• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Życzliwość obdarza siłą

Sobota, 21 grudnia 2013 (02:07)

Każdy czas jest dobry, by zauważyć i wesprzeć potrzebujących – tak było w trudnych latach stanu wojennego i tak jest dzisiaj.

Przed dworcem PKP w Zakopanem czekała już taksówka – skoda Zdzisława Ignacoka z numerem bocznym 120, rzadziej wołga Jana Stramy. Zabierali pasażerów i zawozili ich na kwatery do Bystrego, Murzasichla, Bukowiny, na Olczę. Za te kursy nie brali ani złotówki, podobnie jak gospodarze, u których zatrzymywali się goście: ludzie „Solidarności”, jeszcze niedawno oglądający świat zza więziennych krat, oraz ich rodziny żyjące w niepewności o swoich najbliższych. Teraz chociaż na krótko mogli zaznać spokoju, nacieszyć oczy tatrzańskimi widokami, odetchnąć górskim powietrzem.

Jerzy Zacharko, po sierpniu 1980 roku jeden z założycieli zakopiańskiej „Solidarności”, przewodniczący Krajowej Komisji Koordynacyjnej „S” Pracowników „Społem”, internowany od 13 grudnia 1981 r. do końca listopada 1982 r., dzisiaj wspomina:

– Tyle się mówi o pazerności górali, że tylko dutki liczą, ale wtedy ludzie okazali tyle serca i odwagi. A wszytko zaczęło się od Basi Kojer. Większość materiałów dotyczących Barbary Kojer, zebranych przez SB, została zniszczona, ale zachowała się krótka charakterystyka. „W latach 1980-1981 była biernym członkiem NSZZ ’Solidarność’. Po ogłoszeniu stanu wojennego stwierdzono wyraźny wzrost aktywności – m.in. w 1982 r. uczestniczyła w głodówkach protestacyjnych w Gdańsku, w Warszawie i dwukrotnie w Krakowie-Bieżanowie. W 1983 r. brała udział w kontrmanifestacji 1-Majowej zorganizowanej na terenie Zakopanego. W latach 1982-1987 organizowała pobyty wypoczynkowe na terenie Podhala i Zakopanego dla byłych członków NSZZ ’Solidarność’ i ich rodzin. (…) posiada i utrzymuje nadal liczne kontakty z czołowymi działaczami b. NSZZ ’Solidarność’ w kraju, szczególnie w Warszawie, a także z b. członkami tego Związku przebywającymi aktualnie za granicą… głęboko sklerykalizowana…” – notowali funkcjonariusze bezpieki.

Nadchodziły także z całej Polski dziesiątki kart pocztowych i listów z podziękowaniami za wypoczynek, za lekarstwa i wszelką pomoc. Po zwolnieniu pod koniec kwietnia 1982 r. od razu przystąpił do działalności konspiracyjnej. Trzy tygodnie później znów został zatrzymany, bezpieka w ramach represji próbowała mu odebrać telefon i koncesję na taksówkę. W Krakowie otrzymał zaświadczenie, że „działa z ramienia Arcybiskupiego Komitetu Pomocy Więźniom Archidiecezji Krakowskiej”, co miało, chociaż w ograniczony sposób, chronić go przed represjami, ale tych bezpieka nie zaprzestała, a wręcz stosowała coraz perfidniejsze, ale nie odniosły żadnego skutku. Uczestniczył m.in. w pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki, a przed Bożym Narodzeniem 1984 roku zorganizował zbiórkę i zawiózł swetry oraz kożuchy dla straży pilnującej grobu ks. Jerzego. Uczestniczył też w głodówce w Bieżanowie, podpisywał listy protestacyjne, kolportował bibułę, szmuglował literaturę religijną na Słowację. Dopiero 5 września 1989 roku, a więc kilka tygodni po powstaniu rządu Mazowieckiego, esbecy zrezygnowali z jego inwigilacji.

To jedna z piękniejszych kart, jaką zapisali po wprowadzeniu stanu wojennego mieszkańcy Zakopanego i okolic, organizując pomoc dla internowanych, byłych więźniów i ich rodzin. Należałoby wymienić setki ludzi dobrej woli zaangażowanych w tę działalność. Dzisiaj główni inicjatorzy tej akcji już nie żyją, ale pozostała pamięć utrwalona w dziesiątkach listów. Ówczesny ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w czasie II wojny światowej więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau, ks. bp Ignacy Jeż pisał o góralskiej solidarności: „Wielkoduszna staropolska gościnność, okazana troska i życzliwość ludziom potrzebującym serdeczności, wypoczynku i spokoju w okresie wakacyjnym, solidarność serca i umysłu, otwarcie domu dla ludzi cierpiących, choć osobiście nie znanych – to dowody zwycięstwa dobra nad złem, które umacnia wiarę i utwierdza w ewangelicznej miłości bliźniego – a wszystko to budzi szacunek”.

Zaczęło się od Basi Kojer

Była szeregowym członkiem związku, ale to właśnie dzięki ludziom takim jak ona, gdy przyszedł czas próby charakterów – 13 grudnia 1981 roku – „Solidarność” przetrwała. Nie bez znaczenia były jej wcześniejsze losy. Pochodziła z Kresów, urodziła się w Wilnie. Po wybuchu wojny została członkiem Armii Krajowej, walczyła w Powstaniu Warszawskim, a w końcu osiadła w Zakopanem.

