• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Emerytury dla nielicznych

Sobota, 14 grudnia 2013 (02:11)

Opinia publiczna jest cały czas informowana o stałym wydłużaniu się długości życia w krajach wysoko rozwiniętych. Nawet niedawna decyzja rządu brytyjskiego o konieczności przedłużenia wieku emerytalnego do lat 70 również oparta została na tych projekcjach.

Projekcje powyższe oparte są jednak na historycznych trendach i z tego powodu wcale nie muszą się sprawdzić, a nawet Amerykański Narodowy Instytut Starzenia (National Institute on Aging – NIA) uważa, że powinny zostać przeszacowane w dół. Jak podaje w artykule „Obesity Threatens to Cut U.S. Life Expectancy, New Analysis Suggests” National Institutes of Health, w ciągu najbliższych dekad Amerykanie mogą żyć o 5 lat krócej z powodu otyłości, o ile nie zostanie dokonany znaczny wysiłek w propagowaniu zdrowego trybu życia.

Okazuje się, że obecne tabele demograficzne nie uwzględniają wzrostu udziału osób otyłych w amerykańskim społeczeństwie, których śmiertelność jest znacznie wyższa. Jak ukazują cytowane badania prowadzone przez zespół prof. Jaya Olshansky’ego, gdyby nie otyłość, to przewidywania długości życia w chwili narodzin byłyby wyższe o 0,33-0,93 roku dla białego mężczyzny, 0,3-0,81 dla białej kobiety, 0,21-0,73 dla czarnej kobiety i o 0,3 do 1,03 roku dla czarnego mężczyzny.

Niemniej o ile otyłość stała się chorobą cywilizacyjną skracającą życie, o tyle to właśnie brak środków na konieczne zabiegi medyczne stanie się głównym czynnikiem skracającym życie pacjentów. W całej tej debacie, która odbywa się w USA, a która dotyczy obniżki kosztów, dąży się, by proces starzenia się społeczeństwa nie był dewastujący dla amerykańskich finansów publicznych, zapominając o tym, jaki wpływ będą miały te oszczędności na długość ludzkiego życia. Praktyczne działania dotyczące ograniczenia kosztów powinny również budzić zastrzeżenia etyczne. Zarówno badania nad kosztami ochrony zdrowia, jak i dążenie do ich ograniczenia często koncentrują się na tzw. jakości życia osób starszych.

Geriatra Muriel Gillick z Harvard Medical School twierdzi, że fakt, iż ludzie uważają, „że zawsze można być uleczonym”, prowadzi do zbyt dużej liczby zabiegów pod koniec życia, które przedłużają długość życia nieznacznie, jeśli w ogóle, mogąc powodować niekonieczne cierpienie. Jej zdaniem, lepiej by było zamiast starać się o przedłużenie życia o godziny lub tygodnie skoncentrować się na „jakości życia” pacjentów.

Przy okazji tych rozważań przytaczane są statystyki mówiące o tym, że w całości wydatków ludzi na ochronę zdrowia jest silna ich koncentracja w ostatnim roku-dwóch życia, a szczególnie w ostatnim półroczu. Ponadto w krajach OECD opieka długotrwała stanowi 15 proc. kosztów całości wydatków. Przy czym o ile obecnie 80 proc. nakładów jest świadczona przez rodzinę i znajomych w tradycyjny sposób opieki nad starszymi, o tyle w związku z tym, że w przyszłości rodziny zostaną zdemoralizowane, to państwo będzie musiało przejąć te zadania. Pytania, jakie są zadawane, dotyczą tego, jak ten dodatkowy obowiązek zostanie sfinansowany.

Kosztowna terapia

W debacie amerykańskiej UnitedHealh przygotował raport dla parlamentarzystów, w którym przytoczył wyliczenia, że 27 proc. wydatków Medicare przypada na ostatni rok życia pacjenta na „wątpliwe testy i procedury szpitalne”. Chcąc „pomóc” politykom znaleźć konieczne fundusze, jednocześnie proponuje, aby zaoszczędzić na tych wydatkach 18 mld USD w ciągu następnych 10 lat poprzez wysyłanie chorych do hospicjów i rozwój „innych usług” podobnego typu.

