Biedna Republika
Niedziela, 15 grudnia 2013 (21:39)Radio Watykańskie przybliżyło opinii publicznej w Polsce ważny apel biskupów afrykańskich wzywających walczące strony do opamiętania. Według hierarchów, kluczem do zakończenia krwawej i coraz brutalniejszej wojny domowej, jaka rozdziera Republikę Środkowoafrykańską, jest prawdziwy dialog, natomiast podziały będą się pogłębiać jeżeli będzie się konfrontować ze sobą stronę chrześcijańską z muzułmańską.
Oprócz cywilów, którzy cierpią, zagrożeni są także pracownicy organizacji humanitarnych działający w Republice Środkowoafrykańskiej.
Ci ostatni wezwal rebeliantów, by respektowali ich wkład i zaangażowanie, nie niszczyli szpitali, placówek edukacyjnych, przychodni. To obszar neutralny, który nie może być wikłany w konflikt.
Beata Zajączkowska z Radia Watykańskiego przypomniała, że Lekarze bez Granic podali tragiczne wiadomości. W ostatnich dniach byli oni świadkami egzekucji dokonywanych w szpitalach. Rosa Crestani z tej organizacji powiedziała, że większość szpitali zostało zamkniętych, „kiedy ostatnio wieźliśmy rannych do Amitié Hospital, w szpitalu nie było personelu, słychać było za to strzały. Walki toczyły się też wokół ośrodka. Struktury medyczne muszą być respektowane. W tej sytuacji bardzo trudno pracuje się w Bangi, ale pomoc medyczna jest niezwykle potrzebna. Są ranni od postrzałów, od uderzeń maczetami. Walki cały czas trwają, ludzie się boją. W stolicy jest ponad 100 tys. uchodźców. Potrzeby są naprawdę ogromne. Apelujemy do wspólnoty międzynarodowej, by zintensyfikowała pomoc dla mieszkańców tego kraju, którzy wciąż nie są dostatecznie wspierani”, powiedziała Radiu Watykańskiemu Crestani.
Kościół jest zawsze na miejscu
Papież Franciszek powiedział swego czasu, że Kościół powinien być „szpitalem polowym”. Tysiące ludzi poszukują schronienia w ośrodkach misyjnych i zakonnych. Wspierany przez międzynarodowe dzieło katolickie Pomoc Kościołowi w Potrzebie klasztor karmelitański w Bangi również zamienił się w obóz dla uchodźców. Normalnie klasztor jest miejscem ciszy, a teraz dzień i noc rozlega się w nim płacz setek dzieci.
„W piątek rano odprawiliśmy Mszę św. za liczne ofiary śmiertelne ostatnich dni. Kiedy robiłem śniadanie, wezwano mnie do bramy. Stało przed nią mnóstwo ludzi, którzy do nas przybiegli. Przyjęliśmy ich z otwartymi ramionami” – relacjonuje pracownikowi PKWP przeor.
Nagle mnisi stanęli przed ogromnym wyzwaniem. „Dyskretnie policzyłem ludzi, tak by nikt nie pomyślał, że nie znajdziemy dla niego miejsca. Było jednak dla nas jasne, że możemy zatroszczyć się o nich najwyżej przez jeszcze jeden dzień. Nie mogliśmy wyjść poza klasztor, aby kupić żywność, ponieważ na zewnątrz było zbyt niebezpiecznie. Poinformowaliśmy, kogo się dało: arcybiskupa, nuncjaturę i ambasadę Francji, prosząc o pomoc, ale wszędzie sytuacja była podobna”. W grupie jest 800 dzieci poniżej 12. roku życia i wiele ciężarnych kobiet.
Przed kilkoma dniami Dieudonné Nzapalainga, arcybiskup Bangi, w orędziu adwentowym bezpośrednio wskazał na okrucieństwa popełniane przez islamskich rebeliantów z Séléka, którzy od roku sieją przerażenie w kraju. Napiętnował porwania, masowe egzekucje i rabunki. W dzielnicach mieszkaniowych używano nawet broni przeciwpancernej. Mówił o tym, że w wielu miejscach zalegają na ziemi rozkładające się ciała ludzkie, będące pożywieniem dla sępów i dzikiej zwierzyny. Ponadto torturowani ludzie byli „krępowani w bestialski sposób” i wrzucani do rzeki, „aby tam nieuchronnie skonać w męczarniach”.
Setki tysięcy ludzi stały się uciekinierami. Ponieważ w ubiegłym tygodniu Rada Bezpieczeństwa ONZ zgodziła się na wzmocnienie francuskich oddziałów wojskowych w Republice Środkowoafrykańskiej, ludzie nieśmiało liczą na to, że koszmar być może niedługo się skończy.
Obawy przed eskalacją
W marcu muzułmańscy rebelianci z Séléka pod przywództwem Michela Djotodia obalili rząd Francoisa Bozizé, a w kwietniu ustanowili rząd przejściowy (Narodową Radę Przejściową), który nadal trwa i szerzy terror. Od tego czasu dziesiątki tysięcy mieszkańców tego kraju zostało dotkniętych cierpieniem, gwałtem i okrutną przemocą – co jest niemal niezauważane przez światową opinię publiczną. Były kolonialny władca – Francja w obawie przed możliwą katastrofą humanitarną wysłała do tego kraju 2 tys. żołnierzy.
Międzynarodowe Dzieło Open Doors zauważa, że dawniej chrześcijanie nie musieli bać się żadnej wrogości, jednak od czasu przewrotu, mnożą się doniesienia o celowych zamachach na kościoły i chrześcijan. Co będzie dalej? Dużo zależy od postawy społeczności międzynarodowej, przede wszystkim od Europy, a zwłaszcza od dawnego kolonizatora. Chrześcijanie boją się, że nastąpi eskalacja przemocy.
Dr Tomasz M. Korczyński