Oddala się szansa powrotu
Sobota, 28 grudnia 2013 (02:14)W Kazachstanie żyją do dziś potomkowie polskich przesiedleńców przywiezionych tam przez władze sowieckie w 1936 roku. Wysiedlenie części Polaków z okolic Żytomierza, Kamieńca Podolskiego, Dołbysza stanowiło wstęp do przeprowadzonej w latach 1937-1938 tzw. operacji polskiej.
W tym okresie na terenie Związku Sowieckiego wybrane kategorie Narodu Polskiego były fizycznie likwidowane (np. duchowieństwo, nauczyciele, działacze polityczni, byli żołnierze).
Osoby „groźne” dla władzy sowieckiej, z reguły mężczyźni, poddawane były eksterminacji, a ich rodziny zsyłane. Zgodnie z rozkazem Jeżowa odbierano polskim wdowom dzieci i poddawano je przymusowej rusyfikacji w domach dziecka.
W okresie od sierpnia 1937 r. do września 1938 r. zabito 111 tys. Polaków, 64 tys. otrzymało wyroki ponad 10 lat obozu. Żony skazanych Polaków zsyłane były automatycznie na minimum 5-8 lat łagru. Przymusowo przesiedleni w 1936 r. z Wołynia Polacy poddani byli ciągłej eksterminacji do 1956 roku.
W Związku Sowieckim przesiedlenie było karą administracyjną, w odróżnieniu od sądowego wyroku zesłania do obozu pracy – łagru. W założonych przez siebie w szczerym stepie wsiach doświadczali oni niewyobrażalnego głodu, zmuszeni byli do niewolniczej pracy pod stałą kontrolą żołnierzy w ramach tzw. komendantury.
Wyszkoleni w tym okresie „specjaliści” od „operacji polskiej” powtórzyli logikę rodzinnej eksterminacji wybranych grup Narodu Polskiego w latach 1940-1941. Należy tu nadmienić, że ofiara, jaką ponieśli żytomierscy Polacy w Kazachstanie, przyniosła owoce świętości. Wielu kapłanów służących tej wspólnocie zmarło w opinii świętości (m.in. ks. Józef Kuczyński, ks. Bronisław Drzepecki). W obecnej chwili toczą się procesy beatyfikacyjne o. Serafina Kaszuby i ks. Władysława Bukowińskiego.
Część Polaków przesiedlonych w 1936 r. do Kazachstanu przetrwała jednak prześladowania. Trudno jest oszacować obecnie wielkość tej grupy. W ramach spisu powszechnego w 2009 r. w Kazachstanie narodowość polską zadeklarowało 34 tysiące osób, natomiast do polskich korzeni może odwołać się o wiele większa grupa, śmiem twierdzić, że nawet ponad 100 tys. osób. Zamieszkują oni głównie północny Kazachstan, gdzie w niektórych rejonach (powiatach) stanowią drugą liczebnie po Kazachach grupę narodowościową.
Od zakończenia wojny Polacy przesiedleni w 1936 r. z Wołynia starają się o powrót do Polski. Nigdy nie mieli oni jednak realnej szansy repatriacji. W kolejnych falach przesiedleń z Kresów i powrotów z Sybiru w latach 1944-1947 i 1955-1959 władze PRL oraz władze Związku Sowieckiego konsekwentnie odmawiały prawa do powrotu dla tej grupy.
Co smutne, sytuacja zesłanych Polaków w niewielkim stopniu zmieniła się po 1989 roku. Wprawdzie urzędnicy w ambasadzie i konsulatach III RP wydali naszym rodakom tysiące dokumentów o stwierdzeniu narodowości polskiej i przyrzeczeniu prawa powrotu do Polski, jednak państwo polskie nigdy z tej obietnicy się nie wywiązało!
Choć zabrzmi to jak chichot historii, to właśnie Rosjanie, którzy wcześniej wywozili Polaków z Wołynia do Kazachstanu, obecnie otworzyli dla nich własny system repatriacyjny. Po wieloletnim okresie bezowocnego oczekiwania na pomoc ze strony Polski kazachstańscy Polacy coraz częściej skłonni są do przyjęcia rosyjskiej propozycji.
Władze Federacji Rosyjskiej zapewniają transport i ułatwiają przyjazd do wybranych regionów Rosji, przyznają przybywającym świadczenia zdrowotne, prawo do nauki oraz emerytury dla osób starszych, pomimo ich polskiej narodowości. Nadają Polakom obywatelstwo w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Być może zabrzmi to równie dziwnie, ale podobnie postąpili Niemcy, którzy przyjmują zesłanych Polaków w ramach akcji powrotu tzw. późnych wysiedlonych i łączenia rodzin.
Przyjazd części Polaków do Niemiec jest możliwy, bowiem bardzo często w polskich wsiach w Kazachstanie osiedlani byli Niemcy Nadwołżańscy zsyłani tam po 1941 roku. Żyjąc przez prawie trzy pokolenia we wspólnych osadach, wśród Niemców i Polaków wytworzyły się silne więzi rodzinne. W obecnej chwili najwięcej polskich repatriantów z Kazachstanu żyje w Rosji (ok. 20 tys.) i w Niemczech (kilka tysięcy), państwo polskie w oparciu o mechanizmy Ustawy o repatriacji z 2000 r. i w ramach systemu „Rodak” przyjmuje rocznie od 8 do 20 rodzin.
Szansę dla powrotu do Polski stanowić mogły rozwiązania zawarte w społecznym projekcie Ustawy o powrocie z 2010 r., gdzie autorzy tego aktu prawnego pragnęli jedynie zrównać naszych rodaków w prawach z uchodźcami, których dziesiątki tysięcy przyjęła III RP. Jedną z form zadośćuczynienia za wielopokoleniowe zesłanie było zapewnienie repatriantom mieszkania bez prawa własności.
Po trzech latach walki w Sejmie rząd odrzucił jednak obywatelski projekt ustawy. Stało się to za sprawą pełnomocnika Jakuba Płażyńskiego, który wbrew oporowi członków Komitetu „Powrót do Ojczyzny” biorących udział w pracach komisji sejmowej odrzucił własny projekt ustawy i jednoznacznie poparł wprowadzenie na jego miejsce rządowego projektu Ustawy o pochodzeniu.
Głównym celem rozwiązań zawartych w projekcie rządowym jest przyznanie tzw. polskiego pochodzenia dla byłych obywateli RP, którzy opuścili Polskę i udali się np. do Niemiec. Osoby takie oraz ich potomkowie po otrzymaniu dokumentu o tzw. polskim pochodzeniu mają prawo w wybranym przez siebie momencie do osiedlenia się w Polsce. Po przybyciu otrzymują prawo do świadczeń zdrowotnych, prawo do nauki i do stypendiów socjalnych, prawo do pierwszeństwa w środkach pomocowych ze strony gminy oraz w przypadku niepodjęcia pracy – prawo do świadczeń dla bezrobotnych. Po dwóch latach od osiedlenia osoby posiadające „polskie pochodzenie” mają otrzymać obywatelstwo polskie.
Tymczasem celem autorów ustawy o powrocie z Kazachstanu była idea zadośćuczynienia za prześladowania, jakich doznali nasi rodacy, idea obecna w polityce naszych sąsiadów (Niemiec, Rosji, Węgier). Rekompensatę za cierpienia stanowić miała szansa powrotu, która ponownie się oddaliła.
Dr Robert Wyszyński