Podczas toczonej debaty, której pierwotnym celem miało być rozszerzenie zakresu ochrony zdrowia, stawiane są pytania typu: „Czy doktorzy powinni starać się uratować jak największą liczbę pacjentów, czy największą liczbę lat życia? (…) Nikt nie ma wątpliwości, że 1 tys. USD na życie dziecka to dobrze wydane pieniądze. Ale co sądzić o 1 mln USD na przedłużenie o tydzień życia w cierpieniach nieuleczalnie chorego? Również, kto ma za to zapłacić?”.

Tego rodzaju pytania są zadawane w debacie, ale także w otoczeniu prezydenta. Doradca Cass Sunstein nawet opisał obszernie, które z zabiegów ratowania życia są najbardziej efektywne kosztowo, a brat szefa doradców Ezekiel Emanuel za swoją publikację w czasopiśmie „Lancet” otrzymał nawet przydomek „Dr Śmierć”. Opisał w nim nie tylko zasady kolejności zabiegów transplantacji, ale nawet pierwszeństwa w szczepieniach.

Uznał w nich między innymi priorytet „młodych, ale dorosłych”, a na dodatek pokazał wykres ze strukturą wyborców poniżej i powyżej idealnego wieku i ile ich życie jest warte. Koszty efektywności działań w służbie zdrowia często są oparte na procedurach Narodowego Instytutu Zdrowia (NHS) w Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza NICE (National Institute for Heath and Clinical Excellence). Są one obecnie, mimo swojej kontrowersyjności, bardzo szeroko badane aż w 40 krajach od 2003 r., a Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała NICE za „światowego lidera” w ocenie medycznych technologii, a Bank Światowy sponsorował i finansował projekty Nice w wielu krajach. Najbardziej kontrowersyjną analizą jest oparcie się przy ocenie wyniku zabiegów na tzw. QALY (lata życia z uwzględnieniem ich jakości). Ta miara stara się ocenić koszt zabiegu medycznego zarówno w liczbie przewidywanych lat życia, jak i jakości tego życia.

Limitowane życie

Krytycy tych procedur ukazują, że tak skonstruowany miernik uwzględniający jakość życia po zabiegu tak naprawdę wycenia przydatność ekonomiczną życia człowieka na tle kosztów procedur medycznych. Ustanowienie limitu przez NICE na poziomie 30 tys. funtów na rok QALY powoduje, że wszelkiego typu droższe procedury dla osób starszych są odrzucane z automatu jako nieefektywne społecznie.

Limitując wydatki publiczne na zdrowie, powodują, że niski poziom założonych kosztów zmusza do odmowy świadczenia pomocy medycznej i może mieć wpływ na ograniczenie rozwoju technologii medycznych. Co interesujące, tego typu działanie wbrew oczekiwaniom może nie przynieść oczekiwanych oszczędności. Stanie się tak, gdy niezakwalifikowani pacjenci będą samodzielnie finansowali droższe procedury za granicą, często w Indiach, i po powrocie wykonywali wiele innych kosztownych zabiegów, do których już mają uprawnienia, bądź powiększali koszty systemowe w przypadku wystąpienia powikłań.

W celu wydłużenia życia Departament Zdrowia USA prowadzi kampanię wspierającą zdrowy tryb życia i wydłużenie jego trwania. Między innymi zachęca rodziny do walki z otyłością poprzez propagowanie drobnych zmian w ich trybie życia, takich jak korzystanie ze schodów zamiast windy. My w Polsce, mając na uwadze raczej spadek długości życia spowodowany pogorszeniem się warunków zdrowotnych z powodu lawinowego starzenia się społeczeństwa i rozpadu tradycyjnych zobowiązań rodzinnych, powinniśmy już teraz przygotować się na odparcie eutanazyjnej propagandy inspirowanej argumentacją „Dr. Śmierć”.

Działania władz w Polsce niestety nie sprzyjają naszej zasobności na emeryturze.

Rząd zdecydował, że praktycznie niewypłacalny za kilka lat ZUS przejmie 150 mld zł z OFE. Pieniędzy starczy najwyższej na następną kadencję rządu, a później będziemy płatnikami netto do Unii Europejskiej. OFE dostaną natomiast, można powiedzieć, wolną rękę na inwestowanie naszymi środkami. Bez ustanowienia nad nimi odpowiedniego nadzoru nie ma żadnej gwarancji, że przyniosą przyszłym emerytom zyski. Obecna polityka zdaje się wpisywać w komunistyczne hasło: „Emeryci, popierajcie partię czynem – umierajcie przed terminem”.

Dr Cezary Mech