• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Gender - nowa odsłona komunizmu

Czwartek, 16 stycznia 2014 (21:25)

Dopóki naukowcy pozostają na obszarze swoich dociekań i badań, dopóty możemy mówić o naukowości, o ich mozolnym dążeniu do przybliżenia się do prawdy.

Jednak gdy wyniki i rezultaty badań pseudonaukowców, inżynierów społecznych, niekoniecznie uczciwe lub prawdziwe, otrzymane w wyniku świadomego lub nieświadomego błędu, zostają użyte w celu realizacji określonych programów społecznych i politycznych, w błyskawicznym tempie, bez głębszej refleksji, odczekania, oglądu sytuacji po wprowadzaniu rewolucyjnych odkryć, wówczas miejsce nauki zajmuje ideologia, której zadaniem jest zmiana za wszelką cenę stosunków społecznych poprzez realizowanie eksperymentów na żywej tkance społecznej, głównie na rodzinie, i co gorsza - na dzieciach. W fabrykach genderprzemysłu produkowany jest nowy człowiek lewicy.

Niezwykle znamienny jest wywiad z działaczką feministyczną Barbarą Limanowską, która przybyła do Polski na pomoc tonącym w naszej Ojczyźnie feministkom (dzięki m.in. kompromitującym wypowiedziom w przestrzeni publicznej takich „osobowości” jak Katarzyna Bratkowska, która jest piewcą komunizmu jako „ustroju najbardziej prospołecznego i humanitarnego”). W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” Limanowska sama demaskuje główne postulaty niebezpiecznej i antynaukowej koncepcji gender.

Limanowska mówi na przykład: „Gender zadaje pytania. O to, kto ma władzę, kto korzyści, kto jakie obowiązki i przywileje. Zadawanie tych pytań i znajdowanie obiektywnych odpowiedzi ideologią nie jest. Oczywiście odpowiedzi mogą być niewygodne”. „Dla kogo?″ - pada pytanie dziennikarki. „Dla osób, które tę władzę mają. Bardzo trudno żegnać się z przywilejami, jeżeli nie rozumie się, że zmiana stosunków społecznych może przynieść korzyści”.

I dotykamy właśnie sedna zagadnienia, następuje odsłonięcie głównego zarzewia konfliktu, ponieważ to „żegnanie się z przywilejami” i rysowanie odległej utopii szczęśliwości przynoszącej „korzyści” jest zapowiedzią rewolucji.

Komuniści marzyli, aby zrealizować tzw. program równościowy. Dziś ich cele i dążenia w nowej odsłonie zaczynają z powodzeniem być przeprowadzane przez agresywną mniejszość. Niegdyś większość (czyli tzw. bunt mas) miała dokonać i dokonywała ordynarnych, brutalnych zmian w społeczeństwie. Lumpenelity zdobywały władzę. Dziś inni ekstremiści wkroczyli na salony i dążą do wprowadzania postanowień traktatu amsterdamskiego z 1997 roku, czyli do wprowadzenia gender mainstreamingu jako strategii politycznej obowiązującej wszystkie państwa członkowskie. I to już nie jest zabawa, tylko gwałt i przemoc, w dodatku ingerujące w suwerenność państwa polskiego. Jeśli Polska się temu dyktatowi podda, a centrolewicowy rząd Donalda Tuska ma od tego swoich cyngli, jak minister Elżbieta Bieńkowska, Joanna Kluzik-Rostkowska, Lena Kolarska-Bobińska i przede wszystkim Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, wówczas społeczeństwo, a przede wszystkim normalna rodzina zostaną zdeformowane, a dzieci bezkarnie molestowane przez programy równościowe, które zgwałcą ich niewinność i delikatność.

Gender nie jest teorią, jak twierdzi Limanowska, gender studies nie są NAUKĄ, nie mają statusu uprawniającego do używania słowa „gender-logia”, ale są przekształceniem fałszywych założeń i koncepcji w praksis, a więc zrealizowaniem marzenia Marksa.

Przy czym czyn aktywu, proletariatu miał za zadanie obalenie systemu kapitalistycznego, którego władzę i przywileje posiadali żarłoczni burżuje.

Dziś uciskaną klasę, ów „proletariat” zastąpiła nowa klasa, klasa „uciskanej” płci czy orientacji seksualnych (czytaj: kobiet feministek, gejów, lesbijek itp.). Na dalszym odcinku komunistycznej „pięciolatki” dyktaturę proletariatu zastąpiła dyktatura feministek i środowisk LGBTQ. Czas odebrać przywileje złym mężczyznom, tradycyjnym rodzinom, wyzwolić kobiety (żyjące w świecie tzw. fałszywej świadomości) z systemu patriarchalnego. Akcja trwa w państwach Europy Zachodniej: Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii, Szwajcarii, państwach skandynawskich. U nas wciąż jeszcze w sposób umiarkowany, ponieważ Naród Polski na szczęście w porę zareagował, co doprowadziło ideologów zagłady cywilizacji życia do wściekłości. Cofnęli się o krok. Jednak nie dajmy się zwieść słodkim i uspokajającym deklaracjom kolejnych ministrów gendermanii. Znów zbiorą siłę do przeprowadzenia rewolucji kulturowej.

Dlatego w pierwszej kolejności owe akcje reklamowania i zachęcania do relatywizmu moralnego, intelektualnego i naukowego uderzają bezpośrednio w Kościół katolicki, który stoi po stronie Prawdy, nie tylko wiary, ale i rozumu.

Jest on jedyną „organizacją”, która jest w stanie uratować istotę rodziny i świętość kobiecości, jej godność, naturalność, piękno.

Dlatego nadzieją są dziś katolickie ruchy feministyczne, kongresy rodzin, jako aktywna alternatywa dla demonicznych koncepcji ideologii gender i przybyłych z zagranicy inżynierów koncepcji nowego człowieka.

Dr Tomasz M. Korczyński