Gdy wojskowa junta wytoczyła na ulice czołgi, mimo iż od ośmiu lat była na emeryturze, z niespożytą energią przystąpiła do działania. Nawiązała kontakty z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom w Warszawie oraz Arcybiskupim Komitetem Pomocy Więźniom i Internowanym Archidiecezji Krakowskiej.

Przez najbliższe lata stała się „człowiekiem instytucją”, organizując pod Tatrami wypoczynek dla kilkuset osób. Uczestniczyła w słynnej głodówce z Anną Walentynowicz w Krakowie-Bieżanowie u ks. Adolfa Chojnackiego w 1985 roku. Rok później została członkiem Krajowej Komisji Interwencji i Praworządności „Solidarności”. Wzięła też udział w Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka w Krakowie-Mistrzejowicach w sierpniu 1988 r., aby wkrótce uczestniczyć w Zjeździe Związkowców Litwy.

„Głęboko sklerykalizowana”

Już latem 1982 roku otrzymała od ks. bp. Lecha Kaczmarka z Gdańska i proboszcza parafii św. Brygidy ks. Henryka Jankowskiego dyplom „za zasługi w pracy charytatywnej kościoła św. Brygidy w roku jubileuszowym oraz 600-lecia obecności Matki Boskiej Częstochowskiej”. We wrześniu 1982 roku metropolita krakowski ks. kard. Franciszek Macharski pisał: „Z całego serca dziękuję i błogosławię Wszystkim, którzy w czasie wakacji okazali świadectwo chrześcijańskiej miłości, dając możliwość wypoczynku rodzinom szczególnie doświadczonym i utrapionym”.

Podobne listy przesyłali w następnych latach księża biskupi z innych diecezji. Ksiądz biskup Władysław Miziołek zauważał w grudniu 1985 roku: „Wiemy przecież wszyscy, że spotkanie z bezinteresowną życzliwością ludzką obdarza siłą, która pozwala przetrwać najcięższe chwile i daje nadzieję na lepsze jutro”.

„Dobrej Pani” i „panu Zdzisławowi”

„Dziękuję Pani za wszystko dobro, jakim mnie Pani obdarzyła”; „Zarówno moje córeczki, jak i ja wspominamy bardzo ciepło ten pobyt w górach. Do podziękowań dołącza się mąż mój, który nadal po zaznaniu trzytygodniowej wolności przebywa w ośrodku internowania”; „Szanownej i Dobrej Pani, która mi bardzo dużo serca okazała”; „Trudności uodparniają nas na może jeszcze większe, które przed nami. A przecież Pani także walczyła i walczy, i wierzy w prawdę i możliwość życia w prawdzie i sprawiedliwości. Jestem zawsze pełna uznania właśnie dla ludzi z AK – i właśnie z ich działalności powinniśmy czerpać nie tylko siłę, ale przede wszystkim umiejętności do działania”; „Urzeczona byłam bezpośredniością, skromnością i serdecznością Pani osoby”; „Życzę mocnej wiary, że będziemy w tej upragnionej Wolnej Polsce”.

Na niektórych widniały dopiski, aby przekazać podziękowania „panu Zdzisławowi”. Zdzisław Ignacok był jednym z najaktywniejszych współpracowników Barbary Kojer. Po sierpniu 1980 roku został współzałożycielem Związku Zawodowego Taksówkarzy „Solidarność”. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. na wieść o pierwszych aresztowaniach wsiadł w swoją taksówkę i zaczął ostrzegać działaczy związku.

Chciał organizować strajk w PKS, ale został zatrzymany przez bezpiekę. Podpisał lojalkę i został wypuszczony. Od razu ukrywał działaczy i dokumenty „Solidarności”. 14 grudnia został więc internowany i wywieziony do Załęża, gdzie przesłuchujący go kapitan SB Edward Bilik zapisał: „Stwierdził, że nie będzie pisał odwołania od decyzji o internowaniu, ponieważ godzi to w jego ambicję osobistą i jest zdecydowany przebywać w miejscu odosobnienia do chwili odwołania tego stanu przez władze… Odmówił również napisania oświadczenia o lojalności”.

Kożuchy dla straży grobu ks. Jerzego

Po zwolnieniu pod koniec kwietnia 1982 r. od razu przystąpił do działalności konspiracyjnej. Trzy tygodnie później znów został zatrzymany, bezpieka w ramach represji próbowała mu odebrać telefon i koncesję na taksówkę. W Krakowie otrzymał zaświadczenie, że „działa z ramienia Arcybiskupiego Komitetu Pomocy Więźniom Archidiecezji Krakowskiej”, co miało, chociaż w ograniczony sposób, chronić go przed represjami, ale tych bezpieka nie zaprzestała, a wręcz stosowała coraz perfidniejsze, ale nie odniosły żadnego skutku.

Uczestniczył m.in. w pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki, a przed Bożym Narodzeniem 1984 roku zorganizował zbiórkę i zawiózł swetry oraz kożuchy dla straży pilnującej grobu ks. Jerzego. Uczestniczył też w głodówce w Bieżanowie, podpisywał listy protestacyjne, kolportował bibułę, szmuglował literaturę religijną na Słowację. Dopiero 5 września 1989 roku, a więc kilka tygodni po powstaniu rządu Mazowieckiego, esbecy zrezygnowali z jego inwigilacji.

To właśnie tacy ludzie jak Barbara Kojer czy Zdzisław Ignacok nadawali sens „Solidarności”, o czym mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w Gdańsku: „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie… I nigdy ’brzemię’ dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich…”.

Dr Jarosław Szarek