj potrzebują.

Wasza wyprawa potwierdza, że młodzi ludzie nie są obojętni na wiarę, Kościół… Jak Ojciec postrzega potrzebę uczestniczenia w życiu Kościoła młodych ludzi?

- Jan Paweł II podkreślał na każdym kroku, że młodzi są nadzieją dla świata. To jasne. Myślę, że przede wszystkim trzeba obalić mit, że młodym się nic nie chce. Rzeczywiście wielu jest leniwych i potrzebuje zachęty, ale nasze wyprawy są bardzo wymagające, a chętnych nie brakuje. W tym roku miałem 40 chętnych, z których musiała się wyłonić ostateczna dwudziestka. Trzeba młodym pokazywać Kościół jako miejsce żywe, radosne i ciekawe. Jako przygodę! Tego często brakuje i dlatego młodzi się zniechęcają, tak samo jak wszystkim innym, co wydaje się nudne. Gdy młodzi zasmakują prawdziwego Kościoła, świetnie się angażują i robią wiele dobrego. Dziś ksiądz niewiele zdziała samemu. To młodzi, których ma przy sobie, wchodzą w świat i mają szansę mówić o Bogu innym.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska