Polityk z klasą
Piątek, 10 stycznia 2014 (02:13)Był dwa razy ministrem środowiska, od kilku kadencji jest posłem, ale większość swojego życia poświęcił pracy naukowej i w tym zakresie może się pochwalić bardzo bogatym dorobkiem i uznaniem międzynarodowym.
Jan Szyszko urodził się w Starej Miłosnej, części Wesołej, która od kilkunastu lat jest dzielnicą Warszawy. I mieszka tam cały czas. Gdy po maturze zawitał w progi Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, nie przypuszczał, że zwiąże się z tą uczelnią na stałe. W 1966 roku kończy Wydział Leśny SGGW, a po kilku latach rusza ze studiami doktoranckimi i zostaje pracownikiem naukowo-dydaktycznym na swojej uczelni. Jest nim do dzisiaj. Drugim miejscem działalności naukowej pana profesora jest Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Nauka na pierwszym miejscu
Student Jan Szyszko miał dobrą opinię wśród wykładowców, dobrze się uczył, był ambitny. Przez kolegów zaś był uważany za świetnego kolegę i dobrego organizatora, niestroniącego od życia towarzyskiego, ale z umiarem. Dobre cechy pokazał też jako nauczyciel akademicki.
– Zajmował się już wtedy entomologią, czyli nauką o owadach. I wyróżniał się na tle ówczesnej kadry SGGW – wspomina Maria Ruszkowska, w latach 70. studentka prof. Jana Szyszko.
– Miał szeroką wiedzę, znał najnowsze badania, także zagraniczne, ze swojej dziedziny. Dlatego zajęcia z nim były ciekawsze niż u wielu innych naukowców. Nie zawaham się powiedzieć, że przez wielu studentów był wręcz uwielbiany – opowiada pani Maria. Pewnie i dlatego, że chętnie brał udział w studenckich wyjazdach naukowych, gdzie w wolnym czasie można było też liczyć na Jana Szyszko jako partnera do brydża. Zresztą profesor nieprzerwanie cieszy się opinią świetnego dydaktyka, mającego dobre podejście do studentów.
Dobrą opinię o Janie Szyszko wśród studentów potwierdza poseł Dariusz Bąk (PiS), który Wydział Leśny SGGW kończył w latach 80., gdy profesor był jeszcze adiunktem.
– Akurat moja grupa nie miała zajęć z panem Szyszko, ale od kolegów wiem, że był lubiany i ceniony przez studentów – mówi poseł. – I miał ogromne zacięcie do sportu. Akurat nasz wydział był znany z tego, że studenci i wykładowcy wyróżniali się w sporcie, a Jan Szyszko miał osiągnięcia zwłaszcza w konkurencjach lekkoatletycznych – dodaje parlamentarzysta.
Zresztą sportowa pasja to cecha rodzinna – brat profesora Andrzej Szyszko był przez wiele lat działaczem sportowym, preze- sem klubu Orzeł Warszawa, a żona Kry- styna Szyszko to nauczycielka wychowania fizycznego.
Jan Szyszko współorganizował w latach 70. stację badawczą dla Wydziału Leśnego SGGW w Starej Brdzie Pilskiej koło Człuchowa na Pomorzu. Doświadczenia te były pomocne, gdy tworzył potem stację naukowo-badawczą w Tucznie koło Piły, aby tam prowadzić m.in. studia nad zmianami klimatu. W organizowanych tam praktykach naukowych chętnie uczestniczą kolejne roczniki studentów, tam też prof. Szyszko prowadzi wiele konferencji naukowych, m.in. z udziałem gości z zagranicy.
Specjalność: biegaczowate
Jako entomolog prof. Jan Szyszko specjalizuje się w badaniach nad biegaczowatymi – rodziną owadów z rzędu chrząszczy. Należy do niej około 25 tys. gatunków, z czego 500 żyje w Polsce. Okazuje się, że biegaczowate doskonale sprawdzają się w badaniach na temat zmian zachodzących w środowisku naturalnym, bo określone gatunki tych owadów żyją w jednym ekosystemie, a drugie w innym. Po tym, jakie biegaczowate żyją na określonym terenie, można ocenić, w jakim kierunku zmienia się środowisko.
Od łacińskiej nazwy biegaczowatych (carabidae) naukę o nich nazywa się karabidologią, a prof. Jan Szyszko jest uważany za międzynarodowy autorytet wśród karabidologów. Może się pochwalić np. tym, że odkrył jeden z gatunków tych owadów z rodzaju Trechusa. Ma ogromny dorobek naukowy, na który składa się ponad 230 pozycji, z których te najważniejsze były wiele razy cytowane w literaturze międzynarodowej. Za badania nad chrząszczami biegaczowatymi prof. Jan Szyszko otrzymał doktorat honoris causa niemieckiego uniwersytetu w Lueneburgu.
W 2008 roku profesora spotkał kolejny zaszczyt: otrzymał nagrodę imienia Ettore Majorany „Nauka dla Pokoju”, przyznawaną przez naukowców z całego świata, w tym noblistów i członków Papieskiej Akademii Nauk.
