Święta z dala od Ojczyzny
Wtorek, 24 grudnia 2013 (17:08)„…Jeszcze jedna Wigilia na szlaku tułaczym
Za oknem właśnie wieczór szara mgła zapada…”
Boże Narodzenie to najbardziej rodzinne święto i chyba najbardziej popularne, łączące wszystkich: wierzących i niewierzących.
Jak my – emigranci spędzamy święta Bożego Narodzenia tak daleko od Ojczyzny? Decydując się na emigrację, czy będąc do niej zmuszonymi wywieźliśmy z Polski również całą tradycję obchodzenia świąt Narodzenia Pana Jezusa. Musieliśmy także dostosować ją do kultury amerykańskiej. Zostało to, co najważniejsze. Święta te obchodzimy zgodnie z naszą religią i zachowujemy przygotowania do tych ważnych dni, kiedy świętujemy przyjście na świat Syna Bożego. Zanim zasiądziemy w gronie rodzinnym do wigilijnej wieczerzy uczestniczymy w rekolekcjach, przystępujemy do sakramentu pokuty. Oczywiście nasz czas przeznaczamy także na inne przygotowania oraz zakupy. Podobnie jak w Polsce wybieramy i przywozimy choinki. Zgodnie z amerykańskim zwyczajem dekorujemy nasze domy na zewnątrz.
Amerykanie w przeciwieństwie do polskich emigrantów kupują i stroją swoje drzewka tuż po Święcie Dziękczynienia (koniec listopada-początek grudnia). Na kilka tygodni przed świętami odczuwalny jest ten „zakupowy szał” i poszukiwanie prezentów. Sklepy otwarte są po kilkanaście godzin na dobę, włączając w to także niedziele. Tłumy ludzi od rana do wieczora oblegają je, biegając od sklepu do sklepu.
Dużą rolę w tym odgrywają reklamy. Coraz większa część społeczeństwa spędza wiele godzin w sklepach w celu spełnienia wszystkich życzeń i wymagań. Mikołaj jest wykorzystywany do przepychu i komercji. Wszystko to sprawia, że na dalszy plan brutalnie spychana jest modlitwa i tajemnica narodzin Pana Jezusa. Co więcej dostrzegamy coraz dalej idącą walkę z Kościołem i samymi świętami Bożego Narodzenia, których rolę stale się pomniejsza. Trudno spotkać w sklepach kartki świąteczne z napisem, że są to święta Bożego Narodzenia. Również w życzeniach wiele osób unika powiedzenia wprost, że świętujemy narodziny Zbawiciela.
Na szczęście my – emigranci mamy tu w Chicago i okolicach ponad 50 kościołów oraz wspaniałych, gorliwych kapłanów, którzy poprzez swą niestrudzoną posługę pomagają nam utrzymać wspaniałą, polską tradycję przeżywania świąt. Staramy się przekazać to, co wywieźliśmy z Polski. Pomagają nam w tym wspomniane wcześniej rekolekcje. Każdym świętom zawsze towarzyszy ogromne wzruszenie i łzy, które przede wszystkim ujawniają się przy łamaniu się opłatkiem i życzeniach.
A dziś w końcu ten od dawna oczekiwany wieczór Wigilii Bożego Narodzenia z białym obrusem, pod którym szeleści sianko; biały opłatek, którym przełamujemy się z najbliższymi oraz te wszystkie wigilijne potrawy i obowiązkowo jedno puste, symboliczne nakrycie dla gościa.
„Dla kogo to nakrycie, pytam niespodzianie i milknę.
Zegar głośniej tyka na kominku.
A matka-zamyślona-na moje pytanie odpowiada półgłosem.
To dla zmarłych synku…”
To dla zmarłych, wywiezionych, rozstrzelanych, zakatowanych milionów Polaków, tych z konfederacji barskiej, Powstania Listopadowego i Styczniowego. Z wojny 1920 i 1939 roku. To symboliczne nakrycie dla tych z Golgoty Wschodu i Zachodu, dla żołnierzy wyklętych i dla maltretowanych z „Solidarności”. To miejsce czeka dla naszego męczennika bł. ks. Jerzego Popiełuszki i dla tych spod Smoleńska – „to dla Nich synku”.
W trakcie wieczerzy wigilijnej znów zapłonie świeca i wspólnie odmówimy modlitwę. Również połamiemy się opłatkiem i złożymy życzenia. Sama wieczerza, wspólne świętowanie i śpiewanie kolęd. Tych polskich, najpiękniejszych: „Wśród nocnej ciszy”, „Przybieżeli do Betlejem” , „Bóg się rodzi” czy „Jezus malusieńki”. Potem prezenty i o północy gromadzimy się w świątyniach na Mszy św. zwanej Pasterką. W ten sposób rozpoczynamy świętowanie Bożego Narodzenia.
Kolejny dzień to czas na spotkania w gronie rodzinnym i wśród przyjaciół. To rozmowy i wspomnienia. W Polsce obchodzimy jeszcze drugi dzień świąt. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych drugi dzień, to już czas pracy.
Jednak zawsze ten czas spędzamy uroczyście z Panem Bogiem w sercu i ze wspomnieniami o Polsce i świętym dniu Bożego Narodzenia.
Jacek Kawczyński, Chicago, wsp. IK