Jana Szyszko uhonorowano za „badania nad znaczeniem struktury krajobrazu wiejskiego i długofalowych zmian w systemie klimatycznym i nad wymianą dwutlenku węgla między ekosystemem i atmosferą”. Pod tym kryły się także badania na temat bioróżnorodności i roli lasów w ochronie klimatu. Warto zauważyć, że Jan Szyszko jest drugim Polakiem – po bł. Janie Pawle II – któremu przyznano tę nagrodę.
Na marginesie dodajmy, że imponująca jest też prywatna kolekcja owadów pana profesora, która liczy ponad 50 tys. okazów, w tym wiele biegaczowatych. Owady Jan Szyszko zbiera od wielu lat w kraju i podczas podróży zagranicznych.
Praca naukowa profesora przyczyniła się też do tego, że jest on jednym z najbardziej kompetentnych polityków w dziedzinie ochrony środowiska. Stara się przy tym łączyć gospodarkę z ekologią, czym często naraża się zarówno obrońcom środowiska, jak i kołom biznesowym.
Przejście do polityki
Jan Szyszko długo unikał zaangażowania politycznego. Nie licząc objęcia mandatu gminnego radnego w Wesołej w 1987 roku, do polityki wszedł na początku lat 90. – aktywnie włączył się w tworzenie struktur Porozumienia Centrum. Gdy PC po wyborach w 1993 roku znalazło się poza parlamentem, nie opuścił partii, awansował nawet na wiceprezesa Porozumienia Centrum. W międzyczasie pełnił też funkcję dyrektora Krajowego Zarządu Parków Narodowych w resorcie ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa.
Ale tej wielkiej polityki zasmakował w 1995 roku, gdy został szefem sztabu wyborczego kandydata na prezydenta prof. Adama Strzembosza. Porozumienie Centrum popierało wtedy Strzembosza.
– To były wariackie czasy, kampanię robiło się po amatorsku w porównaniu z obecnymi czasami. Jana Szyszko spotkałem kilka razy i trzeba przyznać, że z organizacją kampanii radził sobie dobrze, choć polityczny marketing to nie jego specjalność. Ale był za to dobrym organizatorem – wspomina Łukasz Mikołajewski, jeden z wielu wolontariuszy wspierających prof. Strzembosza.
– Gdy jednak zapadła decyzja, że PC wystawi w wyborach własnego kandydata – Lecha Kaczyńskiego, Jan Szyszko zrezygnował z pracy w sztabie pana Strzembosza, co w tej sytuacji było zrozumiałe. I zaczął kierować kampanią Kaczyńskiego, który zresztą podobnie jak Strzembosz w końcu zrezygnował z kandydowania – dodaje Mikołajewski.
Minister razy dwa
O doświadczonym leśniku przypomniał sobie w 1997 roku Marian Krzaklewski, gdy budowano rząd koalicji Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności – premier Jerzy Buzek zaproponował mu fotel ministra ochrony środowiska. Doktor hab. Jan Szyszko (profesurę dostanie w 2001 r.) obiecuje Buzkowi przyjęcie nominacji, gdy jak grom z jasnego spada na niego informacja o tym, że Jarosław Kaczyński nie zgadza się na udział w rządzie swoich ludzi. Chodzi o to, że resort sprawiedliwości miała objąć Hanna Suchocka (UW) – gdy była premierem w latach 1992-1993, Urząd Ochrony Państwa prowadził działania mające zdyskredytować i osłabić prawicową opozycję, w tym PC. To z tamtych czasów pochodzi słynna „szafa Lesiaka”.
Kaczyński propozycję dla Jana Szyszko uznał za „przekupstwo”, ale ostatecznie zgodził się, aby objął on funkcję ministra. Jednak w październiku 1999 roku zostaje zdymisjonowany. Buzek nie ma do ministra zastrzeżeń merytorycznych, ale słabnący rząd potrzebuje głosów małych partii. I dlatego ministrem zostaje Antoni Tokarczuk, szef Porozumienia Polskich Chrześcijańskich Demokratów. Zresztą dymisja Jana Szyszko wyglądała kuriozalnie, bo dowiedział się o niej od… dziennikarzy.
W 1997 i 2001 r. Jan Szyszko bez powodzenia stara się o mandat poselski. Gdy powstaje Prawo i Sprawiedliwość, profesor aktywnie uczestniczy w organizowaniu się nowej partii. W 2005 roku po zwycięskich dla PiS wyborach zostaje pierwszy raz posłem (jest nim od tamtej pory nieprzerwanie) i ponownie ministrem środowiska.
Jan Szyszko odchodzi z rządu po przegranych wyborach w 2007 roku. Ma teraz więcej czasu na pracę parlamentarną. Jest jednym z bardziej aktywnych recenzentów polityki państwa w zakresie ochrony środowiska. Krytykuje liberalizację przepisów dotyczących organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO), radzi, jak prowadzić negocjacje klimatyczne w Brukseli. A ostatnio najgłośniejsza jest jego akcja obrony polskich lasów przed prywatyzacją i drenowaniem ich kont przez budżet państwa.
– Nie mam wątpliwości, że Lasy Państwowe mają sojusznika w panu profesorze. On zna je bardzo dobrze, wie, jak powinna wyglądać polityka państwa wobec lasów – mówi Dariusz Bąk.
Krzysztof Losz